Blog Image

Podróże małe i duże

O Blogu

Cale nasze życie to jedna wielka podróż z punktu A do punktu B i dla wszystkich te punkty są identyczne, rożni nas tylko droga z A do B, czasem nasze podróże się łączą i podróżujemy z kimś razem, a czasem tylko przecinają.

Podróż, to też: książka, cisza , obraz, trzymanie ukochanej osoby za rękę, to spotkania i rozstania,to płacz, śmiech, radość i smutek.

Piszę o swoich ´´podróżach``,piszę jak umiem, a moje przemyślenia i wynurzenia są subiektywne. W młodości chciałem zostać pisarzem, ale byliśmy ubodzy i nie stać nas było na maszynę do pisania :) i czytając o moich podróżach pamiętajcie .... nieszczęściem ludzkości jest szczelność czaszki ludzkiej.

Nie wiem jak długo i jak często będę pisał. Wiem jedno , ja zraniłem wiele osób i mnie zraniono, popełniłem wiele błędów, niestety czasu nie cofnę , ale wiem że czeka mnie nowa podróż i w dużym stopniu zależy ode mnie jaka ona będzie.

Nie mam konkretnego celu pisząc bloga, to po prostu kolejna podróż, ale jeżeli chociaż jedna osoba poczułaby się lepiej, i zmotywowałoby ją to do pozytywnych zmian i działania,to znaczy że było warto.

Dziękuję za wszystkie komentarze:)

kontakt:

otto@podrozemaleiduze.eu

Pozdrawiam wszystkich znanych mi i nieznanych czytelników.
Have a nice life :)

I oczywiście wszystkie osoby i postacie o których pisze są fikcyjne a jakakolwiek zbieżność z kimkolwiek jest przypadkowa.

Galeria zdjęć

Galleries pictures

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collections

Filmy short clips on Youtube

https://www.youtube.com/playlist?list=PLtI6MRVYbuM-h2VRctZ0pYsq4X6J09mDC


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęćbez zgody autora zabronione.

Distribution and copy of films and photographs without permission prohibited.
All rights reserved.


Zawsze

Posted on nie, Wrzesień 22, 2019 11:04:20

znajdą się jacyś sceptycy którzy będą dywagować , podważać , coś im zawsze nie pasuje, zawsze są na nie , taką mają naturę , wszędzie wietrzą spisek. Jeszce nie zakończyłem relacji z wycieczki rowerowej to już się zaczęły komentarze : że to ściema , że na pewno tyle kilometrów nie przejechałem i takie tam wylewanie pomyj. No cóż ja mogę Wam powiedzieć ?

Po pierwsze Ci którzy jeżdżą na rowerze wiedzą że przejechanie takiej odległość w ciągu tylu godzin nie jest jakimś nadludzkim wysiłkiem. Ciekawe jest to że najbardziej krytyczni i jadowici , to tak zwane ”słoniki” które jedzą na sofie czipsiki. Normalni ludzie to pogratulują, pochwalą , przynajmniej nie będą negatywni.

Z kolegą planowaliśmy tę podroż od dawna , chcieliśmy jakoś uczcić ze razem mamy 122 lata, i dlatego wspólnie przejechaliśmy 122 km , tu jest dowód i może się skończą spekulacje , chociaż zawsze się znajdzie ktoś kto i tak będzie wiedział swoje , i pies z nimi tańcował.

Co my robimy tym wynikiem i tą podróżą ?

My otwieramy oczy niedowiarkom.

Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!

CHEERS !!!



Droga

Uncategorised Posted on pt, Wrzesień 20, 2019 01:14:48

powrotna dla urozmaicenia wiodła przez Raciążek, to właściwie takie przedmieścia Ciechocinka , W latach 1317 -1870  Raciążek posiadał prawa miejskie. Można tu zwiedzić ruiny zamku biskupów kujawskich, , wzniesionego po 1330 roku na miejscu starszego, drewnianego.

Miejsce traktatów dyplomatycznych króla Władysława Jagiełły  z Krzyżakami w 1404 roku i po bitwie grunwaldzkiej w 1410 roku.

W pierwszej połowie XVIII wieku zamek przebudowany na rezydencję pałacową. Po sekularyzacji dóbr opuszczony popadł w ruinę i uległ rozbiórce w pierwszej połowie XIX wieku.


Do dziś zachowały się fragmenty murów czworobocznego budynku gotyckiego na fundamentach z głazów oraz fragmenty murów obronnych, wieży i części murów piwnicznych budynku zamkowego. Zamek położony na stromym cyplu dawnej skarpy wiślanej.

W Raciążku możemy również podziwiać współczesne ruiny.

I Renesansowy kościół Wszystkich Świętych i św. Hieronima, o tradycjach gotyckich, z 1597 roku z fundacji biskupa kujawskiego Hieronima Rozrażewskiego.

Raciążek położony jest na wysokiej krawędzi pradoliny Wisły – około 80 m n.p.m.  Ostatni etap drogi do Ciechocinka to zjazd serpentyną w dol po zboczach krawędzi.

Po ponad sześciu godzinach i sześćdziesięciu kilometrach przybywamy na metę, powrót do realnego świata, w pewnym momencie będąc po drugiej stronie Wisły, myślałem o tym ze się nie wydostanę z tej ‘’Nibylandii’’ i będę musiał krążyć między cmentarzem ewangelickim , ruinami zamku i kościoła, szukając ukrytej drogi.

Jeszcze nigdy piwo mi tak nie smakowało jak po tej wyprawie, tak zakończyliśmy tę podróż z moim druhem i przewodnikiem, dzięki któremu ten wypad doszedł do skutku i mogłem poznać te nie znane dla większości turystów zakątki.

No cóż ja mogę Wam powiedzieć ?  :   probably the best beer in the world !!!

a poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/c838c26c-26ed-4e10-95e6-92c3bc795eac



Prom

Uncategorised Posted on pt, Wrzesień 13, 2019 13:25:21

przybija do miejsca które jest jakby zapowiedzią wkroczenia w inną rzeczywistość , Nieszawa była takim preludium. Przystań leży w szczerym polu , droga do Starych Rybitw prowadzi pośród  łanów kłaniających się zbóż ,

a później przez gęsty las. W Starych Rybitwach straszą  ruiny opustoszałego kościółka. Jakiś napotkany jegomość twierdził ze to kościół Ewangelicki , z kolei w Internecie znalazłem info ze to Rzymskokatolicki, ‘’kakaja raznica’’ , ruiny tu ruiny.

Następny etap to Bobrowniki, do których prowadzi droga wzdłuż Wisły.

W miasteczku nad brzegiem rzeki są ruiny zamku. Tak najprawdopodobniej kiedyś wyglądał otoczony fosą,

a dzisiaj tak , i komu to przeszkadzało ? 

Zamek w Bobrownikach powstał prawdopodobnie ok. połowy XIV w. Jego fundatorem był książę dobrzyński Władysław Garbacz. Był siedzibą książęcą, starostów książęcych, wójtów krzyżackich i starostów królewskich. Zachowane krzyżackie inwentarze mówią o istnieniu w pobliżu zamku związanego z nim folwarku.

W 1377 zamek otrzymał od króla Ludwika Węgierskiego Władysław Opolczyk, ten sprzedał warownię w 1392 roku zakonowi krzyżackiemu. W 1405 Władysław Jagiełło  wykupił ziemie dobrzyńską  razem z Bobrownikami z rąk Krzyżaków, jednak już cztery lata później po ataku na warownię i zburzeniu części murów przez artylerię krzyżacką przeszedł 28 sierpnia w ręce zakonne, po czym prawdopodobnie latem 1410 r. powrócił pod polskie władanie. Jego nadgraniczne położenie ponownie stało się przyczyną wielu inwestycji w modernizację obiektu; mimo tego obiekt, będący siedzibą starostów, nie odegrał już żadnej roli militarnej. W czasie wojny trzynastoletniej i walk z Zakonem w latach 1519–1521 urządzono w nim więzienie dla pojmanych rycerzy krzyżackich. Przesunięcie granicy państwowej ostatecznie pozbawiło budowlę strategicznej roli.

W czasie wojny 1655–1660 zamek wraz z archiwum grodzkim został spalony przez Szwedów, mimo to na początku XVIII był on jeszcze w niewielkim stopniu użytkowany. W drugiej połowie XVIII w. obiekt był już bardzo zniszczony.  ( źródło Wikipedia ).

I serce się raduje na takie widoki , chociaż młodzież dba o ruiny i pogłębia wiedzę o historii ziemi dobrzyńskiej.

Z Bobrownik droga prowadzi  przez Nowy Bóg Pomóż do Stary Bóg Pomóż,

a dalej to już koniec świata i nawet Bóg nie pomoże, trzeba zawracać.

A poniżej link do fotorelacji

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/acab6add-5e35-498d-9578-5239db474b64



Nieszawa

Uncategorised Posted on nie, Wrzesień 08, 2019 10:38:30

robi raczej przygnębiające wrażenie , takie opustoszałe wymarłe miasto o którym p Bóg ,

obecnie rządząca zorganizowana drużyna przestępcza, jak i wszystkie poprzednie drużyny zapominały, tu chyba nawet 1 EUR z dotacji nie dotarło , ciężko znaleźć budynek bez sypiącego się tynku.

Gdyby ten młody cyklista nie zatrzymał się na pogawędkę,

to ta pani z nikim by nie zamieniła słowa przez cały dzień, tak tu pusto, tu nie ma nawet ,,Biedronki’’ żeby sobie uciąć pogawędkę z kasjerką.

Przepraszam, skłamałem, są dwie nieruchomości o których p. Bóg nie zapomniał,  ale to jego własność  – kościół św. Jadwigi o którym już wcześniej wspominałem, jak i  kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego wraz z klasztorem franciszkanów który został  zbudowany w latach 1611-1635. Dzięki fundacji ,,Krzywdów i Bieńków’’ został odremontowany.

Teraz karmelitanki Płaskostope nim zarządzają. Za 30 zl można przenocować w odrestaurowanej celi klasztornej z prysznicem. To wspaniale miejsce żeby się wyłączyć i wyalienować od świata zewnętrznego, cisza spokój kontemplacja i wspaniale posiłki przygotowywane przez siostrzyczki.

Pierwsza wzmianka o Nieszawie pochodzi z 1230 r. Ostatecznie Nieszawę przeniesiono w 1460 ok. 30 km w górę Wisły do miejsca gdzie się znajduje obecnie. Tak więc miejscowość w ciągu nieco ponad 200 lat zmieniła swe położenie dwa razy, przesuwając się blisko 40 km w górę Wisły. Nowe położenie okazało się korzystne, w ciągu XV i XVI w. nastąpił rozwój Nieszawy jako ośrodka handlu zbożem, któremu kres położyły najazdy szwedzkie w drugiej połowie XVII w. W 1793 miasto znalazło się w granicach zaboru pruskiego, od 1807 do 1815 w Księstwie Warszawskim, następnie w Królestwie Polskim (zabór rosyjski). Wiosną 1945 do Wisły wrzucono 38 Niemców – mężczyzn, kobiet i dzieci. Dorosłych wcześniej zabito. W 2004 odsłonięto pomnik z napisem „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. ( źródło  Wikipedia).

To miasto ma potencjał , tylko potrzebuje zastrzyku energii i wizjonerstwa , mam nadzieje ze się otrząśnie z letargu.

Następny etap wycieczki to przeprawa promem przez Wisłę do Starych Rybitw,

prom kursuje co godzinę, miły przerywnik w rowerowaniu, chociaż jak zobaczyłem tę kolekcję butelek i  puszek po piwie,  i kotwicę  w postaci kamyka obwiązanego drutem , to trochę zwątpiłem.:)

A co zwiedziłem i zobaczyłem po drugiej stronie , to już w następnym odcinku .

A tu link do fotek z Nieszawy  

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/6325d510-a2d1-46a0-a74f-be62879ee99a



Na

takie tam Posted on pt, Wrzesień 06, 2019 00:14:20

wstępie chciałbym pogratulować czytelnikowi  Ryszardowi O. , tak zgadza się to jest pomnik  Jarka K. z kotem , jeszcze raz gratuluję , rozpatrzyłem również pozytywnie prośbę p. Ryszarda O. dotyczącą  sprawozdania z wycieczki rowerowej po ziemi ciechocińskiej i okolicach.

Najpierw jednak mam pytanie , ja wiem że teraz ludzie mają ważniejsze sprawy na głowie , wybory i tak dalej ,  ale odkąd zobaczyłem film ,,Edward Nożycoręki ‘’ z Johnym Deppem   w roli głównej,

nurtowało mnie zawsze … , jak on się podcierał ??? , o innych sprawach nie mówiąc,  coś  ?, ktoś ?.

Zanim zrelacjonuję wycieczkę rowerową , to muszę wam powiedzieć –  nie lubię rowerowania , ostatni raz jeździłem na rowerze parę lat temu na Mazurach , a tak to przez 40 lat nie wsiadałem na rower, jest to związane z traumą jaką przeszedłem w latach młodzieńczych.  

W tamtych czasach marzeniem każdego nastolatka był ‘’ składak ‘’, ale  nie dość że był drogi to zakup oficjalnymi kanałami graniczył z niewykonalnością.

W moim bloku na 6-ym piętrze mieszkali niejacy bracia Ślipiarscy , jeden był o rok starszy, drugi o rok młodszy ode mnie. Teraz tak sobie uzmysłowiłem że  tych par braciszkowych mieszkało więcej w tym cudzie socrealistycznej architektury : a.) Grzeszczykowie z pierwszego pietra ,b.) Sataly z 8-go , a w tym samym pionie nad Satałami  c.)Baranowscy.

Starszy Satala zginął wylatując przez przednia szybę Fiata 126p, po zderzeniu z latarnią. Parę lat później zginął młodszy Baranowski , również w ‘’maluchu’’, został zmiażdżony przez TIR-a na norweskich serpentynach.

No ale wracajmy do Ślipiarskich i mojej traumy  ‘’rowerowej’’,  otóż byli oni właścicielami składaka z najwyższej półki ,  był to piękny ,,Sokół  – Lux’’ w  kolorze bordo- metalic z trzema przerzutkami.

 W tamtych czasach była modna guma balonówa -,,Donald Duck’’ , do której była zawsze dołączona historyjka obrazkowa, te historyjki miały dla nas ogromną wartość i były pewnego rodzaju ,,walutą’’  , udało mi się zamienić 99 ,,historyjek’’ na 99 ,,okrążeń  ‘’   

 Wyglądało to tak, że jeździłem na rowerze po chodniku ułożonym w kształcie trójkąta wokół trawnika przed blokiem, jedno okrążenie to jakieś 30 m, za każdym razem jak się spotykaliśmy to robiłem jakieś 5 do 10  ‘’okrążeń’’  , udało mi się zrobić w sumie 60 , zostało mi jeszcze 39 L., jak kiedyś spotkam Ślipiarskich to wyegzekwuje te pozostałe.

Oczywiście marzeń o własnym rowerze nie zaniechałem, rodzice się zgodzili na kupno, tylko po warunkiem że będę sam sprawdzał dostawy, do moich zadań należało wyczaić kiedy ‘’rzucą’’  składaki. Jeździłem codziennie na drugi koniec Warszawy na ulicę  Nowowiejską , mieścił się tam jedyny ze znanych mi sklepów  prowadzący sprzedaż rowerów , może było ich więcej ja pamiętam tylko ten , ‘’ Romet’’ z Bydgoszczy w każdym razie  dostarczał na Nowowiejską swoje wyroby. W końcu się udało !!!, była dostawa a ja zdążyłem poinformować tatę , i w taki oto sposób stałem się posiadaczem dwukołowca. Stał w moim pokoju koło łóżka , zasypiałem z nim i się budziłem , nie przeszkadzał mi nawet smród gumowych opon.

Rower dostałem w końcu zimy, nie mogłem się doczekać kiedy dosiądę swojego ‘’rumaka’’. Gdy na koniec marca  trochę się ociepliło i śnieg już zszedł, postanowiłem ze udam się na inauguracyjną przejażdżkę. No cóż ja mogę Wam powiedzieć ? , rodzice są od tego żeby ich nie słuchać, bo my i tak wszystko wiemy lepiej,   mimo protestów Mamy, ze to jeszcze za wcześnie,  i ze nikt normalny o tej porze roku nie jeździ na rowerze udałem się na Plac Komuny Paryskiej ( dzisiaj Plac Wilsona ) .

Z lewej strony wejścia do kina ,,Wisła ‘’

mieścił się sklep cukierniczy w którym sprzedawano  różnokolorowe ‘’trujące’’ pastylki o jednakowym smaku. Oprócz oranżady z torebek, stanowiły one jeden z ulubionych ‘’przysmaków’’. Tę pierwszą przejażdżkę postanowiłem uczcić pastylkami, postawiłem rower przed cukiernią , jak wróciłem to już go nie było, ktoś go bardziej potrzebował, wróciłem z płaczem do domu  i jeszcze musiałem wysłuchać ze sto razy powtarzane :,, … a nie mówiłam  ? !, a nie miałam racji ?! ‘’, co oczywiście bardzo mnie pocieszyło.

I te oto właśnie traumatyczne zdarzenia spowodowały że  prze wiele dekad nie wsiadałem na rower.

W Ciechocinku coś  we mnie pękło, powiedziałem sobie ze się nie poddam, wypożyczyłem hotelową damkę z koszykiem na bagietki i ustawiłem azymut na Nieszawę , miasto nad Wisłą jakieś 10 km od Ciechocinka. Trasa rowerowa prowadzi do samej Nieszawy , pedałowałem sobie ciesząc się wolnością , wiatr smagał moja czuprynę, po paru kilometrach ledwo dyszałem, byłem zlany potem , ale się zawziąłem i sobie postanowiłem ze dojadę do celu. Dobry samarytanin który mi towarzyszył zapytał z troską czy używam przerzutek ? , jak na mnie spojrzał , okazało się ze rower ma przerzutki !!! i cale szczęście, bo bym chyba nie dojechał , tylko gnił teraz w przydrożnym rowie.  

Na miejscu udałem się do Kościoła św. Jadwigi ,

żeby podziękować ze szczęśliwe dotarcie i pomodlić się za Nieszawę bo mnie zasmuciła.

Cd.  W następnym poście.       



Wielu

takie tam Posted on sob, Sierpień 31, 2019 16:15:05

czytelników zadaje
mi pytanie , co taka cisza ? , nic nie piszesz?, nigdzie nie byleś ? ,

A i owszem, byłem , postanowiłem zwojować jakieś miejsce narodowościowo i patriotycznie, niech chce być
posądzany o kosmopolityzm ( bo w dzisiejszych czasach to niebezpieczne ), miejscem które spełniało w sumie te proste,
aczkolwiek bliskie sercu wyzwania okazał się Ciechocinek.

Wszyscy mają zdanie na temat Ciechocinka , ale ilu tych znawców naprawdę tam było ?, ilu zaciągnęło się tak dogłębnie ciechocińską
atmosferą ?

Trudno zdefiniować
Ciechocinek , to po prostu inny stan umysłu i żeby wejść pod ‘’skórę ‘’ lokalnej
rzeczywistości, to trzeba tam trochę
pobyć.

To miasteczko które
praktycznie jest zamieszkane przez: przyjezdnych , turystów , kuracjuszy i tych
którzy ich obsługują, a lokalsów jest paru na krzyż i po dwóch dniach już się
wszystkich ich zna.

Z kim się nie rozmawia, to
Ciechocinek większości kojarzy się ze
starszymi kuracjuszami którzy bawią się na ‘’fajfach ‘’ , a po dziesiątej już
grzecznie śpią obok nocnych stolików, na
których zanurzone w szklaneczkach, w rytm chrapania dzwonią ząbki na waflu.

I oczywiście jest w tym
dużo prawdy , jednak Ciechocinek ewoluuje i to w dobrym
kierunku nie zmieniając przy tym swojego
charakteru. Ostatni raz byłem w Ciechocinku 10 lat temu , wtedy miałem takie
odczucia jakby się jeszcze nie otrząsnął po szoku zmian ustrojowych , robił
wrażenie takiego miejsca do którego przybywają ludzie oddelegowani w nagrodę z
zakładów pracy.

Teraz klientela jest bardzo zróżnicowana , powstało wiele
nowych obiektów i wiele zostało odremontowanych.

Źródła solankowe przyczyniły
się do rozwoju miasta. Pod
koniec XIX wieku Ciechocinek był największym uzdrowiskiem w Królestwie i jednym
z najmodniejszych na ziemiach polskich.

W latach 1824-1829 wybudowano tężnie I i II, tężnia nr III powstała w 1859.

Dla tych bardziej leniwych lub mniej ruchliwych wybudowano fontannę „Grzybek” wg. proj. Jerzego Raczyńskiego. Zbudowana
w 1925 jako nadbudowa źródła o głębokości 415 m, z którego solanka płynie na
tężnie. Fontanna pełni funkcję naturalnego inhalatorium i jest jednym z
najbardziej charakterystycznych obiektów w uzdrowisku.

Ciechocinek to również parki , skwery i promenady usłane ‘’dywanami’’ kwiatowymi,

to także zabytki architektury , część z nich o korzeniach szwajcarsko- zakopiańskich.
Wiele budynków zostało odrestaurowanych, ale są takie które czekają na swoją kolej i mam nadzieje ze się doczekają , takim oczekującym jest budynek dworca
kolejowego do którego ostatni pociąg dotarł w 2011 r.
Ciekawe czy ktoś się domyśli czyj to pomnik przed budynkiem dworca ?

Straszą niestety pomniki słusznie minionej epoki , tak jak dom wypoczynkowy
‘’Wiarus’’ , ten ‘’bunkier’’ zajmuje olbrzymi teren w centrum miasta, na szczęście
obiektów tego typu jest coraz mnie i może ten tez kiedyś ktoś zagospodaruje
albo wysadzi w powietrze.

Na szczęście przeważają budynki odnowione i nowe,

urokliwe są cerkiew sw. Michała
Archanioła,


czy dworek prezydenta wzniesiony w latach 30-tych dla Ignacego Mościckiego.


W 1932r. , prezydent Mościcki otworzył olbrzymi basen solankowy, który umiejscowiono
pomiędzy tężniami. Tak wyglądał w momencie inauguracji, w tle tężnie , widoczne
są również schody do zjeżdżalni

A tak wygląda dzisiaj , i tylko po zjeżdżalniach można poznać ze to te same
miejsca.


Fajnie by było jak by się znalazł znowu jakiś prezydent który by ponownie otworzył
ten basen.

Ciechocinek to wiele różnych rzeczy oprócz aglomeracji kuracyjno-
uzdrowiskowo- leczniczej , to także koncerty w Parku Zdrojowym, gdzie
przysypane kurzem gwiazdy, śpiewają ze sceny muszli koncertowej w stylu zakopiańskim,
to …, zresztą musicie tu przyjechać żeby samemu odkryć i poczuć.

Wierze w Was !, Dacie radę ! ,
Trzymam kciuki !

A poniżej link do zdjęć z Ciechocinka

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/431e5cd5-6d24-4101-8e5c-c07bc0544bab



Orkiestra Owsiaka

takie tam Posted on sob, Sierpień 10, 2019 13:49:08

Drodzy czytelnicy , jeszcze się nie poddałem jeżeli chodzi pisanie bloga, nie brakuje również tematów , ale jak to bywa w każdym związku , czasami bywają ciche dni :)))
na razie chciałem zakończyć coś co się zaczęło podczas finału Wielkiej Orkiestry Owsiaka.
Final finałów, medal wylicytowany na Orkiestrę Owsiaka wrócił do mnie, i dzięki pomysłowi kolegi który zwyciężył licytacje , nowe schronisko dla zwierząt w Sopocie, wzbogaciło się o karmę równowartości licytacji .
I tak to Łańcuszek dobrych uczynków zatoczył krąg. Dzięki M.



Już

takie tam Posted on śr, Lipiec 10, 2019 11:05:31

ponad dwa miesiące
minęły od powrotu a ja cały czas na Cyprze , ale obiecuję ze to już po raz
ostatni, o Cyprze w każdym razie . Z Nikozji śmignąłem do Larnaki , po drodze
zatrzymałem się w jakimś miasteczku którego nazwy nie pamiętam, nad mieścina górowało
wzgórze a na nim posterunek okupanta i informacje o zakazie zbliżania się i fotografowania ,


ludzie
żyli obok siebie setki lat, a tu z dnia na dzień granica ??? , to tak trochę jak
w Cieszynie.

Larnaka rozciąga się wzdłuż
szerokiej plaży która bardzo łagodnie opada i trzeba wykonać długi spacer w głąb
morza zanim uda się zanurzyć.

Na koniec tej cypryjskiej
przygody spróbowałem sałatki greckiej , najlepsza sałatka grecka jaką jadłem .

A poniżej link do fotek z
Larnaki

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/416693



Przejście

takie tam Posted on pon, Czerwiec 10, 2019 23:37:55

graniczne w
Nikozji nie jest jakoś specjalnie oznaczone, Grecy uważają chyba że jak północ
jest okupowana to i nie ma przejścia granicznego i nie ma sensu udzielać
jakichkolwiek informacji o czymś co w teorii nie istnieje . Przejście
którego nie ma jest w centrum starego miasta, krótka kontrola paszportowa i
jesteśmy po stronie okupowanej. Restauracje, kafejki , sklepiki ,komercja na
całego , zabudowa niższa , budynki jedno-,
dwukondygnacyjne , odniosłem wrażenie jakby to była starsza część
starego miasta.

Dosyć często widać flagi tureckie czy pomniki ku czci jakichś
generałów no i oczywiście Ataturka. To co mnie zaskoczyło to praktycznie brak
chust , hidżabów , burek czy czadorów ,
w Sztokholmie się widuje o wiele częściej kobiety w tych specyficznych dla
islamu nakryciach głowy.

Wiele osób polecało
odwiedzić Kirenię albo Kyrenie albo
Girne, to nadmorskie miasteczko oddalone
30 km od stolicy. Dojechać można busikami, z tym ze znalezienie zajezdni ’’
Dolmuszów ‘’ to niezła zabawa , tak jak by się specjalnie ukrywali przed
turystami, nie ma żadnej informacji ani szyldów.

Jazda z kierowcą który
słuchał jakiejś lokalnej listy przebojów na pełen regulator była fascynująca
coś dla ludzi którzy kochają mocne wrażenia i adrenalinę , facet wyprzedzał
wszystko i wszystkich, nigdy bym nie pomyślał ze te busiki są w stanie rozpędzić
się do takich prędkości,

stan w jakim byli pasażerowie można porównać do ‘stanu
nieważkości , ‘’fruwaliśmy’’ we wnętrzu ‘’ puszki ‘’ odbijając się od ścianek (
pasów brak ) , temperatura przekraczała 40 stopni , bo wesoły kierowca
oszczędzał Air Condition, a szybkę opuścił tylko po swojej stronie. Jak
dojechaliśmy na miejsce , facet wysiadł i sobie
polazł, wszyscy otępiali z wrażenia siedzieliśmy jak te stupory , dopiero po
pewnym czasie doszło do nas ze jesteśmy w Girne. Cała a ta niezapomniana atrakcja
za jedyne 4 ‘’zeta’’.

Mieścina fajna i warta
odwiedzenia , mnóstwo restauracji, knajpek , pubów dookoła portu ,a tuz obok średniowieczna twierdza , uroku dodają
bardzo niskie ceny.


Poszedłem coś zjeść do baru , po paru godzinach jak już wracałem do
przystanku autobusowego , wyleciał facet z tego miejsca w którym się stołowałem i zaczął podpytywać jaki mam telefon, okazało
się ze go zapomniałem na stole podczas mojej wizyty. Taki miły akcent na koniec wypadu na ziemię okupowane 🙂

A poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/410483



Podążając

takie tam Posted on czw, Maj 30, 2019 16:43:20

w kierunku stolicy Cypru, opuszczałem
góry Troodos, było już ciemno. Do hotelu
dotarłem koło 23.

Jest to chyba jedno z niewielu jak nie jedyne miasto
podzielone pasem ziemi niczyjej , a strony są teoretycznie w takim stanie może
nie wojny ale tez nie pokoju.

Udałem się do centrum żeby coś zjeść i doznałem
małego szoku, uliczki były zapełnione młodymi imigrantami w wieku od 20 do 30
lat , wszędzie młodzi Afrykanie, Hindusi i jak się później okazało Filipinki,
poczułem się dosyć dziwnie i nieswojo , Cypryjczyków praktycznie nie widziałem
, WTF ?!!

Sprawę wyjaśnił mi dopiero
recepcjonista, większość tych imigrantów to ludzie sprowadzeni do pracy, często
ludzie zatrudniają kogoś do opieki nad osobą starszą zamiast oddawać do ‘’domu
starców’’, dostają na to jakieś ulgi podatkowe.

Tego dnia a właściwie wieczoru, były Święta
Wielkanocne , sami Grecy powyjeżdżali a ci młodzi ludzie mieli wolne.
Miejscowości nadmorskie i branża turystyczna jest opanowana przez przybyszów z
Europy wschodniej, bardzo często są to Bułgarzy, Rumuni, Polacy, a w stolicy z
kolei rządzi Afryka i Azja.

Tuz
przed moim przyjazdem niemiecki
turysta, fotografując opuszczoną kopalnię pirytu w Mitsero, dostrzega unoszące
się na powierzchni wypełnionego wodą szybu zwłoki kobiety. Policja
ustala, że należą one do 38-letniej obywatelki Filipin Mary Rose Tiburcio. Zaginęła ona w
maju ubiegłego roku wraz ze swoją 6-letnią córeczką. Śledczy namierzają
mężczyznę, z którym się wówczas umówiła na portalu randkowym, to 35-letni
kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nikos Metaxa który przyznał się do zabójstwa siedmiu cudzoziemek,
w tym dwóch dziewczynek w wieku sześciu i ośmiu lat, są cztery Filipinki, włączając w
to sześcioletnią Sierrę, jedna Nepalka oraz Rumunka Livia Florentina Bunea z
8-letnią córką Eleną.

źr: CyprusNewsReport Com

Ta cala historia zrobiła
na mnie przygnębiające wrażenie , te kobiety których rodaczki widziałem na
ulicach Nikozji , przyleciały z drugiego końca świata żeby zarobić parę groszy
i poprawić swój byt, a taki los je spotkał. Można było uniknąć większości tych
morderstw i tej tragedii, niestety policja zbagatelizowała zaginiecie pierwszej
ofiary i jej nie szukała po tym jak jej bliscy zgłosili jej znikniecie , wystarczyło
sprawdzić komputer i z kim się umówiła na portalu randkowym. Ktoś może powiedzieć
ze tak miało być, nie wierzę jednak ze taki los miał spotkać te kobiety i ich
dzieci, to wina bezmózgich urzędasów , których widać nie brakuje również poza Polską.

a poniżej link do paru fotek z Nikozji

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/409426



Wolność

takie tam Posted on sob, Maj 25, 2019 15:52:20

to piękna rzecz , tak samo
jak wolność osobista jest ważna wolność twórcza . Ja jako twórca jestem wolny !
nie muszę robić reklam tanich hotelików czy linii lotniczych , nie piszę tez pod niczyje dyktando , liczy się tylko mój
twórczy umysł J uwolniony od łańcuchów komercji – ‘’czysty i wolny’’ (po
angielsku )- ‘’pure and independent ‘’.

Dlatego postanowiłem stworzyć coś zupełnie nowego,
coś czego jeszcze nie było. Ja jestem twórcą a otaczająca mnie rzeczywistość
tworzywem, bo nie można być zarówno twórcą i tworzywem , ale nie chcę żeby to była
forma bez treści, bo by nie miało to waloru obiektywności i mogłoby być groźne dlatego,
że jak nie ma tam treści, to po prostu można tam sobie podkładać różne treści i
może nawet takie, które by nam tu nie odpowiadały.

-Weź przestań , bo
dzieciak zaraz zleci na twarz

-No Chodź do wuja

-Ten twój ojciec to gamoń,
założył Conversy i świruje

– to chociaż żonce pomogę
, no ! , hopla ! chodź do tatusia

– eee , co ty odwalasz ?
!!! , zaraz zsuniesz mi się na fejsa !!!

-to już lepiej na baranka
, hoopaaa!!! jak Mandaryna

– no o co ci znowu chodzi ?! co znowu nie tak ?!! czego skwierczysz i masz kwaśną
kapuchę ?!!!

– no nie dogadasz się z nią
za cholerę !!!

– no znowu mnie zostawił !
, co mnie podkusiło z takim fajtłapą ?

– ale ten twój stary to
pierdoła !

A poniżej zdjęcie dla czytelniczki która była zawiedziona
poprzednim wpisem ze względu na brak fotek zwierzątek , ( chociaż była fotka
jaszczurki ) ,

gołąbek na spacerze

… i zażywając kąpieli słonecznych

I na koniec fotka
niesamowitego psa który nurkował , ale o nim to może opowiem następnym razem.



Cypr

takie tam Posted on czw, Maj 23, 2019 16:21:44

ma powierzchnię zbliżoną do powierzchni województwa
opolskiego. Historia jest burzliwa i sięga wielu wieków p.n.e. , wyspa przechodziła
z rąk do rąk wielokrotnie , a jej najnowsza mapa została nakreślona w 1974 r. po okupacji tureckiej. Grecy używają
zwrotu : tereny północne albo okupowane, nigdy nie powiedzą po drugiej stronie
albo tereny tureckie. Państwa oddziela pas ziemi niczyjej, są dwa przejścia graniczne
z czego jedno w Nikozji, to również granica między UE i Turcją.

Z Pafos do Nikozji wybrałem
drogę przez masyw górski Troodos. Muszę przyznać
ze góry Troodos bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, jechałem na wyspę
mając w głowie skojarzenie z latem, kurortem, upałami i plażą, ale po kolei. Pnąc
się w kierunku Olimpu który jest najwyższą górą na Cyprze ( 1951 m n.p.m), mija się takie miejsca jak Mamonia ,

gdzie czas jakby trochę
zwolnił , można się zatrzymać u ‘’Milosa’’

i wypić kawę przyrządzaną w tradycyjny
sposób albo skosztować szaszłyka przygotowywanego przez samego Milosa.

Wraz ze wzrostem
wysokości , droga robiła się coraz węższa i potwierdziło się również ostrzeżenie
przed lokalnymi kierowcami, ich temperament i fantazyjność stylu prowadzenia zwiększała
się z ilością metrów .n.p.m. , w wypożyczalni odradzali jazdę wieczorem w górach, bo miejscowi gruntują swój temperament procentami, hmm takie
swojskie klimaty.

W drodze na najwyższy szczyt
postanowiłem zobaczyć jeden z bardziej ‘’turystycznych’’ wodospadów – Millomeri. Postanowić to sobie można
L , szlak który prowadził
do wodospadu był słabo oznaczony,

ale napotkani turyści potwierdzali ze idę w
dobrym kierunku, tylko ze nikt nie powiedział ze akurat w tym miejscu jest początek
szlaku od korony wodospadu i spacerek może zająć parę godzin. Po
godzinie się poddałem i zawróciłem , wodospad słyszałem ale go nie widziałem,
ci którzy mi mówili że idę w dobrym
kierunku chyba przerabiali to samo J.

Zanim dojechałem do celu udało
mi się pomoc odnaleźć samochód Kostasa – ponad 70-cio letniego amatora górskich
wędrówek , coś mu się pomieszało z kierunkami i zgubił samochód. Samochodem można
praktycznie wjechać na sam wierzchołek najwyższego szczytu, część jednak jest niedostępna
dla turystów , mają tam jakiś sprzęt do szpiegowania.

Zaskakujące było to że na górze Olimp można normalnie pojeździć na
nartach, sezon trwa parę miesięcy, jest kilka wyciągów, może to nie Alpy ale
ciekawa alternatywa do wypoczywania nad morzem, chociaż już dawno było po
sezonie to i tak śniegu na stokach jeszcze trochę leżało.

W drodze do Nikozji przejeżdżałem
przez urokliwe wioski jak Pedulas i Mutulas ,

których zabudowania pokrywają górskie zbocza, żałowałem ze już miałem rezerwację
hotelu , bo to były takie miejsca w których chciało by się spędzić więcej czasu.

a link do fotek poniżej

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/406732



Podróże

takie tam Posted on nie, Maj 12, 2019 13:34:06

kształcącą , nigdy
bym nie przypuszczał że flamingi zimują na Cyprze. Na wyspie są dwa słone
jeziora gdzie można zobaczyć stada brodzących flamingów, jedno koło Limassol, a
drugie koło Larnaki. Z Pafhos do Larnaki to jakaś godzinka drogi jadąc
autostradą. Tym razem niedoskonałość GPS okazała się całkiem pomyślna, nie planując
trafiłem do Petra tou Romiou czyli Skały Afrodyty.

Zwiedziłem malownicze miasteczko
Pissouri , którego zabudowania i uliczki zwieńczają wierzchołek góry.

To od nazwy tego
miasteczka pochodzi słowo pisuar , (wg kronik starogreckich ). Pierwsze pisuary pojawiły się w Polsce
na Wawelu za
czasów króla Zygmunta
Starego . Wszystko dzięki królowej Bonie , która
przywiozła ten pomysł ze swojej ojczyzny –
Włoch. Nawet po dzień dzisiejszy uchowało się powiedzenie
„Na Wawelu Zygmunt Stary czyści swoje pisuary”.

Zbliżając się do celu mojej podróży trafiłem do Akrotiri – brytyjskiej suwerennej bazy
wojskowej , mającej formalnie status terytorium zamorskiego. Wszędzie zakazy fotografowania i ostrzeżenia
o egzekwowaniu prawa Wielkiej Brytanii.

Akrotiri to tez wioska nad jeziorem.

Flamingi były ledwo widoczne , żeby zrobić
lepsze zdjęcia wlazłem do jeziora i szedłem jakieś kilkaset metrów, jeziorko
jest płytkie a woda ciepła, dno pokryte było kożuchem śliskiej mazi,

posuwałem się
ślizgiem w kierunku stadka asekurując przed upadkiem, niestety ptaszyska się oddalały,
udało mi się podejść na odległość kilkuset metrów.

nawet najlepsze Zoo nie zastąpi spotkania ze zwierzętami w ich naturalnym środowisku.

a tu link do reszt zdjęć z wyprawy

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/405950



Tym

takie tam Posted on sob, Maj 04, 2019 13:52:33

razem padło na Cypr , dziś
decyzja , dziś wylot , jednak te tanie linie to błogosławieństwo , zawsze coś się
znajdzie , wybór naprawdę jest już spory.

Samolocik doleciał do
Pafos, i to chyba w najlepszym okresie, w nocy nie za zimno można spacerować w krótkim
rękawku, w ciągu dnia temperatura dochodziła do 30, ale dzięki lekkiej bryzie
od morza, nie było tego czuć.

Sezon zaczyna się od połowy maja, turystów jak w sam raz,
nie za dużo, nie za mało , a co najważniejsze !, praktycznie brak rodziców i ich
rozbrykanych milusińskich J.

No ale jak to bywa, nie ma
nic za darmo, i na przykład w Pafos prawdziwy ‘’potop’’ brytoli’’, takich Grażynek
i Januszków w wydaniu angielskim, rano fasolka
z bekonem, w ciągu dnia wylewanie różowych ciałek nad basenem hotelowym

( bo po
co iść kilkaset metrów na plażę), wieczorkiem wsiadają na swoje skuterki,

i jadą
200 m pubu pt.- ,, Brytania’’ albo ,,Robin Hood’’, w
repertuarze – show w wykonaniu podróbki Elvisa , karaoke, krzyżówka, no a w piątki
obowiązkowo – Drag show , każdy ma swoje ‘’Władysławowo’’ J.

Samo centrum jest położone
nad skalistą zatoką która również jest kąpieliskiem,

w wielu miejsca są
drabinki można sobie zejść do wody i popływać , dodatkowo prysznice i darmowe leżaki,
nie trzeba się daleko fatygować aby zażyć śródziemnomorskiej kąpieli.

W odróżnieniu do
pobliskich uliczek gdzie w tandetnych pubach rządzą turyści , to centrum należy
do młodych Greków. Większość ubrana na czarno , a wszyscy faceci mają brody.

To
wina tego ze jak oni się ogolą po jednej stronie twarzy i zanim skończą się golić
po drugiej to już pierwsza jest zarośnięta, dlatego nie ma sensu się golić.
Greczynki, hmm , nie powiem , są atrakcyjne i maja oryginalną urodę. Zdziwiło mnie
ze nie widziałem Greczynek w średnim wieku , są młode ładne dziewczyny tak do
dwudziestu kilku lat , a później – próżnia, ani 30-, 40- czy 50-latek , nie
wiem co z nimi robią ?, czy je gdzieś wywożą?.
Wracają później na Cypr w wieku 60+ ( oczywiście obowiązkowo ubrane na czarno).

W celu zgłębienia tajemnicy
znikających Greczynek, udałem się w podróż do ,,Łaźni Afrodyty’’ położonej w północno –
zachodniej części wyspy.

Żadnych Afrodytek nie spotkałem,
w Łaźni pływały – węgorze?!.

Zagadki nie tylko nie udało się rozwiązać, wręcz przeciwnie,
pojawiło się jeszcze więcej pytań.

Poniżej link do relacji zdjęciowej.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/396576



Nie

takie tam Posted on wt, Kwiecień 30, 2019 10:21:00

jestem z tych osób które coś planują w każdym detalu i z dużym wyprzedzeniem , raczej cel i czas to przypadkowość, a przygotowanie teoretyczne na temat celu wyjazdu to raczej relacje ludzi którzy już miejsca moich wypraw odwiedzili., i jak to bywa, często odczucia są bardzo zróżnicowane , ale każdy jest inny.
Co ? gdzie ? i jakie były moje subiektywno-obiektywne odczucia i wrażenia to dopiero będziecie mogli sobie poczytać albo i nie po moim powrocie.

I pamiętajcie , wierze w Was , dacie radę i trzymam kciuki !!!

Człowiek się rodzi sam , żyje sam , i sam umiera .



Przeglądając

takie tam Posted on wt, Kwiecień 16, 2019 22:56:40

bloga
odkryłem ze zapomniałem wrzucić tekstu o mojej przygodzie z wielorybami.
Długopłetwiec oceaniczny czyli humbak – gatunek ssaka z rodziny płetwowatych,
dorosłe osobniki osiągają zazwyczaj 14–17 metrów długości i 30–45 ton masy.


W
okresie od czerwca do września, kręcą się ze swoimi młodymi w pobliżu Reunion.
Jest to chyba jedno z niewielu zwierząt / ssaków, którego nie zobaczymy w
niewoli. Moim marzeniem ( z listy – do zrobienia przed śmiercią ), było zobaczyć
walenie w ich naturalnym środowisku. Okazało
się ze wcale nie jest to takie proste, to znaczy widziałem z plaży fontanny pary
wodnej wydmuchiwanej przez humbaki, ale wypłynąć na łodzi to cala przeprawa, a
wszystko przez pogodę.

Parę lat temu statek z turystami który wracał do portu został
przewrócony przez fale i zginęło parę osób, teraz są bardzo ostrożni, i tak parę
razy robiłem rezerwację, tylko po to żeby się dowiedzieć ze rejs odwołany. W końcu
się udało uzbrojony w kamerę , aparat , obiektywy zająłem najlepsze miejsce myśląc
sobie skromnie gdzieś w głębi o tym ze uda mi się zrobić zdjęcie płetwala wyskakującego
z wody.

Dosyć szybko przyłączyło się
do nas stado delfinów,

a my podążaliśmy za humbakami, prychały gejzerami pary
wodnej, ale to wszystko, skakać nie chciały,

i tak przez dwie godziny, poddałem
się, mieliśmy już wracać, gdy nagle cielsko wielkości ,,przegubowca’’ rozcinając
taflę oceanu wystrzeliło pionowo do góry by opaść na powierzchnię wody tworząc kipiel,
czuć było moc. To wszystko było jakieś
nierealne, czas wyhamował, cała akcja przebiegła w zwolnionym tempie, zaskakujące
jest jak wysoko potrafią się wybić.

Taka chwila !!! , to na co
czekałem !!! , no i co ? i d… a , zaciął
się aparat , zjeździłem pół świata , zrobiłem tysiące zdjęć a tu … L .

Udało mi się go uruchomić jak
już znikał w gotującym się oceanie.

Nagle ! , długopłetwiec
chyba poczuł moją frustrację, i znowu wyskoczył, i znowu to samo, aparat zastrajkował.

No cóż ja mam Wam powiedzieć
? – złośliwość rzeczy martwych, ale to co zobaczyłem i przeżyłem zostanie ze mną
dopóki ten Niemiec – Alzheimer mi tego nie schowa J.

A tu link do fotek z ,,polowania’’
na wieloryby i ze ślubu Kreolów, na którym przypadkiem się znalazłem.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/144



Jak

takie tam Posted on nie, Kwiecień 07, 2019 16:38:01

rozpoczynałem spacerek po
Cieszynie to była jeszcze zima , a jak byłem tydzień temu to już wiosna w pełni.

Wychodząc z rynku ulicą Tadeusza
Regera mijamy po prawej pałac hrabiów
Larischów

i przylegający do niego Park Pokoju. Miejski pałac hrabiów
Larischów jest jedną z niewielu tego typu budowli na Śląsku Cieszyńskim.
Powstał dzięki Janowi Józefowi Antoniemu hrabiemu Larischowi von Mönnichowi,
który pełnił w Księstwie Cieszyńskim i na cesarskim dworze liczne funkcje.

Okres swojej świetności
przeżył pałac w czasach wojen napoleońskich. W 1805 roku, po druzgocącej klęsce
wojsk austriackich z Napoleonem, Cieszyn, przez dłuższy czas, był tymczasową
stolicą monarchii. Jeszcze przed zajęciem Wiednia 13 listopada przez
Bonapartego cesarski dwór, centralne urzędy i ambasady przeniosły się do
Cieszyna. Tam też zastała wszystkich wiadomość o klęsce w bitwie pod Austerlitz
2 grudnia. Przez Cieszyn w tym gorącym okresie przejeżdżało wiele osobistości.
Jeszcze w grudniu cesarz Franciszek I podejmował swych sojuszników cara
Aleksandra I, wielkiego księcia Konstantego, marszałka Kutuzowa i księcia
Birona Kurlandzkiego. Wtedy w „Sali Egipskiej” wydawane były dla znamienitych
gości ansamble i bale, a w zaciszu pałacowych salonów toczono ważne polityczne
rozmowy. Po podpisaniu układów w Preszburgu (Bratysławie) 27 grudnia, dwór
wrócił do Wiednia. W 1817 roku zatrzymał się tu jadący z Opawy do Krakowa
cesarz Franciszek I z żoną Karoliną Augustą i całym swym dworem, witany uroczyście
przez stany galicyjskie.

Około roku 1839, powstało
trzecie skrzydło pałacu, co nadało mu tym samym kształt litery „U”.
Zaprojektował je, pracujący wówczas dla cieszyńskich Habsburgów, znany i
popularny wiedeński architekt późnego klasycyzmu Józef Kornhäusel. W skrzydle
tym zlokalizował stajnię o oryginalnym i rzadko spotykanym kolistym założeniu.
Dzisiaj w dawnej stajni możemy milo spędzić czas i napić się kawy.

Ta wędrówka po Cieszynie mogła
by trwać w nieskończoność bo jest tu bardzo wiele pięknych budowli z intrygującą
historią. Cieszyn ma tez wiele budowli związanych
z kultem religijnym, Śląsk cieszyński był zawsze terenem gdzie ewangelicy stanowili
dużą część populacji , dlatego jest tu tak wiele kościołów i klasztorów.

luteranie chcieli postawić
kościół w centralnym miejscu ale zostali ‘’wykolegowani’’ przez katolików i Ewangelicki
kościół Jezusowy


wzniesiono na wzgórzu poza murami Cieszyna w latach 1710-1722 wg projektu
Jana Jerzego Hausrucknera , 75 metrowa wieża została dobudowana w 1750 r. , kościół
może pomieścić 6000 wiernych. Dzięki swojej lokalizacji jest zawsze widoczny niezależnie
w którym punkcie Cieszyna byśmy się znaleźli.


Kochani , mam nadzieje ze chociaż
trochę Wam przybliżyłem Cieszyn i zachęciłem do odwiedzin, polecam z całego serca.

Żegnam się z Wami zachodem słońca z
ulicy Błogockiej .

a poniżej link do zdjęć

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/143



Trochę

takie tam Posted on sob, Marzec 23, 2019 22:28:24

odpoczniemy od tej wędrówki po Cieszynie , można to zrobić w
kawiarni w dawnej stajni w Pałacu Larischów,

do pałacu wrócę w następnym odcinku, ale w przerwie chciałbym
Was namówić na przeczytanie książki Mirosława Wlekłego – ,,Tu byłem. Tony Halik.’’

To był taki impulsywny zakup,
widziałem może jeden jego program, w czasach
kiedy je pokazywano nie było mnie w Polsce , i dla mnie to była raczej
nieznana postać. Większość pamięta go z programu ,, Pieprz i wanilia ‘’ , w
którym opowiadał o swoich egzotycznych podróżach. Ale zanim urodzony w Toruniu
Mieczyslaw Sedzimir został Tonym Halikiem, przeżył kilka różnych życiorysów.
Był Polakiem Argentynczykiem. Czasem Indianinem. Francuskim partyzantem,
autorem pierwszego wywiadu dla NBC z Fidelem Castro, laureatem Pulitzera,
pilotem Juana Perona i odkrywcą stolicy
Inków. Ile w tym wszystkim jest prawdy ale ile wybujałej fantazji Halika
możecie sami ocenić.

Dowiecie się nie tylko kim był
Raul Arturo Garcia Bravo zwanym – ,,El
Chupetas’’, autor zabiera w podróż po całym świecie śladami Halika i
Dzikowskiej, bo nie ma Toniego bez Elżbiety. Jak się poznali oboje byli w
związkach małżeńskich, a pikanterii dodaje fakt że Dzikowska w tym samym czasie
najprawdopodobniej miała romans z prezydentem Meksyku Luisem Echeverríą Álvarezem (
nikt w każdym razie temu nie zaprzecza. smiley

Wlekły dociera do wielu osób
które spotkały i miały do czynienia z Halikiem zarówno prywatnie jak i zawodowo,
przyjaciół , znajomych rodziny. Najciekawsze jest to ze można obejrzeć zjawisko
‘’Halik’’ od kuchni.

Ta książka jest przede
wszystkim dla ludzi którzy pamiętają czasy ‘’komuny’’ , kiedy wyjazd do Lipska
czy nad Balaton był egzotyczną wyprawą, a do
podróży na inne kontynent mieli dostęp tylko dla wybrańcy.

Facet z argentyńskim
paszportem, pracujący dla amerykańskiej NBC, prowadzi programy w komunistycznej
TV ? . Ta książka daje wgląd w to jak państwo i elity tamtych czasów
funkcjonowały, w dzień się zwalczały w nocy razem chlały. Takim przykładem jest
opis obchodzenia Nowego Roku w domu Halików. Ludzie kultury, sztuki , komunistyczni
aparatczycy wspólnie bawią się na imprezie dwa tygodnie po wprowadzeniu stanu
wojennego. W tych ciężkich czasach
Halikowie wraz ‘’Jankiem Serce’’ i
jego żoną opływają wspólnie Kubę.
Kazimierz Kaczor był wtedy aktywnym działaczem ,,Solidarności’’ , nie dość ze
dostaje paszport to jeszcze żaglówki Halika i Kaczora zostały dostarczone z
Polski na Karaiby. Halik uwielbiał jadać
w kultowej,, Baszcie’’ dokąd partyjniacy
z najwyższej półki zapraszali swoje kochanki , gdzie prywaciarze i artyści
popijali i zajadali w prywatnych lożach.

Halik to postać nietuzinkowa,
wyjątkowa i niejednoznaczna , ta
opowieść o jego podróżach i życiu na pewno przybliża jego postać i pozwala
zrozumieć jego postępowanie w kontekście tamtych czasów.
Jedno jest pewne że Wojciechowska i Cejrowski , którzy mają sztab ludzi pracujących na nich, załatwiający im wszystko , przy jego przygodach i podróżach są bezbarwnymi amatorami.

Czytajcie !!!

Wierzę w Was, dacie radę , trzymam kciuki.



Ponad

takie tam Posted on śr, Marzec 20, 2019 22:03:52

100 lat temu Głęboką ( wtedy Stephaniestrasse) mknęły pod górę tramwaje,


jako że była to zawsze jedna z głównych ulic , są tu najokazalsze kamienice.

Słusznie
zauważył czytelnik Rys ( widać się przykłada
i studiuje moje posty z uwagą, za co mu chwałasmiley ) skręcając w lewo w ulicę Menniczą można również
dotrzeć do rynku, ulica poprowadzi nas łukiem do
przeciwległego rogu rynku, po drodze przy Placu Teatralnym miniemy teatr im.
Adama Mickiewicza .

Pomysł budowy teatru powstał wiosną 1902 roku. Grupa zamożnych mieszkańców
Cieszyna spotkała się w Domu Niemieckim, aby z inicjatywy radnego Gminy Cieszyn Franza
Bartha, powołać Towarzystwo Budowy Teatru. Projekt teatru
stworzyli architekci z Wiednia – Ferdynand Fellner i Hermann Helmer , którzy w
swoim dorobku mieli 48 teatrów, m.in. w Wiedniu, Berlinie, Toruniu i Łańcucie.

Uroczyste
otwarcie teatru nastąpiło w dniu 24 września 1910 roku, Przy okazji
otwarcia teatru podkreślono, że nowy teatr będzie wyłącznie teatrem niemieckim
i nigdy z jego sceny nie padnie polskie słowo.
Niedługo później to stwierdzenie
zupełnie się zdezawuowało. Dziesięć lat po otwarciu role impresariatu pełniły
Towarzystwo Teatru Niemieckiego (które powstało z Towarzystwa Budowy Teatru) i
Towarzystwo Teatru Polskiego.
14 grudnia 1920 roku wystawiono pierwszą polską
sztukę – komedię Aleksandra Fredry –
Zemsta w wykonaniu Teatru im. Słowackiego z Krakowa.

·
W 1969 roku została wydana Odezwa
do widzów Teatru im. A. Mickiewicza w Cieszynie, z a
utentycznymi
„uwagami o korzystaniu z Teatru”. Zostały one stworzone przez Sekcję
Miłośników Teatru i ówczesnego dyrektora – Pana Jana Foltyna .

1.
Punktualność to oznaka kultury. Wstęp na
widownię po rozpoczęciu przedstawienia jest niedozwolony. Spóźnieni zmuszeni są
czekać w korytarzu do przerwy. Również wychodzenie w czasie spektaklu należy
ograniczyć tylko do wypadków choroby, a uciekanie pod koniec przedstawienia,
kiedy dziękujemy artystom i wręczamy kwiaty, nie powinno mieć miejsca. Dopiero po zapaleniu
świateł garderoba będzie wydawana.

2.
Wchodzenie do Teatru bez biletu traktowane
jest podobnie jak w pociągu czy autobusie.

3.
Dobrze wychowany widz nie będzie jadł w
czasie przedstawienia, szeleścił papierkami, częstował cukierkami, rozmawiał,
szeptał a nawet nucił, czy też odzywał się głośno.

4.
Palenie tytoniu dozwolone jest na razie w
westybulu na parterze i przy bufecie na I piętrze. Na schodach, w korytarzach i
ubikacjach palić nie wolno. (Niestosowanie się będzie karane mandatami.)

5.
Wszelkie harce i bieganiny młodzieży po
schodach i korytarzach nie mogą mieć miejsca.

6.
Zamówione bilety należy wykupić co najmniej
4 dni przed przedstawieniem (…). Należy również nabywać bilety na II
balkonie, gdzie cena jest niższa, a widoczność i akustyka w tak małym teatrze
również dobra.

7.
Odstępowanie biletów (szczególnie z
zakładów pracy) na sztuki dla dorosłych swoim dzieciom jest bezcelowe, gdyż
młodzież taka nie będzie wpuszczana do sali.

Źródło
: wikipedia

Od 2
do 7 maja 1974 roku, w teatrze kręcono zdjęcia do filmu Andrzeja Wajdy – ¨’’Ziemia
Obiecana„. Na potrzeby filmu wykręcono fotele, a w ich miejsce
wstawiono krzesła, wybudowano klasyczną budkę suflera. Stworzono też małe
teatralne muszle, gdzie stały świece (ponieważ kiedyś tak oświetlano salę
teatralną), zmieniano także klamki w drzwiach.

Kręcono
sekwencję teatralnego przedstawienia oglądanego przez łódzką burżuazję.
Sekwencja ta trwa w filmie 11 minut. W powieści Reymonta tyle tylko
można znaleźć o repertuarze tego wieczoru: „(…) patrzył dalej z uwagą wielką na
scenę, gdzie amatorzy i amatorki parodiowali prawdziwych aktorów i sztukę. Było
to bowiem przedstawienie na cel dobroczynny,

złożone z dwóch komedyjek, śpiewu
solowego, gry na skrzypcach i fortepianie, i żywych obrazów na zakończenie”.
Niecałe dwa zdania, na których podstawie Wajda wyczarował jeden z najbardziej
fascynujących filmowych obrazów teatru w teatrze.

Zaczyna
się to przedstawienie sceną „Tańca Czterech Łabędzi” z baletu Czajkowskiego,
tańczą dziewczyny z Bielska i chyba kilka z Cieszyna. Jedna się przewraca
– co wywołuje atak śmiechu siedzącego w loży bogatego kartoflarza-nuworysza
Müllera (Franciszek Pieczka).


Ten upadek prawdopodobnie był przypadkowy,
a Wajda, który jak mało kto umiał reagować na to, co nieprzewidziane,
włączył ten pozornie nieudany dubel do filmu. Baletnice tańczą na pointach,
widać, jak bardzo się starają, kamera przez dłuższą chwilę pokazuje ich stopy i
tu zdarza się coś, co Roland Barthes nazwał punctum (elementem skupiającym
uwagę) w fotografii – brudne podeszwy baletek.

Źródło:
tramwaj cieszyński

Idąc
dalej Głęboką miniemy Stary Targ po lewej który w dawnych czasach pełnił funkcje jednego z głównych
placów Cieszyna,

a bibliotekę miejską po
prawej.

Kamienica przy ul. Głębokiej 15, obecna siedziba
Biblioteki Miejskiej, weszła do historii Cieszyna jako tzw. Dom Niemiecki
[Deutsche Haus]. Nazwę tę oficjalnie budynek nosił na przełomie XIX i XX w.,
kiedy został wzniesiony w takiej postaci, jaką można oglądać do dzisiaj. Dzieje
posesji na której się mieści, jak wszystko w Cieszynie, są jednak znacznie
dłuższe.

Już w średniowieczu był
to jeden z najznaczniejszych budynków przy ulicy biegnącej od miasta w stronę
zamku, ulicy nazwanej początkowo ul. Polską, a potem Głęboką. Zamykał z jednej
obecny Stary Targ. Był wtedy kamienicą narożną, bowiem wzdłuż posesji biegła
wąska uliczka łącząca Stary Targ z innym ważnym punktem w mieście – Studnią
Bracką, potem nazwaną Studnią Trzech Braci. Uliczka nie otrzymała nigdy własnej
nazwy, ale jest widoczna na wszystkich starych planach Cieszyna.

Od biblioteki już niedaleko do rynku , mijamy Kościół pw. św. Marii Magdaleny

i jesteśmy

U celu dzisiejszej wędrówki
,


a dalszy spacerek następnym razem .

A tu jak zwykle link do
fotek z dzisiejszego zwiedzania.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/141



Jak

takie tam Posted on nie, Marzec 10, 2019 22:47:13

wrócimy mostem
Przyjaźni do Polski to od razu za mostem po lewej stronie mamy Wzgórze Zamkowe.

Najstarsze ślady osadnictwa sięgają czasów rzymskich
i pochodzą z V w. p. n.e. Pod koniec XIII wieku gród stał się stolicą
samodzielnego Księstwa Cieszyńskiego, istniejącego w latach 1290–1918.
Zamkiem i Księstwem rządzili najpierw Piastowie (do 1653 roku), po nich
rządy objęli Habsburgowie.

Dzielił się na dwie części: Zamek Górny
i Zamek Dolny. Zamek Górny był otoczony murem obronnym z basztami,
a w jego obrębie mieściły się książęce komnaty mieszkalne
i reprezentacyjne. Tutaj zlokalizowane były także kaplica zamkowa oraz
zachowana do dzisiaj wieża obronna, zwana Piastowską. W Zamku Dolnym znajdowały
się pomieszczenia gospodarcze, mieszkania służby dworskiej, zbrojownia, stajnie
a także lochy dla więźniów.

Niestety kolejne wieki nie były łaskawe dla
tego miejsca. Wojna trzydziestoletnia (1618-1648) oraz wygaśnięcie linii
Piastów cieszyńskich (1653 rok) przypieczętowały upadek książęcej rezydencji.
Zamek stał się własnością Habsburgów, dla których nie był strategicznym
obiektem.
Dopiero w XIX wieku (1840 rok) Wzgórze przebudowano w stylu klasycystycznym
według projektu wiedeńskiego architekta Józefa Kornhäusela.

Na fragmentach
Dolnego Zamku powstał letni Pałacyk Myśliwski, w którym mieściły się
pokoje gościnne arcyksięcia cieszyńskiego i kancelaria Komory
Cieszyńskiej. W pozostałej części Wzgórza zaaranżowano angielski park
krajobrazowy, w którym zachowano Wieżę Piastowską i rotundę pw. św.
Mikołaja i św. Wacława. Przed I wojną światową na pozostałościach po Wieży
Ostatecznej Obrony wybudowano „sztuczne ruiny”, które w XX wieku
usunięto i przywrócono ich pierwotny kształt.
Po I wojnie
światowej w dawnym zamku rezydowała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego.
(Pomnik legionistów Ślązaków poległych za Polskę.)

następnie Zarząd Lasów Państwowych, w 1947
wprowadziła się Państwowa Szkoła Muzyczna, a od 2005 cześć dawnego zamku
stała się także siedzibą regionalnego centrum przedsiębiorczości
i designu.


Rotunda św. Mikołaja i św. Wacława

jest najstarszym obiektem murowanym na Śląsku
i jednym z nielicznych przykładów architektury romańskiej
w Polsce. Zyskał także miano najcenniejszego zabytku Ziemi Cieszyńskiej. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy że jej podobizna znalazła się na rewersie banknotu dwudziestozłotowego.

Zbudowana w XII wieku, pełniła najpierw funkcję
kościoła grodowego a później kaplicy grodowej (z czasem zamkowej).

Wieża Piastowska, to jeden z najstarszych zabytków Śląska
Cieszyńskiego, pozostałość średniowiecznego, gotyckiego zamku Piastów. Kamienna
wieża była miejscem ostatniego schronu, w razie zdobycia zamku.Została wybudowana w pierwszej połowie
XIV wieku. Jako jedna z czterech wież była istotnym elementem systemu
obronnego. Wieża jest ozdobiona narożnymi tarczami herbowymi z orłem
piastowskim, które są dziełem warsztatu praskiego Piotra Parléřa. Pod koniec XV
wieku została nadbudowana o kolejną kondygnację z hurdycjami
i blankowaniem wykonanymi z cegły i drewna, a całość
została nakryta wysokim dachem namiotowym. Wieża pełniła funkcje strażnicze,
więzienne i mieszkalne.


Liczy prawie 29 metrów, po pokonaniu 120 schodów
wchodzi się na taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę
Cieszyna, Czeskiego Cieszyna, a także górskie szczyty Beskidu Śląskiego. W
latach 1976-1989 wieża została poddana pracom konserwatorskim. Odrestaurowano
krenelaż, odtworzono narożne herby i wybudowano taras widokowy.
Niestety jak ja zwiedzałem park to wieża była
zamknięta i musiałem się zadowolić widokiem z tarasu.

Będąc na wzgórzu Zamkowy warto odwiedzić browar
cieszyński ,

Browar powstał w 1846 roku (10 lat przed browarem w Żywcu). Założony został
przez Karola Ludwika Habsburga przy jego ówczesnej rezydencji. Znajduje się
on na samym wzgórzu zamkowym więc łatwo do niego trafić. Browar należy do grupy
Żywiec.

W 1838 roku arcyksiążę Karol Ludwik Habsburg postanowił gruntownie przebudować swoją cieszyńską
rezydencję. Niejako przy okazji tej wielkiej przebudowy zachęcony
sukcesami, jakie w owym czasie zaczęło na rynku odnosić piwo typu
pilzneńskiego,książę cieszyński Karol Ludwik postanowił zbudować własny browar w Cieszynie. Syn i następca Karola Ludwika,
arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg, zachwycony sukcesami zakładu rozwinął produkcję i w 1856
roku zdecydował się na założenie kolejnego browaru, który na jego polecenie
wybudowano we wsi Pawlusie pod Żywcem. Pierwsi piwowarzy żywieckiego browaru pochodzili z Cieszyna.

Następnym razem będziemy się wspinać główną
ulica Cieszyna. Ulica Głęboka prowadzi od
zamku do rynku.

A tu jak zwykle link do
fotek z dzisiejszego zwiedzania.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/139

źródła: Biuletyn Informacji Publicznej i Wikipedia



Z

takie tam Posted on sob, Marzec 09, 2019 13:46:51

ulicy Przykopa już niedaleko do legendarnej
Studni Trzech Braci .


Legenda o założeniu Cieszyna
przez Leszka, Cieszka i Bolka, trzech synów polskiego króla Leszka III jest
jedną z wizytówek nadolziańskiego miasta, a tzw. Studnia Trzech Braci jej
najbardziej widzialnym elementem. Wielka radość połączyła trzech braci, którzy spotkali się po
długiej rozłące, tak iż z tej radości założyli miasto, upamiętniające w nazwie
fakt owego „cieszenia się”. Jako że miało to miejsce rzekomo przed 1200 laty
przy okazji przekazuje się wiadomość, iż Cieszyn jest miastem o bardzo długiej
tradycji.

Zbudowana nad źródłem na
zboczu zbiegającym do Olzy studnia, zwana Studnią Trzech Braci jest
rzeczywiście bardzo stara, ale nie tak bardzo, jak chce legenda. Zachowane
źródła pierwszy raz wspominają o niej w 1434 r.

Obecnie
zabezpieczona żeliwną, neogotycką altaną z 1868 roku, odlaną w hucie w Trzyńcu.
No cóż , czas leci wszystko się zmienia i studnia już nie ta sama bo obok wisi
tabliczka ze woda niezdatna do picia L.

Idąc ulicą Przykopa do końca
skręcamy w lewo w Zamkową i jesteśmy na moście
Przyjaźni. Tak wygląda od strony polskiej.

Most który podobnie jak
most Wolności przeszedł swoje, pod koniec II wś. został wysadzony. To już zdjęcie
robione od strony czeskiej ,

ruiny uwiecznił mój dziadek Ludwik.

Fot. Ludwik Bardoń

Prawo i lewobrzeżny Cieszyn
nie łączyły tylko mosty ale również linia tramwajowa która został uruchomiona w
1911 roku, a zlikwidowano ją w 1921 po podziale Cieszyna.

Ulica Zamkowa za mostem już
po czeskiej stronie nazywa się Hlavni trada , ale chyba powinni ją przechrzcić na Vietcong trada , jest tu mnóstwo sklepików monopolowych

prowadzonych przez Wietnamczyków (w Cieszynie nazywają ich Koreańczykami ).
Sklepy robią przygnębiającewrażenie, obsługa albo właściciele ( ciężko rozróżnić
), chcąc zaoszczędzić na ogrzewaniu, opatuleni w puchowe kurtki i z czapami na głowach
, gapiąc się w smartfony wrzeszczą do siebie po wietnamsku. Alkohole przemieszane
z azjatyckimi kosmetykami typu maść tygrysia tłoczą się na tandetnych półkach skleconych z metalowych
kształtnikow, te ‘’półki’’ a właściwie regały lepiej by się odnalazły w
warsztacie samochodowym albo piwnicy. Regały oddzielone są wyrobami odzieżowymi
których by się nie powstydził żaden szanujący się ‘’ljubitel’’ muzyki
disco-polo, a egzotyki dodają zapachy kuchni azjatyckiej której won unosi się znad
spożywanych zupek.

Tomio Okamura , kontrowersyjny polityk o czesko – japońskich
korzeniach, największy propagator
uprzedzeń i ksenofobii, przygląda się temu wszystkiemu
z plakatu.:)

Czeski Cieszyn to nazwa która
jest niezbyt popularna po polskiej stronie, jest to tym bardziej zrozumiale ze
na każdym kroku widać polskość lewobrzeżnego Cieszyna , dwujęzyczne nazwy ulic
, hotel Piast ( który podobno kupili Koreańczycy ),

herb Cieszyna na dworcu
kolejowym.

Ten mały Wiedeń , podzielony
między Czechów a Polaków to żywa pamiątka
po cesarstwie austriackim,

na każdym kroku widać dawną potęgę i świetność tego
miasta które leżało na głównym szlaku z Wiednia do Lwowa.

To jeszcze nie koniec spaceru po Cieszynie 🙂

A poniżej link do fotek.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/137



Historia

takie tam Posted on śr, Luty 27, 2019 23:20:33

mostu Wolności rozpoczęła się 18-go sierpnia
1903 roku ,wtedy to otwarto go uroczyście w dniu urodzin Franciszka Józefa I,
( źródło fotopolska.eu)
jako
tzw. Most Jubileuszowy z okazji 55 lat panowania cesarza. Nazwa została zmieniona
na Most przy Strzelnicy po rozpadzie Monarchii Austrowęgierskiej.

Ludzie często narzekają ze katalogi podróży kłamią, fotki przerobione w photshopie nie odzwierciedlają rzeczywistości. Jak widać na poniższej fotce, zbiegi marketingowe w stylu upiększania stanu faktycznego nie są nowości i maja długie tradycje.
W tym przypadku jeszcze tramwaj ok , chociaż nie jeździł tym mostem, ale żaglówki i wycieczkowce ?!! tu autora poniosło i chyba odpłynął 🙂

( źródło fotopolska.eu)

Most został zniszczony
we wrześniu 1939 roku przez wycofujące się przed hitlerowcami polskie wojska.
Kolejny, prowizoryczny wystawiono w 1947 roku, a oficjalne otwarcie nowego już pod
nazwą Mostu Wolności miało miejsce w 1953 r., dotrwał do 1970 r., został
zniesiony przez powódź. Podczas próby jego ratowania zginęło pięciu strażaków.
Historia
rodziny tez jest związana z historią Mostu, daleki krewny Franciszek ,który mieszkał na Małej Łące
, po powodzi wyciągał z wody kłody drewna na opał , bosakiem zahaczył taką dorodną kłodę , i jak ją wyciągnął , okazało się że to jeden z utopionych strażaków.
Obecny most został wybudowany w 1974
r.

Idąc pod górę ulicą 3-go
Maja , z prawej i lewej mijamy budynki Celmy. Tu właśnie, jeden z wujków załatwiał
wiertarki które zabieraliśmy ze sobą na wakacje, cieszyły się ogromną popularnością wśród Bułgarów
i Rumunów, chociaż nie tak jak pozłacane i posrebrzane łańcuszki z krzyżykiem
albo medalikiem. Tata chował je w kolumnie kierownicy, miały niestety jedna wadę
, farba schodziła jak się je dłużej potrzymało w ręce.

Sam teren Celmy leży poniżej ulicy, a przed
upadkiem chroni balustrada która podobno pamięta czasy Franza Josefa.

Kawałek za Celmą, 3-go Maja skręca pod kątem 90 stopni w lewo,
po obu stronach stoją bardzo oryginalne budynki,

niestety niektóre bardzo
zaniedbane. W Cieszynie jest cale mnóstwo ciekawych, willi i kamienic. O jednej
z nich która stoi przy ulicach 3-go Maja i Miarki zrobiło się głośno po wpisie Wojciecha Trzcionki, dziennikarza
zajmującego się dizajnem i architekturą.

Cieszyn wystawił na sprzedaż i sprzedał za 500 tys ,perłę modernizmu –
willę Elizy Niemcowej (ok. 350 m kw.), wzniesioną w latach 1932-1933, projektu
Alfreda Wiedermanna (1890-1971), architekta, który zbudował wiele przepięknych
obiektów w Cieszynie, Bielsku-Białej i Katowicach (większość, ok. 30 właśnie w
Cieszynie; i (sic!) nie ma tu nawet swojej ulicy…) ( źródło Dziennik
Zachodni )

Inna ciekawostka to tak
zwana willa pod Różą położona vis-à-vis willi
Elizy.

W niej to właśnie umiejscowił swoją metresę, Fryderyk
Maria Albrecht Habsburg-Baudemont-Vaudemont-Teschen Lotaryński.

Arcyksiążę Austrii od 4 czerwca 1856 roku do 30 grudnia
1936 roku, książę cieszyński od 2 lutego 1895 roku do 11 listopada 1918 roku,
tytularny książę cieszyński od 11 listopada 1918 roku do 30 grudnia 1936 roku.
Ostatni habsburski właściciel Księstwa Cieszyńskiego, wojskowy, generalny
inspektor armii Austro-Węgier, w latach 1914-16 jej głównodowodzący. Otrzymał
stopień marszałka polnego i powierzono mu główne dowództwo armii austrowęgierskiej.
Dzięki temu Cieszyn stał się w latach 1914-1916 siedzibą Głównego Sztabu Armii.
( źródło „HABSBURSCY
KSIĄŻĘTA CIESZYŃSCY”)

Jak się cofniemy
ulicą 3-go maja , i przed zakładem Celmy zejdziemy na dół , to można zrobić
sobie fajny spacerek w kierunku centrum ulicą Przykopa

– dawną dzielnicą tkaczy, garbarzy, sukienników i kowali,
rozlokowaną nad potokiem. Ta część starego
miasta w Cieszynie nazywana jest Cieszyńską Wenecją – wzdłuż
współczesnej ulicy Przykopa stoją
budynki z XVIII – XIX wielu z mostkami przerzuconymi przez koryto Młynówki.

I to by było na tyle tym
razem.

A poniżej link do fotek
.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/135



Muszę

takie tam Posted on pon, Luty 25, 2019 19:11:14

zrobić przerwę w spacerku po
Cieszynie gdyż nerka mnie rozbolała, ale w związku z tym ze cały czas dostaje
wiele pytań dotyczących skoku ze spadochronem

Jak to jest ? , a po co ? , no i co w tym
takiego fajnego ? , czy warto ? itd.

Mogę powiedzie ze to niesamowite przeżycie
, coś wspaniałego , polecam , po prostu ‘’orgazm’’ , człowiek chodzi
uśmiechnięty cały dzień, tak jak by unosił się nad ziemią. Tysiąc słów nie odda
tego uczucia tak dobrze jak film.

Już wiem skąd się wzięło określenie wolny
jak ptak .

Zresztą zobaczcie, sami link poniżej

https://youtu.be/p1Ifn7DAHIY



Przeglądając

takie tam Posted on nie, Luty 24, 2019 14:36:30

album , udało mi się dotrzeć do zdjęć archiwalnych. Puńcówka która normalnie jest leniwą rzeczką czasami pokazuje swoje dzikie oblicze
tak wygląda dzisiaj już po uregulowania

ale bywało i tak


tak dzisiaj
a tak kiedyś



Bunkier

takie tam Posted on śr, Luty 20, 2019 14:05:07

z łąki na której razem z kuzynem zbieraliśmy
mlecze dla kłapouchów jest dobrze zakamuflowany i ciężko go zlokalizować,

został
‘’wchłonięty’’ przez budynek mieszkalny i osoba postronna nigdy się nie domyśli ze częścią domku jest bunkier z czasów wojny.
Oprócz obowiązków były tez
atrakcje, jedną z nich była wspólna
wyprawa nad Puńcówkę. Rodzice, wujki , ciocie , torby, wózki, koce , ciasta , kotlety, napoje i całe
mnóstwo dzieciaków , wszyscy szliśmy w dól ulicą Błogocką. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, kolory i zapachy lata dookoła, i ten beztroski i bezproblemowy dziecięcy świat , a tak wygląda obecnie Błogocka w zimowej szacie.


Obecnie, zejście kawałkiem ulicy który prowadzi do rzeczki jest niebezpieczne, w czasie ulew ‘’spłynęła’’ do lasku
miejskiego. Tak to wygląda od paru lat ,

i ciężko sobie wyobrazić ze kiedyś była to ruchliwa ulica pokryta kostką brukową.
Na
dole mijaliśmy starą kręgielnię która pamięta czasy Franza Jozefa , prawdziwy zabytek obecnie na sprzedaż , ktoś chętny ?,

stąd już tylko kawałek do polany na
której rozbijaliśmy obozowisko. Jak jednak niewiele potrzeba do szczęścia, dla
dzieciarni budowanie tamy z rodzicami , nauka puszczanie kaczek , łapanie pstrągów, czy gonitwa za motylami, żabami i jaszczurkami to były niesamowite emocje. Niestety odkąd zbudowano stopień wodny to nasza
łąka znalazła się pod wodą,

no ale dzisiaj dzieci mają inne atrakcje, a z
rodzicami mogą się komunikować przez smartfony albo IpadyJ.

Ulica Błogocka prowadzi do Błogocic,
dzisiaj to cześć Cieszyna, wcześniej wioska ale za to z własnym zamkiem. Skromny dworek ,zwany – ‘’Zameczkiem
w Błogocicach’’ został wybudowany w pierwszej połowie XVI prze rodzinę Mitmayerów,

źródło : fotopolska.eu
wielokrotnie zmieniał właścicieli i był przebudowywany. Ostatnim razem
wyremontowany częściowo z funduszy- ‘’wyimaginowanej wspólnoty’’.

Nieopodal ‘’Zameczku’’ , jest osiedle
bardzo zgrabnych domków jednorodzinnych , potocznie zwanych – ‘’aleją celników’’.
To określenie kojarzy mi się z tym co mi opowiadał zaprzyjaźniony celnik z Kościerzyny
w czasach kiedy pracowałem na Kaszubach a Polska nie była częścią
wyimaginowanej wspólnoty :… wśród celników jest taka zasada – samochód wolno kupić dopiero po dwóch latach
pracy , a dom postawić dopiero po pięciu.
Celnicy to byli Panowie !, jak się nie miało układów albo nie posmarowało
to mogli przetrzymać na granicy, stosowali tak zwane zmiękczanie. Myśmy mieli dobrze, bo wujek miał układy, i
jak jechaliśmy na wakacje do Bułgarii to nas przeprowadzał bez kolejki i bez
kontroli, chociaż nasza Skodzina S100 w kolorze bordo,

była obciążona towarem do granic wytrzymałości
, na dachu podwójne zestawy namiotów , butli gazowych krzesełek, w środku siedzieliśmy ściśnięci, każdą wolną przestrzeń wypełniały ręczniki, wiertarki, radioodbiorniki, kremy Nivea i innym badziewie, tak pożądane w naszych bratnich krajach, podwozie szorowało po cieszyńskim bruku przy
najmniejszej nierówności.

Dzisiaj chodząc po Cieszynie można nie zauważyć ze się przekroczyło
granicę , takie to czasy nastały.

Spacerując aleją Jana Łyska w kierunku centrum
idziemy wzdłuż Puńcówki ,

mijamy staw w którym latem można popływać na kajakach
,


przechodzimy obok kładki nad Olzą
zbudowanej już w czasach Unii,

i
docieramy do mostu Wolności – mostu Svobody, to jego najnowsza nazwa w ponad 100 letniej
historii.

Kontynuacja wkrótce.

A tu poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/133



życie

takie tam Posted on sob, Luty 09, 2019 13:57:15

z jednej strony jest bardzo piękne z
drugiej może być bardzo smutne . We wcześniejszych postach rozpisywałem się o
odejściach , minął tydzień a tu znowu najpierw brat którego prawie nie znalem a
później bardzo bliska mi osoba związana z Cieszynem , i w tym całym
nieszczęściu i smutku to jedyną radością jest to że pojechałem do miasta swojego dzieciństwa i
mogliśmy się spotkać i pobyć ze sobą. Jak ktoś z rodziny powiedział że jak bym wyczuł
, tak po prostu było – coś mną podświadomie kierowało ,
wsiadłem w samochód i pojechałem , zawsze są jakieś ‘’ale’’ żeby odłożyć na później
, a bo to brak czasu , pieniędzy ,
nastroju. Cieszę się ze tym razem nie odłożyłem tego wyjazdu z jaki

Niestety wraz z tą osobą umarł kawałek
Cieszyna

i to miasto nigdy nie będzie takie samo. Ja wiem ze to zabrzmi stereotypowo ale pewnych rzeczy nie powinno się
odkładać na później i ‘’spieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą’’ –cytując
klasyka.

Nie zdążyłem przyjechać na pogrzeb ani na stypę
w restauracji potocznie zwanej ‘’ Pod trupkiem’’, ale byłem na cmentarzu ,


jest
umiejscowiony na wzgórzu i spoczywający maja naprawdę piękne widoki aż na czeską
stronę.

Spoczywaj w pokoju, będzie Ciebie brakowało.



Czas

takie tam Posted on nie, Styczeń 27, 2019 15:33:04

tak nieubłaganie popycha nas do
przodu, niedawno była Wigilia a już mamy prawie 1/12 roku za nami. Zarówno
przemijalność czasu jak i jego ograniczenie są najbardziej odczuwalne,
namacalne, i docierają do naszej świadomości, gdy odchodzą nasi bliscy i
znajomi. W ciągu ostatnich miesięcy to jakaś epidemia jakby się poumawiali,
zarówno rodzina jak i znajomi.

Niestety czasu nie zatrzymamy, cztery
wymiary czasoprzestrzeni nie pozostawiają złudzeń, ale mamy jednak możliwość
zarejestrowania , uchwycenia milisekundy , poniżej portret mojego pradziadka – Pawła,

fotografia zrobiona ponad 100 lat temu ,
Polski wtedy nie było a pradziadek ma mundur armii austro-węgierskiej.
Pradziadka i Franciszka Józefa już nie ma, Austro-Węgry się dawno temu
rozleciały ale za to jest Polska J.

A to ja,

sportretowany, wstyd się przyznać,
ale prawie pół wieku temu podczas zmagań ze ‘’świnką ‘’.
Z tego okresu pochodzą moje pierwsze
wspomnienia Cieszyna, miasta rodzinnego pradziadka i rodziny ze strony taty. To jedno z niewielu miejsc z którego mam wyłącznie
pozytywne i miłe wspomnienia , do Cieszyna przyjeżdżałem
na wakacje a czasami na Święta Wielkanocne. Pozytywne wspomnienia są związane przede wszystkim: z atmosferą, z tym że otoczony byłem opieką dziadków, wujków i cioć, z kuzynostwem nigdy
się nie nudziliśmy, do tego bliskość natury, wszystko było egzotyczne, przeciwieństwo
warszawskiego blokowiska.

Już tyle razy odkładałem przyjazd do
Cieszyna, ostatni raz byłem tam 11 lat temu, ale jak człowiek tylko chce to
raczej g…. z tego wychodzi, tym razem
postanowiłem ze jadę no i pojechałem.
Odwiedzić miejsce w którym się dawno nie
było, to taka podróż w czasie. Przez jedenaście lat kuzyni stali się
dziadkami , a ciocie i wujkowie pradziadkami.

W czasach mojego dzieciństwa ,centrum ”dowodzenia” mieściło się w kamienicy na ul. Błogockiej. (właścicielem jest
rodzina Zuberków, ich potomkowie nadal mieszkają w domu obok).

Każde piętro zamieszkane było przez
wielopokoleniowe rodziny , dziadkowie , rodzice , dzieci , wnuki i psy. To był dom tętniący
życiem , płacz, śmiech , krzyki , szczekanie psów, wszystko mieszało się z
wonią wypieków ,ciast, jedzenia , kompotów , przetworów.

Górne piętro zajmowała rodzina D.
Stary D. był chudy jak patyk, mówił
a właściwie charczał chrypiąco –
skrzeczącym głosem, a my jak to dzieciaki, śmialiśmy się z niego i często go przedrzeźnialiśmy, co oczywiście
przynosiło zamierzony efekt bo się denerwował i potem to już tylko charczał. Jego żona z kolei miała posturę małego czołgu
, ciekawe jak to ludzie się dobierają i uzupełniają, chociaż posturę D. uszczupliła choroba krtani. Jedno wspomnienie związane z D. utkwiło mi w pamięci, po podwórku kicał szczur, całą zgrają dzieciaków żeśmy za
nim ganiali, w końcu udało nam się go dorwać i ogłuszyć, nie chcieliśmy go
zabijać, ale jak D. zobaczył ze go mamy to wpadł na pomysł zademonstrowania jak należy unicestwić gryzonia. Na wpół martwemu szczurowi, do ogona
przywiązał sznurek i zaczął nim kręcić kołowrotki, jak zwierzę nabrało
odpowiedniej prędkości , chlasnął nim o ścianę garażu że aż je ‘’rozpuczył ‘’ jak to mawiają w Cieszynie , no i było po ‘’ptokach’’ ,
dzieciarnia zszokowana z otwartymi buźkami stała wpatrzona w czerwoną mokrą
plamę i rozpłaszczonego szczura.

Wujek i pan R. z dołu hodowali
zwierzęta w takich mini zagrodach na tyłach domu. Wujek miał kury , króliki i
nutrie , a R. kury i króliki. R. zawsze coś nie pasowało i
przeszkadzało , w ich przypadku sprawdziło się powiedzenie:.. że małe to
złośliwe, bo R. były słusznej malej postury, już nie pamiętam kto był
gorszy , on? , czy ona ? , w każdym razie zawsze mieli z czymś problem, o
wszystko się czepiali i ciągle przychodzili na skargę : a to że biegamy dokoła domu i krzyczymy , a
to znowu że nie biegamy i nie krzyczymy.

Już nie pamiętam kto wpadł na ten pomysł ? , ja ? czy kuzyn ? , i nie
wiem czy to była jakaś akcja w ramach zemsty za donosicielstwo ?, czy tylko
fantazja wywołana chwilowym brakiem zajęć ? , najciekawsze to chyba to, że byliśmy święcie
przekonani o niewykrywalności naszego postępku. Udało nam się rozpętać prawdziwą
wojnę z Raszkami , pomalowaliśmy ich kury na zielono , zażądali naszego
ukrzyżowania i ukamieniowania. Nie wiem jak ich się udało udobruchać?, i jakie
konsekwencje nas spotkały bo to tez mi wyleciało z pamięci, ale za to wszyscy
pamiętają jak drobiowi R.urządziliśmy lakiernię J.

Zarówno R. jak i jego kur już nie ma , mieszkanie
R. stoi puste i czeka na nowych lokatorów, a w całym domu mieszkają tylko
dwie osoby.

Cieszyn zawsze będzie mi się kojarzył z
bliskością natury i ze zwierzętami, dom na Błogockiej graniczy z ‘’Laskiem
miejskim nad Puńcówką ‘’ , park ze starodrzewiem opada ostro w kierunku
Puńcówki


która leniwie wije się u jego podnóża, było to jedno z wielu miejsc naszych zabaw. Jak
teraz byłem odwiedzić rodzinę to z lasku
do ogrodu Z. weszły trzy sarny,
zdzierając racicami świeży śnieg, urządziły sobie legowiska.

Ja i kuzyn mieliśmy tez obowiązki , jednym z nich było karmienie
zwierząt, ale najpierw musieliśmy iść uzbierać trawy do starego wózka
dziecinnego, szliśmy na łąkę gdzie stał osamotniony bunkier , teraz to miejsce jest nie do poznania wyrósł las
domków jednorodzinnych.

Jak już dotarliśmy na łąkę to zbieranie
Mlecza miało najniższy priorytet, kończyło
się to tym ze po inspekcji wujka musieliśmy jeszcze raz iść po zielsko.

Ciąg dalszy wędrówki po Cieszynie wkrótce.

I pamiętajcie !!! wierzę w Was , dacie rade
się i trzymam kciuki J



Informacja

takie tam Posted on nie, Styczeń 27, 2019 14:45:17

z ostatniej chwili , jeszcze
ciepła. Zakończyła się licytacja mojego
medalu , zaciekła walka trwała do końca , na polu bitwy zostało tylko dwóch
wspaniałych: marek44 i naoali31.

Po długim i wyczerpującym zmaganiu
zwyciężył marek44, Gratulacje !!!

Dziękuję wszystkim za udział a w
szczególności markowi44.
Bo to szczytny cel.

Pozdrawiam

Maratończyk J



Wspieram

takie tam Posted on nie, Styczeń 13, 2019 14:05:58

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Kochani w tym roku postanowiłem wesprzeć orkiestrę oddając na licytację mój bardzo osobisty przedmiot i trofeum z którym jest mi niezmiernie trudno się rozstać. Jest to medal.

Jest nie tylko największym i najcięższym ( prawie 300 gr ), ale najważniejszy medalem w moim życiu. Dostałem go za udział w Space Coast Marathon, organizowanym 27 -go listopada w 2016 r. po raz 45 na Florydzie. Jest on szczególnie ważny i osobisty, bo był to mój pierwszy maraton. Rozpoczynając szóstą dekadę życia, przez pól roku bez niczyjej wiedzy i wsparcia przygotowywałem się do biegu, ani rodzina, bliscy czy przyjaciele nic nie wiedzieli ze mam zamiar wziąć udział w maratonie , dowiedzieli się o wszystkim po fakcie. To ze przygotowywałem się w tajemnicy i bez wsparcia było chyba tak samo trudne jak sam bieg w prawie 30 stopniowym upale , ale się udało , wynik ponad 5 godzin nie powala, ale nie dla wyniku biegłem. Mam nadziej ze znajdzie się wielu chętnych którzy docenią mój wysiłek i jak wartościowy jest dla mnie ten medal w szczególności ze pieniądze idą na WOSP.

Jako dowód , link do relacji z samego biegu

https://www.youtube.com/watch?v=82mJPLW-EiA&index=7&list=PLtI6MRVYbuM-h2VRctZ0pYsq4X6J09mDC&t=37s

a tu link do aukcji do której serdecznie zapraszam i dziękuję za udział.

https://aukcje.wosp.org.pl/medal-za-udzial-w-maratonie-na-florydzie-i8852374



Jak to mawiają

takie tam Posted on wt, Styczeń 08, 2019 23:01:46

nadzieja umiera ostatnia , ja jeżeli chodzi
o przyjaciół to straciłem ją dawno , ale nigdy nie mów nigdy , jak milo zostałem
zaskoczony , ktoś docenił moje bieganie , setki kilometrów , hektolitry potu , półmaratony
i maratony , starte zelówki , odciski , bóle , skurcze,łzy, bóle brzucha i wiatry , mrozy , deszcze i upały , samotność .

A tu taki prezent , taka niespodzianka , to piękniejsze od wszystkich zdobytych medali razem wziętych , nawet nie śmiałem o tym marzyc
, to zbyt piękne żeby było prawdziwe , teraz już wiem ze jak biegnę to nigdy nie jestem
sam , zresztą zobaczcie sami co dostałem …

Dziękuję Ci bardzo !!! Przyjacielu !!!

Teraz chce mi się po prostu założyć pepegi
i biec w nieskończoność.



Black River Park

takie tam Posted on wt, Styczeń 08, 2019 13:25:57

Ten wpis jest ze specjalną dedykacją dla wytrwałej i konsekwentnej czytelniczki Grażki J

Dostałem niedawno takie zdjęcia od
znajomego z Reunion , to plaza Ermitage

Na co ja mu się zrewanżowałem zdjęciem z
naszej plaży ,

napisał
ze powinienem się cieszyć bo u nas nie ma komarów , a już za pól roku znów będzie
ciepło.smiley

Przypomniał mi się wypad do Black River park na Mauritiusie , było ciepło, parno i moskity. W porze suchej miedzy drzewami wije się niepozorna
rzeczka w której można się schłodzić ,

ale w porze deszczowej to raczej nie da się
przejść, świadczyły o tym gniazda termitów
umiejscowione na drzewach , parę metrów nad ziemią .

Tutaj częściej można spotkać miejscowych , którzy
chyba chcą odpocząć od turystów dominujących na plażach.

Poniżej link do fotek z wyprawy do Black
River

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/129

Kochani pozytywni czytelnicy , wszystkiego najlepszego w Nowym Roku !



W okresie

takie tam Posted on sob, Grudzień 22, 2018 18:34:01

najciemniejszych zakamarków zimy, najlepszym sposobem na przeczekanie ciemności
jest teleportacja do jaśniejszych chwil.

Takim jasnym punktem był
dla mnie pobyt na Mauritiusie. I chociaż nie jestem zwolennikiem
zorganizowanych wycieczek to pływanie z delfinami było możliwe tylko w takiej formie.
W pakiecie był transport , kąpiel z dzikimi delfinami i grill. Każdy na pewno widział jakiś film czy to przyrodniczy?,
czy to fabularny?, czy z jakiegoś parku rozrywki? , ludzie w cudownej
koegzystencji z ssakami wodnymi , komunikacja i zrozumienie, a delfinki mają takie
buźki jakby się uśmiechały , większość ludzi marzy o takim spotkaniu , tylko
jest jedno małe ale , delfiny w zatoce Tamaryńskiej do której są zwożeni ludzie
z całej wyspy są DZIKIE !!! , a dzikie zwierzę ma to do siebie że jak widzi człowieka to go albo atakuje, albo
sp….a .

To „pływanie” z
delfinami przypominało bardzie pościg albo zabawę w kotka i myszkę, kilkadziesiąt
motorówek gnało w miejsce gdzie się pojawiły , zanim jakakolwiek do nich dopłynęła
to zdążyły zwiać , ludzie wyskakiwali z tych łódek , dziwne ze nikt się nie utopił,
a delfiny chyba dobrze się bawiły pojawiając się co rusz w innym miejscu.

Po którymś skoku z łódki
miałem już dość , ale udało się , ławica kilkudziesięciu delfinów przepłynęła
obok nas , na filmie tego może nie widać ale były naprawdę blisko.

Zresztą możecie ocenić
sami, link do filmu ze spotkania z delfinami poniżej.

https://youtu.be/20rq-KOZ3zM

Po tej dosyć wyczerpującej
pogoni , zorganizowano nam grilla w okolicy półwyspu Le Morne Brabant, na którego końcu jest góra o
tej samej nazwie i wysokości 556 m n.p.m.


Półwysep był schronieniem
dla zbiegłych niewolników. Kiedy w 1835 roku wysłano tam oddziały wojska, aby obwieścić im
zniesienie niewolnictwa, podobno rzucili się oni do morza, sądząc, że
zorganizowano na nich obławę.

Jedna rzecz na którą zwróciłem uwagę, to że dzieci często pomagają w pracy dorosłym, byłem
pełen podziwu dla naszego małego „Kapitana” który dzielnie przez kilka godzin pomagał
we wszystkim , najpierw stojąc na dziobie

pilotował łódź kanałem między podwodnymi skałami dając znaki
„kierowcy” , później targał klamoty i jedzenie do kuchni na plaży , wszystko po
to żeby turyści się magli najeść, napić i zabawić . Dzieciak miał może 10 lat, ale
biorąc pod uwagę dojrzałość i odpowiedzialność, to miedzy nim a rówieśnikami,
którzy byli tam na wakacjach była swoista przepaść.

I takie to mam wspominania w tym jednym z krótszych dni w roku.

A poniżej link do fotek .

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/128



Będąc

takie tam Posted on śr, Listopad 28, 2018 20:48:25

w Lizbonie
koniecznie trzeba odwiedzi Sintrę , jest tak samo atrakcyjnym doświadczeniem
jak nie lepszym niż sama stolica Portugalii. Pociągi jeżdżą co 20-30 minut, z
dworca Rossio jedzie się ok. pół godziny.
Tak wygląda Rossio w świetle dziennym

… a tak po zmierzchu

Sintra przez wieki
znana była jako letnia siedziba portugalskich władców.

Przed odbiciem regionu z
rąk Maurów w Sintrze znajdował się arabski pałac (dziś w tym miejscu
stoi Pałac Narodowy)

oraz górująca nad nim twierdza (Castelo dos Mouros).

Historyczne centrum
miasta wyróżniające się kolorowymi domkami, niesamowite zamki i pałace na
różnych wysokościach, tajemnicze ogrody, a całkiem niedaleko najbardziej
wysunięty na zachód punkt kontynentalnej Europy. Urokowi miasta sprzyja też
samo położenie – Sintra rozbudowała się u stóp gór o tej samej nazwie (Serra de
Sintra).

W XIX powstał Pałac
Pena,

czyli jeden z najlepszych przykładów romantyzmu w architekturze.
Imponujący pałac otoczony został parkiem zainspirowanym stylem dawnych epok. W
tym czasie powstały też inne wille i pałace, a Sintra stała się jednym z
ulubionych miejsc odpoczynku wśród portugalskich wyższych klas. Ważnym
atrybutem nowych pałaców były ogrody, które charakteryzowały się występowaniem
różnych ukrytych elementów, takich jak groty, rzeźby czy fontanny.

Quinta da Regaleira

z najduje się około 10 minut drogi od Pałacu Narodowego – to przepiękny
dom oraz wielki ogród pełen mistycznych symboli. Ich były właściciel Monteiro
Milioner był wolnomularzem zainteresowanym teoriami spiskowymi, odbicie tych
fascynacji można znaleźć w jego posiadłości.

Jedno jest pewne ,biorąc pod
uwagę liczbę zamków, pałaców i otaczających je ogrodów wycieczka do Sintry to sztuka wyboru – nie da
zobaczyć się ich wszystkich na raz, i warto tu spędzić więcej czasu ,szczególnie jeżeli zamierza się zwiedzić Sintrę i okolice na piechotkę

no chyba ze chce się wszystko zaliczyć w ciągu 5 minut – Asiatic style 🙂

a poniżej link do najszybszego i najbardziej ekonomicznego zwiedzania 🙂

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/127



Dokładnie miesiąc temu,

takie tam Posted on czw, Listopad 15, 2018 13:30:57

14-go października
przebiegłem i częściowo przeszedłem , 42km i 195 metrów w Maratonie
lizbońskim. Nie przypadkowo wybrałem tę datę , minęły dwa lata jak się
rozstałem i mam nadzieję że tym razem na zawsze, z moją miłością nikotynką ,
nie powiem udawało mi się ją rzucić wiele razy ale zawsze wracała J, to taka toksyczna hate and love
relacja.

A teraz już jej nie ma , nie ma
smrodu , bólu głowy , kaszlu , sprawdzania czy starczy papierosków do jutra , nie ma ciągłego
wyskakiwania na fajeczkę , na ćmika , nie ma delirki z powodu braku papierosów,
nie ma cuchnących włosów , cuchnącego ubrania czy wżartego smrodu nikotyny w tapicerkę samochodu , nie ma kawki i papieroska ,
nie ma cigareta po jedzeniu , nie ma szluga na czczo, nie ma już kiepa
towarzyskiego i nie ma papierocha na uspokojenie czy dla poddzierżki razgawora,
nie ma peta w upale , nie ma na mrozie.

Pa, pa nikotynko, i nie wracaj nigdy, nic mi nie dałaś , tylko mamiłaś i
oszukiwałaś , nic nie jesteś warta , no cóż ja mam ci powiedzieć ?, jesteś jak
niektóre osoby z którymi miałem do czynienia życiu , przeklęty dzień w którym cię spotkałem J

Start Maratonu był w miasteczku Cascais
położonym 30 km od Lizbony ,

Musiałem wstać o 4ej rano żeby dostać się na dworzec Cais do Sodre ,

i dojechać do Cascais. Mieszanka ‘’reisefieber’’ ,
ból gardła i sąsiad z ADHD , który całą noc
biegał a to do kibla , to do kuchni i coś pichcił , to na balkon zajarać ,
wszystko to spowodowało ze nie zmrużyłem oka, idąc w pustymi uliczkami Lizbony
w kierunku dworca czułem się jak rozgotowana fasola.

Na dworcu tylko parę osób ??? , o co chodzi? , dojeżdżam do Cascais i po
pól godziny docieram do startu, zimno i wieje wiat. W maratonie ma biec
przynajmniej parę tysięcy osób , a tu nawet setki nie ma !!!, okazało się ze start został przesunięty o
godzinę ze względu na pogodę, rozmawiam z kolegą biegaczem i pytam 15 min.
przed startem gdzie są wszyscy ludzie ?,

spokojnie , to Portugalczycy ,
zjawią się w ostatniej chwili , no i miał rację 10 min przed starem zaczęło się
zagęszczać, pytam gościa skąd to wiedział ?

-no bo sam jestem Portugalczykiem.:)

Po starcie zaczęliśmy się oddalać od Lizbony po 5 km w tył zwrot

i zostało
tylko 37 km do mety . Trochę tych biegów
w różnych miejscach zaliczyłem, ale jak na razie to były najpiękniejsze i
niepowtarzalne okoliczności przyrody ,

cala trasa wiodła wzdłuż wybrzeża
Atlantyku , plaże , surferzy którzy czekając na odpowiednia fale wyglądali jak
stado fok ,

fale wysokości wielopiętrowych domów rozbijające się o urwiska
skalane, no po prostu super , do tego pogoda przecudowna, zapomniałem o
zmęczeniu , o tym ze nie spałem ze mnie boli gardło. Jak minąłem most 25
kwietnia to już wiedziałem że dam radę i dobiegnę do celu.

Meta była na placu Praça do
Comércio ,
i chociaż to był mój drugi maraton

to tych emocji i tego uczucia szczęścia jak się
przekracza metę nie da się opisać to trzeba samemu przeżyć.

a poniżej link do fotek z samego biegu , i miejsc które mijałem podczas maratonu ale odwiedziłem z aparatem później.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/125



Alfama

takie tam Posted on nie, Listopad 04, 2018 14:44:36

w Lizbonie to najstarsza dzielnica stolicy Portugalii i jej nazwa znaczy tyle co „gorące źródło” lub „łaźnie”, a pochodzi jeszcze z języka arabskiego. Nie jest najłatwiejsza do zwiedzania, położona jest na wzniesieniu, na którym króluje nad Lizboną zamek – Castelo de Sao Jorge(Zamek Św. Jerzego).

Zamek św. Jerzego, został wybudowany przez Maurów na wzgórzu Alfama, a w roku 1147 został odbity z rąk Maurów przez pierwszego króla Portugalii Alfonso I Zdobywcę.
Na Afamę można dotrzeć pieszo , schodami ruchomymi ,

np. z placu: Lg. Martim Moniz, albo wsiąść do słynnego tramwaju nr 28, przejechać całą trasę i koniec. W ten oto sposób zobaczyć najważniejsze zabytki Lizbony.Optymalnie jednak będzie chyba połączyć te wszystkie sposoby zwiedzania. Tramwajem 28

dojechać do punktu widokowego Miradouro das Portas do Sol , a stąd piechotką do Zamku Św. Jerzego .Miradouro das Portas do Sol czyli – „punkt widokowy bram słońca”, to jedno z głównych i najbardziej obleganych miejsc Alfamy, rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na dachy Alfamy i Tag.

W czasie wspinaczki ulice zamieniają się w uliczki i staja się coraz węższe , w wielu miejscach jest tylko jeden tor i tramwaje muszą jeździć wahadłowo , w dzielnicy położonej najbliżej zamku, na wąskich uliczkach z trudem mieści się jeden samochód.

Alfama to przede wszystkim klimat i urok, znajduje się tu najwięcej lokali z muzyką fado która według
niektórych miała narodzić się właśnie na Alfamie.

Jest takie hasło :Get lost in Alfama‚ – ja się nie zgubiłem ani nie zatraciłem .

Jest tu oczywiście
dużo fajnych miejsc gdzie można cos zjeść i wąskich nastrojowych uliczek po których można się włóczyć
godzinami, na pewno warto tu zajrzeć będąc w Lizbonie .

A poniżej link do fotek z mojego spaceru po Alfamie .

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/124



Lizbona

takie tam Posted on pt, Październik 26, 2018 14:39:51

jest niesamowitym i wyjątkowym miastem , położona na wzgórzach wokół ujścia Tagu do Atlantyku , to Paryż, Rio de Janeiro i San Francisco w jednym.
Jest tu Łuk triumfalny,


statuetka Jezusa

i kopia Golden Gate .

Pomnik Cristo Rei znajdziemy po drugiej stronie Tagu, w miejscowości Almada. Dojedziemy tam, a właściwie dopłyniemy tam promem z dworca Cais do Sodrè, a wysiadamy w porcie Cacilhas.

Można dojechać do Cristo Rei autobusem , ale ja wybrałem spacer , wydawało mi się ze nie zajmie mi to więcej niż pól godziny , myliłem się, dwie godziny i to cały czas pod górę , ale nie żałuję bo zwiedziłem Almadę i było warto, różni się pod każdym względem od Lizbony , przede wszystkim niska zabudowa i chyba w większości zamieszkana przez Portugalczyków, przynajmniej nie widać tu tylu Hindusów i Chińczyków , nie ma tez takich tłumów turystów, za to mnóstwo restauracji i knajpek z typową kuchnią portugalską i to w cenie 2 razy niższej ni w Lizbonie.

Dwie rzeczy które wyróżniają Lizbonę , a właściwie tez Portugalię to :
azulejos , typowe dla Portugalii kafelki którymi są zdobione wszystkie domy , czasami są to tylko detale jak numer domu , a czasami cale fasady.

– chodniki pokryte kostką o barwie kości słoniowej , często wzbogacone rożnymi wzorami , ani razu nie widziałem chodnika z płyt betonowych , tylko ta drobniutka kostka , nie wiem co to za materiał ale chyba mają go w nadmiarze, ociepla to ogólny wizerunek i jest oryginalne.

Król Chrystus z cokołem ma prawie 100 metrów, cokół 80 metrów , figurka 28 metrów , ( proszę się nie martwic , Jezusek Chrystusek ze Świebodzina jest jak na razie największy ma 33 m , Chrystus Odkupiciel z Rio ma tylko 30 m , a Chrystus Pacyfiku z Limy w Peru, to karzeł w tej lidze bo ma zaledwie 22 m, -Polska !!! biało – czerwoni 😊) .

W cieniu Jezuska z Lizbony można wypić piwo albo drinka,

a dla chcących poczuć bliskość z synem Bożym, jest opcja wjechania do niego windą, nie wiem gdzie ta winda się zatrzymuje i nie chce wiedzieć ,

w każdym razie później można podziwiać zapierający dech w piersiach widok na Lizbonę i kopię Golden Gate czyli Most 25 Kwietnia.

Pomnik został zaprojektowany przez Francisco Franco de Sousa, a zleceniodawcą i głównym fundatorem był ówczesny premier Portugalii António de Oliveira Salazar. Jego powstanie zostało zainspirowane znajdującym się w brazylijskim Rio de Janeiro sławnym posągiem Chrystusa Zbawiciela i miał być dowodem wdzięczności Bogu za uchronienie Lizbony przed zniszczeniami w trakcie II Wojny Światowej.

To chyba moja najlepsza fotka jaką udało mi się kiedykolwiek zrobić , w jednym ujęciu zarejestrowałem Jezuska , diabla , słońce i księżyc , praktycznie w jednej linii , to rzadsze zjawisko niż zaćmienie słońca 😊.

Po takiej wędrówce i doznaniach duchowo-wzrokowych zasłużyłem na posiłek , Almada i Calihas to skupiska restauracji w których menu królują lokalne przysmaki, ryby i owoce morza , ja zdecydowałem się na grillowane sardynki z ziemniakami.

😊 I believe I can fly 🙂

a na koniec link do fotek z tej eskapady .

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/123



Jeszcze wrócę

takie tam Posted on nie, Październik 21, 2018 21:19:33

na Mauritius i Reunion , ale na razie krótka przerwa na wypad do Portugalii , przygnał mnie tu maraton organizowany w Lizbonie , miasto super i z każdym dniem pobytu coraz bardziej mi się podobało , niestety finisz nie był taki fajny bo mnie napadnięto , ale o tym jak poszło w biegu i jak się zakończyła moje spotkanie z miejscowymi bandziorami opowiem później .

Fajną i ułatwiającą komunikację rzeczą w Lizbonie jest poleżenie lotniska , leży parę km od centrum i dojeżdża tu metro. Miałem niestety pecha z zakwaterowaniem, zarezerwowałem niedaleko od centrum , ale nie sprawdziłem dokładnie i okazało się ze jest wspólne WC i łazienka , do tego chyba był jakiś zjazd gruźlików , a ścianki jak membranki przekazywały dalej wszystkie dźwięki , miałem kaszlących po prawej , z lewej, z góry i z dołu. Hindus o nazwisku ‘’ No problem ‘’, po nieprzespanej nocy załatwił mi pokój na innym piętrze , okazał się tak samo do d… bo mieścił się miedzy kiblem a kuchnią , watahy niskobudżetowych podróżników urządzało wędrówki na sraczyk , do kuchni na odsmażanie jakiegoś trupa lub fajurę i pogaduchy na balkonie i to 24 h na dobę, niestety opłaciłem ten przybytek do dnia po maratonie ☹.

Stacja Oriente

Odbiór numerka i innych gadżetów związanych z biegiem był na terenie Parku Narodów

– który powstał w związku z wystawą światową Expo w Lizbonie, która miała miejsce w roku 1998 i śmiało można powiedzieć, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń dla architektury współczesnej Lizbony. To właśnie podczas Expo’98 rozwinęła się lizbońska dzielnica Oriente i powstał słynny Park Narodów, który obecnie ściąga tysiące turystów, którzy oglądają nie tylko lizbońskie oceanarium, ale również inne obiekty wchodzące w skład projektu urbanistycznego tej najnowocześniejszej części Lizbony.

Panorama mostu Vasco da Gamy – dl. 17,2 km, do niedawna najdluzszego mostu Europy.

Na pewno warto przyjechać do Oriente i zwiedzić oceanarium ,

szczególnie jak się nie nurkuje 😊. Robi wrazenie do tego jest jednym z wiekszych jak nie najwieksze w Europie .

Komunikacja i środki transportu działają sprawnie w Lizbonie , autobusy , metro , tuk-tuki , albo klasyczne tramwaje które wspinają się po pagórkach, do tego wszędzie stacje z hulajnogami i rowerami elektrycznymi. Jedyne co było pozytywne z moim zakwaterowaniem, to przystanek rozsławionej linii 28 , był tuz obok mojego hotelu.


Lizbonę się fajnie zwiedza i odkrywa, centrum otoczone wzgórzami z zabytkowymi dzielnicami o swoistym zabarwieniu.
Idąc głównym deptakiem Rua Augusta w kierunku Praca do Comercio ,

mijamy po prawej windę św. Justyny, czyli Elevador de Santa Justa . Windy św. Justyny, patronki Lizbony, nie da się nie zauważyć.

Znajduje się w samym centrum miasta, tuż przy głównym placu, Rossio. Ażurowa, żelazna konstukcja, strzelająca 45 metrów w niebo łączy Dolne Miasto (Baixa) z Górnym (Bairro Alto). To neogotyckie, bogato zdobione cudo zaprojektował Raoul Mesnier de Ponsard, w wielu materiałach określany jako uczeń słynnego Gustawa Eiffla, jednak nie ma na to dowodów. Chociaż w samym wyglądzie tej pięknej konstukcji jest coś z paryskiej wieży. Winda zaczęła działać na początku XX wieku, początkowo napędzana parą, dopiero kilka lat później prądem. Cała konstrukcja jest żelazna, wewnątrz są dwie windy wyłożone drewnem, mogące pomieścić 24 osoby. W każdej jest windziarz.
Przechodząc pod Łukiem Triumfalnym – Arco da Rua Augusta.,


docieramy do nabrzeże rzeki Tag. I to by było na tyle , zmęczyłem się po tej wędrówce i czas na odpoczynek

a resztę możecie zobaczyć sami na zdjęciach Link poniżej

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/122



no i mamy

takie tam Posted on sob, Październik 06, 2018 13:24:00

el otoño jak mawiają starożytni Hiszpanie , ale to jak co roku, i właściwie po tylu latach już się trochę człowiek przyzwyczaił, a na blogu jeszcze lato i Mauritius ,

szczególnie jak teraz robi się coraz chłodniej i ciemniej to z przyjemnością ‘’wracam’’ na wyspę oglądając zdjęcia. Takie wyalienowanie od spraw dnia powszedniego , słońce , ciepło , ocean, wszystko powraca , zapachy , dźwięki, kolory .

Zatrzymałem się w Grand Baie , miasteczko tętnicę życiem za dnia i nocą. Mieszanka tubylców i turystów w odpowiednich proporcjach ,

na pewno nie miejsce dla tych którzy szukają spokoju , ale ma wszystko co potrzeba , a jeżeli się szuka spokojniejszego miejsca to nie trzeba daleko wędrować.


Ci którzy chcą zwiedzić podwodny Mauritius mogą to zrobić w asyście nurka Wojtka , bo oczywiście ziomale są wszędzie .

😊

Nawiązując do dalekich podroży ,
czytałem ostatnio ‘’obiektywną ’’ relację jakiejś kobitki która opisuje egzotyczną wyprawę na rajską wyspę razem z ‘’koniem’’ , no po prostu szok , 20 tyś za tydzień tak zwanej metamorfozy , ćwiczenia z ‘’koniem’’ do południa a po południu z mężulkiem konia.
Opłacona dziennikarka była tak zestresowana przed wyjazdem, ze musiała zjeść pizzę i napić się wina, no normalnie jak ćpun przed odsiadką który musi się naszprycować, a dalej jest już tylko lepiej.
Biedactwo dzieli się szczegółową relacją jak to ją maltretowali i czasami nie dawała rady chodzić na popołudniowe ćwiczenia , a mężulek był jeszcze bardziej wymagający niż konik i zajeżdżał biedne foki, ale ogólnie było super i przecudownie i blabla , i sweetfocie razem z ‘’konikiem’’ .
Po tygodniu straciła kilogram !!! , a wiek biologiczny nie zszedł poniżej metryki , ale było zajebiście , podziwiam szczerość , no rzesz k… , jak by się porządnie wy…. to by więcej straciła , haha , 20 patoli ja p…. , a wystarczyło łyknąć laxigen , espumisan albo lewatywka za parę złotych.
Pełen szacun dla ‘’ konia ‘’ i ekipy ,stworzyli świetny biznes, a słoniki morskie ?, no cóż – prosta zasada: należy więcej wyciągać kalorii niż się wkłada 😊, takie obozy to chyba jeszcze większa durnota niż dowożenie żarcia z wyliczonymi kaloriami , ale jest popyt to jest i podaż a głupich nie brakuje. Za taką kasę to można polecieć nie na jedną wyspę ale na parę, i po jaką cholerę targać ze sobą ‘’konia’’ ???, na miejscu też są, a jak nie ma koni , to na pewno będą osły.
Chyba największymi beneficjentami takich wyjazdów są faceci którzy wysyłają swoje misiaczki na ‘’metamorfozy’’ , mają święty spokój , haha.

Dziwię się że Rodzynkowa jeszcze nie zaczęła organizować takich obozów np. : Perfekcyjne metamorfozy latryn w filipińskim więzieniu .

Ale jak to mawiają: nie moje małpy , nie mój cyrk.

A poniżej link do fotek z Grand Baie i nie tylko.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/120



Cały

takie tam Posted on nie, Wrzesień 16, 2018 12:05:18

ten wyjazd na Reunion to spontan , to znaczy jak kiedyś trochę czytałem
o wyspie to sobie pomyślałem fajnie by było tam pojechać , ale nie miałem pojęcia
ze jest tu jeden z najbardziej aktywnych wulkanów, góry są tak wysokie , a
latem wyspę odwiedzają wieloryby. Wiele cennych informacji i wskazówek dostałem
od blogerki która mieszkała
tam prawie rok.

Studiując mapy przed wylotem zorientowałem się ze Mauritius leży tuż obok, to odległość jak z Gdyni do Bydgoszczy,
od razu podjąłem decyzję – Mauritius muszę odwiedzić jak już tam będę , bo nie
wiadomo kiedy znów się uda przyjechać w te
rejony. Popełniłem jeden błąd bo jak sprawdzałem
ceny biletów z Reunion na Mauritius to były stosunkowo tanie , no i z lenistwa przełożyłem
ich zakup na później co mnie dosyć drogo wyszło , haha.

O Mauritiusie słyszeli wszyscy , moje pokolenie dodatkowo o Złotym
Mauritiusie, czytając komiksy o przygodach dzielnego kpt. Milicji – Żbika, ale Reunion ?!!! gdzie
to k.. jest ??? to najczęstszy komentarz.

Dla większości , Mauritius kojarzy się z rajem , luksusowymi hotelami z
kaskadą basenów, lazurowym morzem z krystalicznie
czystą wodą i z niekończącymi się plażami z śnieżnobiałym piaskiem. I tak jest na
pewno, jak się mieszka w luksusowym kompleksie odgrodzonym wysokim murem ,
chronionym i obsługiwanym przez cale szwadrony pracowników , do
tego plaża jest prywatna.

Ja tez miałem taki wypaczony obrazek
rodem z katalogu biura podróży, który jednak
musiałem zrewidować.

Reunion i Mauritius mimo niewielkiej odległości różnią się diametralnie, na Mauritiusie najwyższe szczyty
mają po kilkaset metrów wysokości najwyższy szczyt to Piton de la Petite Rivière Noire 828 m n.p.m.,

wnętrze Reunion jest strzeżone przez
łańcuchy górskie dochodzące do 3000 m. Reunion
to kawałek Unii z poziomem życia zbliżonym do średniej Unijnej . Mauritius w
tym roku świętował 50 lecie uwolnienia się od Wielkiej Brytanii, i mimo ze jest
uważany za jeden z najbardziej demokratycznych krajów afrykańskich to kontrasty
są widoczne na każdym kroku.

Zwiedzanie na własną rękę daje możliwość obiektywniejszego
spojrzenia , na moim wyobrażeniu i micie
o Mauritiusie jako raju pojawiły się pęknięcia
i rysy. W blogach ludzi którzy tu byli uderzyła mnie monotonność
i jednostronność , podrasowane zdjęcia i cukierkowe opisy, no cóż wyjazdy bloggerom
sponsorowały biura podróży 😊. Ja nie
mam zobowiązań to sobie mogę pisać o czym chcę, odniosłem wrażenie ze ludzie na Mauritiusie byli bardziej przystępni
i otwarci a komunikacja ułatwiona bo większość zna angielski.

Pierwszy przystanek w stolicy -Port Luis, zdziwiły mnie kraty w oknie
mojego pokoju mimo że to było trzecie piętro
.

Recepcjonista odradził zwiedzanie miasta wieczorem, powiedział ze jak chce się
dostać do centrum to tylko samochodem (
do centrum było jakieś 2 km ). Okazało się
ze nie ma za bardzo co zwiedzać, po 22 wszystko zamknięte ☹ strata czasu , w ciągu dnia to
jeszcze jest co pooglądać , ale d… nie urywa.

Ze stolicy nie daleko do ogrodu botanicznego – Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanical
Garden zwanego również Pamplemousses, to miejsce dla tych którzy się zmęczą
wylegiwaniem na plaży, można zobaczyć żółwie giganty sprowadzone z Seszeli ,


Wiktorię
królewską rodem z Amazonii

albo Ficusa Benghalensis czyli figowca
bengalskiego zwanego benianem , roślina występuje dziko na Mauritiusie ale sprowadzili
ją przybysze z Indii.

Po paru godzinach zwiedzanie pojechałem na północ wyspy do Grand Gaube ,
miasteczko ładnie położone nad zatoką , są tez luksusowe kompleksy hotelowe ale
nie jest to taki typowy ośrodek turystyczny z knajpami , pubami i dyskotekami .

Odbiłem od głównej ulicy i wybrałem się w podróż fotograficzną w poszukiwaniu
lokalnych klimatów, no i znalazłem 😊

Czym dalej, to domki coraz skromniejsze i biedniejsze , co pewien czas zaczęły się pojawiać chłopaczki
na rowerkach, przejeżdżali obok dokładnie mnie lustrując, po czym zawracali i tak po parę
razy , normalnie takie ‘’czujki’’ jak w gettach amerykański,

coraz częściej dało
się wyczuć zapach zioła, głośna muzyka dobiegała z domów które wyglądały na
opuszczone, z jednej strony rozsądek mówił żeby zawrócić, ciekawość i
adrenalina popychały do przodu. Doszedłem do domu w którym nie było okien , fasada kojarzyła mi się z trupią czachą a te
okna a właściwie dziury po nich z oczodołami , w niektórych poruszały się leniwie
postrzępione szmaty udające firanki. Byłem pewien ze jestem obserwowany , oblałem
się zimnym potem, zło wisiało w powietrzu , możliwe że to tylko wyobraźnia , schowałem aparat i zawróciłem.

A tu parę fotek z mojej wyprawy

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/119

I Mauritius z lotu ptaka.

https://youtu.be/bOtthepiwTs



Nie mogłem zasnąć ,

takie tam Posted on nie, Wrzesień 02, 2018 15:18:11

przewracałem się
z boku na bok , ekspres myśli pędził przez głowę a polska kaszanka też dawała o
sobie znać. Zacząłem mieć wątpliwości czy ta cala wspinaczka ma sens ? , po co
tam włazić ? . W biurze turystycznym zapytałem czy da się wejść i zejść w ciągu jednego dnia
?, pani popatrzyła na mnie i z opóźnionym zapłonem odpowiedziała ze chyba powinienem
dać radę , super dzienkx !!!:)

4 rano – wstaję, za oknem ciemno,
gałęzie krzewów walą w szybę okna, mam wrażenie że chcą ją rozwalić i wtargnąć do środka, i to wycie
wiatru jak łkanie kojota na pustkowiu, po co mi to ?

Przytłoczyła mnie fala osamotnienia. Tak! Człowiek rodzi się
sam (chodzi o stan emocjonalny), żyje sam i sam umiera! Nie można temu
zaprzeczać., Ta myśl jest w pełni prawdziwa, lecz nie zawsze trzeba ją
kojarzyć z negatywnym spojrzeniem na świat. Na pewno byłoby lepiej i bezpieczniej przeżyć
tę eskapadę z kimś, ale co nas nie złamie to nas wzmocni.

I na
takich przemyśleniach szybciutko zleciał mi czas do 6-ej , zaczęło świtać ,
czas ruszyć cztery litery . Le Bloc 1380 m n.p.m. – to miejsce w którym rozpoczyna się szlak prowadzący
na Piton des Neiges, biało- czerwony szlak, taki polski akcencik który dodał mi
otuchy.

Pierwszy
etap wspinaczki to wejście po prawie pionowej ścianie do schroniska Coteau
Kerveguen ca 2500 m n.p.m. . Z każdym krokiem
coraz bardziej bylem zadowolony z tego że nie zrezygnowałem , utwierdzały mnie w tym coraz
piękniejsze widoki. Poniżej miasto Cilaos widziane z wysokości 2000 m

Po drodze poznałem dziadka
i wnuczka , dla 71 letniego Paula to już któraś z kolei wyprawa , dla jego 16-o
letniego wnuka to pierwszy raz , czasem szliśmy razem, czasami oni mnie
wyprzedzili czasami ja ich. Bylem pełen podziwu dla Paula , zasuwał jak by miał motorek w d… , jeszcze dźwigał plecak dwa razy większy od mojego ,co za gość.

Po
trzech godzinkach czas na regenerację , krótka przerwa w schronisku i dalej w drogę.

Ścieżka i okoliczności przyrody diametralnie
inne , nie ma krzewów czy drzewek tylko kamenie, skala i jakaś karłowata roślinność
,

nachylenie tez o wiele mniejsze , pogoda
zmienia się co chwilę , albo świeci słońce i jest super widoczność a za chwilę mgła a właściwie chmury, widoczność
zerowa i żeglowanie w mleku.


Podmuchy
wiatru są coraz silniejsze i chłodniejsze, powietrze robi się rzadsze, wydajność
organizmu spada a oddechy głębsze , a to tylko trochę ponad 2500 metrów. W końcu
docieram do lekko pochylonego płaskowyżu, jeszcze paręset metrów i będę na
szczycie , sceneria jak z innej planety
albo księżyca.

Piton
des Neiges zdobyty , może to nie najtrudniejszy szlak , ale dla mnie to K2, super
uczucie ze sam dałem radę ,

widoki zapierają dech i nie czuje zmęczenia , pól
godziny po mnie docierją Paul i Timothy, Paul opowiada genezę powstania góry,
jest to stary wulkan tarczowy, zamieszczam flagę zrobioną z okładki zeszytu i
staczam się.

Zejście
okazało się o wiele bardziej , wyczerpujące i niebezpieczne niż wejście. Po
godzinie takiego, można powiedzieć zeskakiwania zaczynam odczuwać ból więzadła pobocznego piszczelowego prawego kolana. Zrobiłem sobie przerwę i po raz kolejny podczas
takiego postoju pojawił się ptaszek , nie wiem co to za ptak , za każdym razem siadał
bardzo blisko , widać ze nie boi się ludzi , tak jak by czekał ze się z nim podzielę
posiłkiem.

Może ktoś
rozpozna co to za ptak ?

Dokuśtykałem
do schroniska , ból narastał a zostało jeszcze 1000 m w dół, . To był koszmar ,
jeszcze po równym dało się jako tako iść , tylko ze tu cały czas w dół, a
stopnie od pół do metra. Ból łączył się ze strachem ze nie zdążę dojść do
parkingu przed zachodem , to był wyścig z
czasem , na szlaku ani żywego ani martwego ducha , komórka nie działa , no dupa
, wk… się na siebie bo mogłem kupić latarkę u Chińczyka, a teraz co ? ,będę musiał
czekać do rana d… mi wymrozi , no i
bardzo dobrze.

Zaczęło
szarzeć , kontury się zacierały i zlewały w jedna masę, panika !!! przyspieszyłem
, czym więcej strachu , tym więcej adrenaliny i mniej bólu , organizm ludzki
jest wspaniały , blokada i jak by mi nic nie było, taki sprint ostatkiem sil , jak
już zapadł zmrok to byłem w miejscu skąd widać było światła przejeżdżających samochodów.
Po 12 godzinach doczłapałem do początku mojej podróży. Byłem szczęśliwy , ale czekał
mnie jeszcze koszmar jazdy nocą serpentynami górskimi, po trzech godzinach byłem
w hotelu.

Rano obudziłem
się w brudnym i przepoconym ubraniu którym zdobywałem szczyt, do tego z potwornym bólem prawego kolana które
było dwa razy większe od swojego lewego sąsiada, i wspominając z uśmiechem cala przygodę , pomyślałem – Piton
des Neiges zaorany😊

a poniżej link do zdjęć

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/118

i do relacji filmowej

https://youtu.be/Ut1Y95iyeqk



Kaszanka w Cilaos .

takie tam Posted on sob, Sierpień 25, 2018 12:19:46

To niesamowite że człowiek podróżuje
na drugi kraniec świata po to żeby zjeść polską kaszankę , ale po kolei.

Najwyższym szczytem na Reunion jest Piton des Neiges – 3070 m n.p.m.

Żeby wejść na Piton des Neiges czyli
śnieżny szczyt (jak się później okazało wcale
nie był śnieżny) , należy dojechać do
miasteczka Cilaos .

Route de Cilaos albo droga 400-u zakrętów,
bo też tak jest nazywana , wije się jak wąż , jest bardzo wąska ,często mieści
się tylko jeden pojazd , przed każdym zakrętem trzeba trąbić bo może dojść nieciekawych
sytuacji. W wielu miejscach została poprowadzona nad przepaściami od których dzielą
rachityczne murki. Może nie należę do jakichś najbardziej bojaźliwych osób ,
ale były sytuacje w których adrenalina mi skoczyła , w paru miejscach widziałem
wraki samochodów których barierki nie zatrzymały ,

i tak sobie leżąc na dnie wąwozów
wyglądały jak pogniecione ‘’żelaźniaki’’.

Przejazd tunelami z pewnością nie będzie przyjemny dla osób cierpiących na
klaustrofobię , jest tak wąsko że bez
problemu można dotknąć ścian zarówno od strony kierowcy jak i pasażera.

Cilaos leży kilkanaście km w linii prostej od wybrzeża , ale droga jest wyczerpująca, po dotarciu na
miejsce ma się wrażenie że dojechało się na koniec świata , odczucie spotęgowane
jest przez koronę gór i szczytów które otaczają miasteczko , jest to zarazem piękny
jak i przytłaczający widok.

Jak dojechałem do Cilaos to cała okolica była ukryta w chmurach ,


powoli rozpoczął się niesamowity spektakl, chmury zaczęły się przerzedzać
, i podnoszącą się biała kurtyna powoli odsłaniała piękno otaczających gór.

Izolacja sprawiła że miasteczko różni
się od tych leżących wzdłuż wybrzeża ,


rządzi
się też swoimi prawami, w pewnym sensie przypomina osadę góralską

gdzie życie toczy się innym tempem i nie brakuje
lokalnych osobliwości .

Pomyślałem że jak zdobędę szczyt to dobrze by było zamieścić tam polską flagę
, w miejscowych sklepikach zacząłem szukać francuskiej aby ją przerobić na naszą.

Sklepy w których można dostać praktycznie wszystko ,

zawsze są prowadzone przez
Chińczyków którzy setne urodziny świętowali dawno temu , przed sklepami przesiadywały jakieś lokalne oryginały


a magnesem był bar na tyłach sklepu, ze sklepu wchodziło się prosto do mordowni
gdzie zakapiory raczyły się burboniakiem.

W sklepie było wszystko oprócz flagi francuskiej , musiałem zaimprowizować,
kupiłem zeszyt z czerwona okładką i tak powstało coś na ”kształt” polskiej flagi .
😊

Przygotowując się do wspinaczki na
Piton des Neiges zebrałem trochę informacji, wszyscy byli zgodni, wspinaczkę rozłożyć należy na
dwa etapy po drodze nocując w schronisku
które jest usytuowane na wysokości 2500 m ,
pojawił się jednak mały problem, wolne miejsca dopiero pod koniec
sierpnia , pozostało tylko wejście i zejście w ciągu jednego dnia.

Taki wysiłek wymagał przygotowania, porządny posiłek jak najbardziej wskazany.

W Cilaos jest parę restauracji i wszystkie na wysokim poziomie, są otwierane jednocześnie o godz. 19.30, do tego wymagana jest rezerwacja ???!!!

Chciałem wcześniej pójść spać bo pobudkę zaplanowałem na 4-ą , ale trudno ,co
kraj to obyczaj. Wybór padł na ‘’ Chez Noe ‘’ ,

jedzenie było wyśmienite
, ale prawdziwy szok przeżyłem po otrzymaniu sałatki ozdobionej plastrami
kaszanki ???, pokierowany ciekawością spytałem
skąd u nich kaszanka ?, w mieścinie gdzieś
na końcu świata ? , a sprowadzają jak większość rzeczy, a kaszanka jak mi wyjaśnił
właściciel pochodzi z masarni spod Białegostoku.

Po zjedzeniu polskiej kaszanki już żaden szczyt mi się nie oprze.

A jak zdobywałem Piton des Neiges w następnej relacji.

Poniżej link do fotek z Cilaos.

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/117



Ta wyspa

takie tam Posted on sob, Sierpień 11, 2018 12:28:44

to niesamowite i niespotykanie miejsce ,zaskakuje klimat, zapach, rosnące na przydrożnych skwerkach egzotyczne
rośliny i widok gór, przykrytych grubą warstwą chmur. Wieloryby , delfiny ,
góry, wulkany , plaże zadziwiają kolejne miejsca i widoki: klifowe
zachodnie wybrzeże i autostrada wciśnięta pomiędzy ściany i ocean, mosty
nad rzekami, z których żadna nie płynie szerokim korytem, a każda wcina się
głębokim kanionem w poszarpane zbocza bazaltów. I każdego dnia, podczas wizyty
w kolejnym miejscu wciąż doznaje sie tego przyjemnego zaskoczenia, cały czas ma
się wrażenie niepowtarzalności, są tu dziesiątki odmiennych krajobrazów.
Podczas podróży samochodem pejzaż i roślinność zmienia się wielokrotnie w ciągu
godziny.

Oprócz tego co wymieniłem wcześniej, jest tez mnóstwo wodospadów, niektóre
jak Grand Galet


to miejsca do ktorych

łatwo dotrzeć i

droga jest dobrze
oznaczona , ponizej link do fotek

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/115

ale są tez miejsca jak
Bassin Cormoran ,

dotrzeć do tego wodospadu to naprawdę wyzwanie , trzeba iść
przez jakieś póła godziny kanałem albo
rynną

odprowadzającą wodę , przechodzi
się przez tunele ,

i nad przepaściami ,

tu link do filmiku z calej karkolomnej przeprawy ( w przyspieszonym tempie )

https://www.youtube.com/watch?v=a6ELeClYJaU

ale na prawde warto , szczególnie ze
można się wykapac i ochlonac po wyczerpującej wedrowce , woda przezroczysta o
niespotykanym zabarwieniu

a ponizej link do fotek

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/116



A teraz

takie tam Posted on nie, Sierpień 05, 2018 12:16:51

historyjka z typu – z życia wzięte. Przykład jak to ciężko być ojcem i wychować dziecko , ewentualnie jak to czasami nie łatwo być dzieckiem 🙂 , niezależnie od szerokości geograficznej .

Miejsce : Port w mieście St Gilles na wyspie Reunion
W rolach głównych : ojciec i syn.

Chodź synu, nauczę cie łowienia ryb!, tylko ty i ja ! , only two of us !!!

i żywioły przyrody , żadnych kobit !

dwóch prawdziwych facetów , dwóch twardzieli ,
ale tato ?! nic się nie bój z cukru nie jesteśmy !


miejscóweczkę mamy ,


ooo !, rybki też już są ,


teraz tylko przynęta , … i możemy zaczynać,


tato ?!!! , no co jest ? jesteś twardzielem czy nie ?


o k…. !


wiesz co synu ? ,
dzisiaj nie chcą brać , wracamy do mamy smiley

no zawsze się tak kończą te jego- syn, ojciec eskapady 🙂

a poniżej link do całej historyjki

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/114



La Reunion

takie tam Posted on sob, Sierpień 04, 2018 14:11:10

to prawdziwy raj dla miłośników górskich wędrówek. Jest tutaj ponad 1000 kilometrów szlaków. Do wielu miejsc można dotrzeć tylko na własnych nogach, jak np. do kotliny de Mafate.

To co najciekawsze znajduje się wewnątrz wyspy. To góry – pozostałości wulkanicznej historii Reunionu, historii która nadal trwa i wciąż zmienia krajobraz. Najwyższy szczyt, Piton des Neiges liczy 3070 metrów wysokości, co w odległości 20 km od morza daje imponujące przewyższenia, udało mi się wejść i zejść ze śnieżnego szczytu ( Piton des Neiges) ,

ale tej wycieczce poświecę osobny post. Zbocza gór są niedostępne: strome, porośnięte zieloną dżunglą, tworzą ostre granie i głębokie wąwozy. W głównym masywie, w miejscu zapadłych kraterów utworzyły się trzy skalne kotliny , tzw. cyrki: Mafate, Cilaos i Salazie,


a każdy z nich ma własny charakter. Położony na północnym wschodzie Mafate jest najmniej dostępny. Nie ma tam dróg, do górskich wiosek można się dostać pieszo lub przy użyciu śmigłowca. W poprzednim poście zamieściłem linki do zdjęć z dwóch punktów widokowych: Maido

i Cap Noir ,

https://youtu.be/iL2DUDcT1k8

to z nich można zobaczyć z góry ,,cyrk ’’ Mafate. Jeszcze niecałe 200 lat temu ,, cyrki’’ były miejscem do których uciekali, i w których ukrywali się niewolnicy.

Możliwe ze to moje subiektywne odczucia, albo jakieś uprzedzenia , ale czasami patrząc na/ lub rozmawiając z Kreolami, dało się wyczuć , pewnego rodzaju wrogość podszytą lękiem i rezerwacją , z drugiej strony częściej można było się z nimi dogadać po angielsku.

La Reunion to nie tylko wulkan i dzika przyroda, ale też piękne plaże. Daleko im do plaż Seszeli czy Malediwów, ale ja uważam, że naprawdę są niczego sobie! Część plaż to laguny, oddzielone od otwartego oceanu koralową barierą.

W Saint- Pierre w którym się zatrzymałem ,

tez była tak plaża z naturalnym falochronem stworzonym przez rafę koralową dodatkowo chroniącym przed rekinami.

Saint – Pierre to jedno z większych miast na Reunion i dobra baza wypadowa do zwiedzania wnętrza wyspy. Jak zwiedzałem miasteczko napatoczył się ,, gimnastyk ’’ , no to strzeliłem mu parę zdjęć.

Po mieście łaziły mniej lub więcej zorganizowane ,,grupirowki’’ psów.

Tu jedna z nich w cieniu Baniana czyli Figowca Bengalskiego

a tu lokalne biedactwo zaniemogło

A poniżej możecie zobaczyć resztę fotek z St Pierre

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/113



Hmmmmm

takie tam Posted on nie, Lipiec 22, 2018 18:57:08

Powiem ,
jak
kelner do mnie powiedział w Słowacji , kiedy się okazało ze terminal do płacenia
kartami mu się popsuł : ,,… Pane ! – mam terminal poruchany ”.
No i mój komp. tez jest po…. . Dla tych którzy
chcą oglądać mam parę fotek z punktów widokowych Maido 2200m

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/111

i Cap Noir 1300 ,

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/112

a ci którzy się meczą to czytając lub ogacając ,
dajcie sobie na luz i się sami nie nękajcie , , są ciekawsze blogi albo państwowa TV.

A tu dla tych którzy
chcą

Maido

I

Cap Noir

A jak naprawie
albo kupie nowego kompa to będę kontynuował , bo są tacy którzy chcą to czytać
, bo wiedza ze tu nie ma ściemy i komercjiiii , sama , czysta żywa prawda –
prawie zawsze 🙂



Piton de la Fournaise

takie tam Posted on czw, Lipiec 12, 2018 09:30:18

To jedno z tych miejsc dla których warto było wydać kasę i przylecieć na
Reunion , no po prostu orrrr….. już samo dotarcie do punktu z którego trzeba wyruszyć
w wielogodzinną wędrówkę jest niesamowitym przeżyciem ,

to wspinaczka krętymi dróżkami na parking położony
na wysokości około 2200 m.


Jeżeli ktoś ma
chorobę lokomocyjną to powinien łyknąć jakiegoś procha , droga to jedno wielkie
spaghetti 180 stopniowych zakrętasów , do tego startując z poziomu morza po
drodze przebija się warstwę chmur i jedzie
się w mleku. Mija się takie miejsca które bardziej przypominają Marsa , wymarzona
sceneria dla Gwiezdnych Wojen.

Po tym preludium , trzeba zejść w ścieżce wykutej w pionowej ścianie, ( jakieś kilkadziesiąt metrów
w dol )

potem wędrówka płaskowyżem zalanym zastygłą lawą i wspinaczka po
wulkanie do krawędzi .

W sumie jakiś 6
godzinny spacerek No i co ? No i jak zwykle …. 😊 Polazłem
w nie tę stronę i zamiast na punkt
widokowy wlazłem nad samą koronę krateru .

Już jak wspinałem się po tym żużlu i pumeksie wulkanicznym , pomyślałem ze
chyba cos nie tak, i ze zgubiłem drogę , przed krawędzią zaczęły pojawiać się na
parę metrów głębokie szczeliny i pęknięcia , jak doszedłem do krawędzi dopiero
sobie uzmysłowiłem ze mogłem się sp…. razem z tym ‘’plastrem skalnym ‘’ ,

Zresztą zobaczcie sami poniżej link do filmiku

https://youtu.be/8d1IAEfy1Uw

a tu link do zdjęć

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/110



La Reunion

takie tam Posted on pon, Lipiec 09, 2018 18:34:15

Reunion, albo ’’ La Reunion,, jak mówią Francuzi odkryłem przypadkowo, jakiś czas temu czytałem o uczniach należących do chóru
Liceum Ogólnokształcącego Towarzystwa Ewangelickiego z Cieszyna którzy
przyjechali na Reunion aby dawać koncerty.

Po 30 godzinach podrozy 🙂

Wyspa raczej nie jest znana i to nawet wśród Francuzów
, chociaż jest jednym z
francuskich departamentów zamorskich i regionem Francji całkowicie zintegrowanym
z administracyjną organizacją Republiki Francuskiej, jak również dzielącym ten
sam status i prawa z innymi regionami europejskiej części Francji. Ten
francuski departament zamorski, będący jednym z najodleglejszych rejonów Unii
Europejskiej, znajduje się również w strefie waluty Euro.

Reunion to wyspa wielu rekordów, oprócz
tego ze jest jednym najodleglejszych zakątków Francji i Unii , ma również najlepszą infrastrukturę ze
wszystkich wysp , drogi są naprawdę na bardzo
wysokim poziomie , dookoła wyspy biegnie ”ekspresówka ”
a całą wyspę można dzięki temu objechać w ciągu paru
godzin. Odniosłem wrażenie jakby
przypadało 5 samochodów na jednego mieszkańca a wszyscy jeżdżą w tym samym
czasie, w nocy jak i w dzień, do tego strasznie im się spieszy, nie wiem kiedy pracują albo mieszkają 😊.

Autostrada która obecnie jest
budowana na oceanie Indyjskim ,

jest najdroższą drogą francuską, obecna autostrada jest ‘’zamykana,, wiele
razy w roku przez spadające kamienie , nowa powstaje na filarach umieszczonych
w oceanie . Na Reunion jest tez jeden z
najbardziej aktywnych wulkanów , odnotowano również największą liczbę ataków rekinów.

Nazwy większości miast to imiona świętych . Zatrzymałem się najpierw w stolica wyspy
-St Denis, nie jest miejscem w którym chciałoby się spędzić więcej czasu, ale to co rzuca się w
oczy, to koegzystencja trzech największych religii , hinduizmu ,

chrześcijaństwa
i religii muzułmańskiej.


Z Saint Denis zaplanowałem dwa wypady : jeden do wodospadu Niagara

( taką ma oficjalną nazwę
), drugi do punktu widokowego Takamaka.

Reunion może się wydawać odludna. pomimo tego,
że wyspa znajduje się kilkanaście tysięcy kilometrów od Europy, jest ona bliżej
Europy, niż można by pomyśleć. Usytuowana około 200 kilometrów na południe od
wyspy Mauritius i 700 kilometrów na wschód od Madagaskaru , i kogo pierwszego
spotykam na inauguracyjnym wypadzie ?, rodaków którzy już tu mieszkają jakiś
czas , opowiedzieli mi co warto zobaczyć
i jak dotrzeć do tych miejsc , było to
bardzo mile spotkanie na końcu świata.

Po powrocie do St Denis, w hotelowej
jadłodajni rozmawiałem dosyć ‘’swobodnie,, przez telefon
z kolegą z Polski. Jakie było moje
zdziwienie jak po skończonej rozmowie podszedł do mnie pan, i się przedstawił
po polsku, okazało się ze to Polak który przyjechał do pracy, normalnie szok (
ale się musiał nasłuchać ) 😊

Do Takamaki nie dotarłem , po
prawie godzinnej wspinaczce samochodem ,

drogę zablokowała solidna brama , zbyt duże ryzyko ze względu na
spadające skały i osuwiska, mimo wszystko nie żałuję , widoki i tak były super , do tego zatrzymałem
się w restauracji na kompletnym odludziu


i mimo bariery językowej kucharz i właściciel
zarazem przygotował przepyszną kolację,
jeden z tych momentów i chwil które zawsze się będzie pamiętać.

To by było na tyle

a ponizej link do fotek

http://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/109



c.d. poprzedniego odcinka

takie tam Posted on pon, Lipiec 02, 2018 22:25:23

Jedno zdarzenie zapamiętałem szczególnie. Wybraliśmy się z kolegą na
dancing do hotelu Blå Aveny w Umeå . W małych
i średniej wielkości miasteczkach szwedzkich dancingi są ( a przynajmniej były )
bardzo popularne, stolik obok nas zajęła grupa osób z różnymi upośledzeniami , ludzie którzy w Polsce byli ‘’niewidzialni’’
siedzieli obok nas i bawili się jak wszyscy, traktowani byli normalnie nikt się na nich nie
gapił, nie wytykał palcami, nie zaczepiał. Poznałem jedną z opiekunek ( bardzo porządna
dziewczyna i zatańczyliśmy więcej niż dwa razy ) , była to wycieczka z Norwegii która zatrzymała
się w Szwecji w drodze do Finlandii.

Tego wieczoru miało miejsce jeszcze jedno zdarzenie, podczas zawirowań na parkiecie
zauważyłem że mój tworzysz wyszedł pokręcić nóżką ale sam, wyglądało to bardzo
dziwnie gdyż był zgięty wpół praktycznie pod kątem 90 stopni, okazało się jednak że nie tańczy sam, ale z
kobietą bardzo małego wzrostu, gdzieś w granicach jednego metra, jedną rączką złapała
go za portki na wysokości uda tuląc się do niego, a głowę miała gdzieś na wysokości
bioder kolegi, drugą rączką trzymała go
za kciuka.

Kolega mówił że to ona go porwała, nie wiem jak się potoczył ich romans bo
mi się nie zwierzał.

Ta wycieczka upośledzonych i ten taniec mojego kolegi u nikogo nie wzbudził
zdziwienia , oprócz nas samych po dla nas bylo to cos wyjatkowego , Szwedzi
przyzwyczajeni, reagowali normalnie i bez jakichś durnych emocji.

W Polsce od tamtych lat bardzo dużo się zmieniło na lepsze , zarówno wśród niepełnosprawnych
jak i otoczenia.

Widząc te zaparkowane samochody na miejscach zarezerwowanych dla niepełnosprawnych,
pomyślałem sobie o lekarzach którzy wystawiają jakieś lewe zaświadczenia, o urzędnikach
które te zezwolenia wydają chociaż mają świadomość że pozwolenia są wykorzystywane
przez osoby pełnosprawne, i o tych
ludziach którzy się o te pozwolenia starają lub z nich korzystają, nie wiem może się mylę
i wszystkim się należały, też tak może być, a ja ich tutaj wszystkich ‘’oczerniam’’
i pomawiam. Może ma to i niewielki związek ale jeżeli sami tak postępujemy to
co tu wymagać od władzy ?

Niech mnie jasny piorun strzeli jeżeli nigdy nie stanąłem na miejscu dla inwalidów
, nie jestem z tego dumny, ale uważałem że podejść parę metrów czy szukać
miejsca parkingowego to zbyt duży wysiłek.

Może czasami nie należy czegoś pożądać zbyt mocno – bo to można dostać 😊

Znajoma mi opowiadała, jak to kiedyś zaklejała przednią szybę tym którzy parkowali bez zezwolenia na kopertach dla inwalidów , chyba znowu się uaktywniła bo takie cos widziałem w Sopocie.

A to z innej beczki , duda -dance na koniec półmaratonu w Unisławiu.

No to nadszedł czas i możemy zaczynać


A dokąd ? , po co ? i gdzie ? 😊

To w następnym odcinku.



Każdy

takie tam Posted on pt, Czerwiec 29, 2018 20:31:07

z nas i każdy z naszych najbliższych w każdej chwili może się przeistoczyć z osoby
niezależnej i samowystarczalnej w osobę niepełnosprawną zdaną na łaskę rodziny
lub obcych, różnych organizacji czy
państwa. Wypadek , choroba spowodują że nagle staniemy się tymi protestującymi w Sejmie – albo opiekunem albo sami będziemy wymagali takiej opieki.

Popieram oczywiście protestujących oraz ich rodziny , a komentowanie
wypowiedzi Pawłowicz , Pięty czy
zachowania polityków w stosunku do protestujących nie ma większego sensu ,
wszyscy słyszeli i widzieli jak rządzący ich potraktowali, niestety to nie górnicy
i nie ‘’duda’’ od Kacperka który wyrzuca z siebie groźby typu : ,, …. Wiemy gdzie
mieszkacie ‘’ , dlatego wątpię żeby ta cala ‘’okupacja’’ przyniosła oczekiwany
skutek.

Przykre jest to że poprzednicy też zbyt
dużo dla tych nie zrobili, upłynęło już
prawie 30 lat od upadku poprzedniego systemu , a władza i jej ‘’kolor’’ zmieniały
się wielokrotnie i jedno jest pewne – niepełnosprawni mogą zawsze liczyć na
wsparcie opozycji !!!( do wyborów oczywiście
😊) i społeczeństwa.

Tylko zmiany powinny się zacząć od społeczeństwa i jego nastawienia do osób
niepełnosprawnych, bo takie chwilowe poparcie to raczej ma drugorzędne znaczenie

Ten cały protest był asumptem do tego żeby zrobić zdjęcia samochodom
parkującym na miejscach dla niepełnosprawnych .
Zdjęcia poniżej zrobiłem w ciągu
jednego dnia, jak tylko widziałem miejsce zarezerwowane dla niepełnosprawnych
to od razu robiłem zdjęcie,

ku mojemu wielkiemu zdziwieniu wszystkie autka
miały zezwolenia na parkowanie na takich miejscach.


Osoby kierujące były
przeważnie same , nie poruszały się o kulach , oczywiście ich niepełnosprawność
mogła być ukryta , albo po prostu pojechali po lekarstwa dla osoby na którą jest wystawione zezwolenie.

Były oczywiście wyjątki , bo niepełnosprawność niektórych aż ‘’gryzła’’ po oczach : np. pancia z
dwudrzwiowego Lexusa ( wiadomo najwygodniejsze auto dla niepełnosprawnych ),


musiała
być sprawna inaczej bo zaparkowanie na kopercie ją przerosło, tak samo był
jeden pan , kierowca tego autka

któremu rozbudowany kark praktycznie uniemożliwiał jakiekolwiek ruchy
głową, miał po prostu taki naturalny kołnierz ortopedyczny.

Z jednej strony mamy ludzi na wózkach i ich opiekunów
, protestujących w jakichś strasznych
warunkach, poniżanych , którym grożono usunięcim siłowym z Sejmu, z drugiej strony niepełnosprawni
lub ich opiekunowie z aut które sfotgrafowalem , może to nie są autka z górnej półki np. Bentleye czy RR , ale patrząc na te wszystkie pojazdy to jednak
chyba niepełnosprawni nie mają
tak źle w Polsce ?, do tego wg mojej oceny organoleptycznej wszyscy którzy się nimi
poruszali czyli kierowcy i osoby towarzyszące wyglądali na ludzi całkiem
sprawnych – znaczy nasza służba zdrowia jest efektywna , a wszyscy tak narzekają
😊.

Pamiętam jak 30. a za niedługo 40
lat temu przyjechałem do Szwecji, i jedna z wielu rzeczy która różniła te tak
odlegle wtedy światy , to widok
wielu niepełnosprawnych , w Polsce w tamtych czasach praktycznie się ich nie widywało.

Pierwsze
skojarzenie, biedni Szwedzi, tylu tu chorych ludzi.

No i nie dokoncze , bo ADM mnie wzywa ,

nastepnym razem



Najwyższy

takie tam Posted on nie, Czerwiec 10, 2018 18:46:46

czas zakończyć przygodę neapolitańską, bo już się ciągnie od miesiąca.

Neapol ma parę zamków do zwiedzania i pora wspiąć się na najwyższe wzgórze w Neapolu i
odwiedzić Castel Sant’Elmo.

Kiedyś była to średniowieczna
forteca, dzisiaj z jej murów podziwiać można najpiękniejszy widok na miasto,
Zatokę Neapolitańska i Wezuwiusza .

Dotrzeć
na
wzgórze na którym leży Castel Sant’Elmo najprościej będzie
udając się do podziemia i skorzystać z komunikacji.

Metro neapolitańskie jest najbardziej
oryginalną koleją podziemną jaką widziałem.

Jest czyste , nie ma tłoku ,dzięki różnorodności
i kolorytowi, przemieszczanie się nim nie jest odkrywcze i atrakcyjne,

każdy przystanek
jest niepowtarzalny, sama podróż metrem jest przygodą, można nawet zwiedzić galerię
sztuki w metrze.

Po
zwiedzeniu zamku i zrobieniu fotek panoramy , można poturlać się w dół uliczkami

dzielnicy hiszpańskiej , po drodze zahaczyć
o Museo Archeologico Nazionale
gdzie zgromadzono najcenniejsze znaleziska z Pompejów oraz Herkulanum. Przybijamy
piątkę półgłówkowi ,

krótka dyskusja z małą główką

i dalej na zwiedzanie
Neapolu.

Trzy
dni to stanowczo za mało na zwiedzanie Neapolu i okolic. Warto jeszcze zwidzieć
‘’miasto podziemne’’ , zrobić wypady na Capri i Ischię , do
Positano czy na Wezuwiusza , ale wszystko w swoim czasie😊

I
pamiętajcie , wierzę w Was , trzymam kciuki i dacie radę 😊

A
tu cos co wszystkim może się przydać w życiu codziennym , dostałem to od przyjaciółki i chętnie się podzielę
z przyjaciółmi bo 9-go był dzień przyjaciela
😊

No to buźka Pa

A tu parę fotek z Neapolu

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/106



No cóż

takie tam Posted on czw, Maj 31, 2018 00:33:05

ja mogę Wam powiedzieć ?, to trzeba zobaczyć na własne oczy 😊.

Z Pompejów do Sorrento jedzie się nie dłużej niż pól godziny ,

na
zwiedzanie piesze trzeba zarezerwować parę godzin.
Pobłogosławieni przez papcia
Polaka !

możemy się spokojnie udać na eksplorację
labiryntu uroczych wąskich uliczek ,

a jak zacznie nam doskwierać klaustrofobia
, to wybawi jedno z wielu miejsc widokowych

położonych kilkadziesiąt metrów nad
lustrem morza , możemy się upajać przepięknymi widokami i panoramą


pod warunkiem że nie cierpimy na akrofobię 🙂

Miłego zwiedzania

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/105



Na mapie

takie tam Posted on czw, Maj 24, 2018 21:48:02

zwiedzania Neapolu i okolic jest wiele atrakcji , wypad do
Sorrento jest jak najbardziej wskazany, można poturlać się pociągiem. Cała podróż trwa ponad godzinkę, a ciuchcia zatrzymuje
się po drodze ze sto razy, w połowie drogi wysiadka u podnóża Wezuwiusza

i zwiedzanie Pompejów . Wszystkie przekazy
ustne i pisemne na temat Sorrento i Pompejów były zdominowane ostrzeżeniem – Uwaga na złodziei i kieszonkowców w pociągu !!!

Każda podróż większa lub mniejsza wiąże się z jakimś ryzykiem , ryzyko padnięcia
ofiarą kradzieży jest globalne i dotyczy wszystkich państw i szerokości geograficznych
.

Nie zdążyłem dotrzeć do pociągu a już miałem przedsmak organizacji i
marketingu biznesu kieszonkowców.
Mam przyjemność zaprezentować Spółkę komandytową – ‘’Trzy karty z Neapolu’’ 😊

Wszyscy panowie wokół stolika i paru ‘’sygnalistów’’ umiejscowionych w
pewnej odległości od niego, należą do jednej ‘’grupirowki’’ . Widać jak pozorant w czerwonej kurteczce, białej
czapeczce i z plecaczkiem zamienił się z ‘’gapia’’ na ‘’karcianego’’.

Panowie stoją ramię w ramię , zasłaniając
stolik chcą przyciągnąć uwagę ciekawskich
przechodniów, jak pierwsi gapie dołączają
do ‘’spółki’’ , panowie się zaczynają lekko wycofywać robiąc miejsce przybyłym zyskując
lepszy dostęp do ich portfeli.

Ciekawe kto pierwszy opatentował tę metodę ?. Jak byłem w podstawówce to jeździliśmy
z kolegami na bazar Różyckiego aby zakupić
‘’pańską skórkę ‘’ , balsam tygrysi i mini-karty
z roznegliżowanymi kobitkami. W ciasnych przejściach pomiędzy straganami nad którymi unosiła się para z gorących pyz, serwowanych w słoikach a badziewiem sprowadzanym z różnych państw,
‘’cumowała’’ zawsze jakaś spółka pod tytułem
‘’Trzy kart’’, a dookoła nich gromadziły się ”jelonki”dające się okraść.

Czterdzieści lat później na placu Garibaldiego w Neapolu i nic się nie zmieniło 😊.

Peron z którego odchodzi pociąg do Sorrento przepełniony potencjalnymi
ofiarami kieszonkowców, niewiele brakuje aby ludzie zaczęli spadać pod kola nadjeżdżającego
pociągu, w wagonie jeszcze większy ścisk, wręcz wymarzone warunki pracy dla ‘’doliniarzy’’. Na pierwszym przystanku peron pusty , wsiada
tylko pięciu jegomości , jakiś Włoch podnosi raban i panowie zmywają się na następnej
stacji nie ‘’skroiwszy’’ nikogo.

Chodząc po Pompejach ma się mnóstwo różnych myśli i skojarzeń, przede
wszystkim to miejsce tragedii – grobowiec,

ale dzięki Wezuwiuszowi mamy możliwość
zobaczyć jak miasto wyglądało 2000 lat temu,
po brukowanych uliczkach przechadzali się ludzie i przetaczały zaprzęgi.

Murowane domy , świątynie i budynki administracji,

zadziwiające
jest to ze osiągnęli taki wysoki poziom ucywilizowania
. Na terenach dzisiejszej Polski, plemiona Wandali uzbrojone w dzidy ganiały się
po lasach, a w tym samym czasie w Pompejach, w willi Rufusa Hubertusa Maximusa odbywały się orgietki


wokół fontanny 😊. Ludzie chodzili do łaźni i do wyszynków.

Zemřel muž z Pompejí při onanii ?

Pompeje
město posedlé sexem – Pompeje były miastem, w którym seks stanowił temat żartów, był towarem w
cenie szklanki przeciętnego wina. Ich mieszkańcy z upodobaniem oddawali się
więc rozkoszy,

spędzając wiele błogich chwil na erotycznych igraszkach .Koniec tej sielanki nastąpił o północy z 24 na
25 sierpnia 79 r. , cale miasto zostało pokryte grubą warstwą popiołu na wieki.

I jak to w wielu miejscach bywa w Pompejach jest też akcent polski , od
razu przypomina mi się tekst Maksia z Seksmisji po tym jak wyciąga z kalosza pustą
butelkę po winie marki Wino i gazetę.: ‘’ Hej ! nasi tu byli !‘’

Tym razem nie o butelkę chodzi, ale o wystawę rzeźb Igora Mitoraja

na
terenie Pompejów . Monumentalna rzeźba „Dedal” Mitoraja,
wystawiona obecnie w Pompejach w ramach ekspozycji 30 prac polskiego artysty,
pozostanie tam na zawsze.

Wśród zwiedzających, przytłaczającą większość stanowili turyści z Chin,
Japonii i Korei, łazili za mną wszędzie ,
ja nie wiem o co tym ludziom chodzi , nawet jak ‘’samojebkę’’ chciałem sobie strzelić to się pchali, powariowali
, Fronczewskiego chcą ze mnie zrobić 😊

Do Sorrento dobijemy następnym razem , a tym czasem pooglądajcie sobie focie

Link do galerii poniżej

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/104



Słowa Goethego :

takie tam Posted on pon, Maj 14, 2018 19:36:22

‘’… zobaczyć Neapol i umrzeć ‘’ odnoszą
się do starożytności. Neapol jako miasto
portowe było siedliskiem chorób z całego świata i wielu odwiedzających
handlarzy i marynarzy nie opuszczało już tego miasta za życia.

Zobaczyli Neapol… i to było ostatnie miasto, które zobaczyli.

Od czasów starożytnych już trochę czasu upłynęło , ale po wylądowaniu na
Piazza Garibaldi dokąd docierają autobusy
z lotniska, odniosłem wrażenie że słowa Goethego są w dalszym ciągu jak
najbardziej aktualne, a wszystko za sprawą kierowców. Wszystkie ‘’słoiki’’ z najciemniejszych zakamarków
Polski i ‘’stonka’’ przed którymi uciekłem, zjechały do Neapolu, no k….. !!!
szok !!! , nasi najgorsi królowie
kierownicy to super gentlemani jeżdżący
wg przepisów kodeksu drogowego, w porównaniu z szaleńcami z Neapolu. Skok na bungee to pestka przy próbie przejścia ulicy , problem w tym że Neapolu nawet nie zdążymy zobaczyć bo ostatnie
co zobaczymy to zderzaki jakiegoś małego samochodu😊.

Wszystkie autka są poobijane ,

ciężko tez znaleźć jakieś bez ‘’smutnego’’
lusterka ,

podwójne parkowanie, przed przejściem i na, to norma.

Najdziwniejsze jest to że nie mogę powiedzieć żeby mi to szaleństwo uliczne
przeszkadzało , w Polsce bym się wk…. , a będąc ’’stonką ‘’ w Neapolu to egzotyka
i koloryt miejsca 😊 , do wszystkiego można się przyzwyczaić .

Jak mawiał ks. J Tischner :,, … Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno
prawda ‘’

i tu się zgadzam szczególnie jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju przewodniki
i relacje blogerów -podróżników 😊, dlatego wszystko najlepiej
samemu sprawdzić. Wiele osób uważa ze plac
Garibaldiego to jakieś straszne i niebezpieczne miejsce. Sam plac jest spoko,
wiele hoteli na każdy portfel, dodatkowo
stacja metra i dworzec kolejowy skąd odjeżdżają pociągi do Sorrento i Pompejów min. Gorzej z niektórymi bocznymi uliczkami,
szczególnie po zmierzchu.

Z wielu kamienic, rodowici Neapolitańczycy ‘’wyemigrowali’’
a ich miejsce zajęli imigranci z Azji i Afryki.

Z placu G. można się przedostać do Via Toledo – główny deptak Neapolu, na piechotkę albo metrem. Via Toledo toczymy się w dol w kierunku morza
, po drodze można zgłębić boczne uliczki ,

może spotkamy tego kolesia ?

A tu próbka jego możliwości wokalnych

https://youtu.be/Qy8uUmfEp7M

Po drodze zahaczamy o Galerię Umberto I, tak wygląda od środka

a tak z góry
,

wybudowana ponad 100 lat temu na planie krzyża trochę się rożni od współczesnych galerii
handlowych.

Teraz to już mamy z górki , przetaczamy się przez Piazza del Plebiscito

i docieramy do morza, jak tego dnia Wezuwiusz nie będzie zbyt
wstydliwy to może nie skryje się za chmurami.


Później skręcamy na prawo i zdobywamy
Zamek Jajeczny czyli

Castel
dell’Ovo . Średniowieczny zamek położony
na wysepce połączonej grobla ze stałym lądem.


Po oblężeniu zamku zawracamy i pniem się pod górkę
do Placu Dantego,


tam skręcamy w prawo i Via Tribunali przeciskamy się
w kierunku Garibaldiego 😊.

Zresztą niech każdy
sobie łazi jak chce . Czasami warto zboczyć z głównego szlaku i zajrzeć do jakiejś bocznej uliczki .

Parę wniosków i spostrzeżeń po wędrówce to : uderzające są podobieństwa z
Barceloną , szczególnie w nozdrza uderzają 😊, mijając kafejki , puby, wszędzie
czuć zioło.

To co mnie zaskoczyło to ze lokalni są tak pomocni, w żadnym miejscu
jeszcze nikt tak często nie pytał, czy nie pomóc ?, jak widział ze rozkładam mapę,
to było niewymuszone i serdeczne, super.

Cos co się rzuca w oczy, to rozwieszone pranie, czym biedniejszy miejsce ,
bardziej odrapany dom, tym więcej prania suszącego się na balkonach.

Jadłem pizzę w wielu miejscach i państwach , ogólnie to raczej unikam tego włoskiego
wynalazku, ale to co można zjeść w Neapolu to najwyższa półka ,


wszystko tak
dobrane, skomponowane , składniki , grubość ciasta , to Luciano Pavarotti wśród
pizz świata 😊 ,tego się nie da opisać to
trzeba spróbować .

Ciąg dalszy już wkrótce ,

a poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/103



Leptinotarsa decemlineata

takie tam Posted on śr, Maj 09, 2018 00:43:38

to stonka ziemniaczana, pospolity szkodnik
upraw ziemniaków, taką stonkę po wojnie zrzucili na Polskę Amerykanie chcąc w
ten sposób unicestwić rozkwitający nowy
ustrój , ale im się to nie udało, władze
młodego państwa socjalistycznego wysłały
między innymi moją Mamę do zbierania stonki i nikczemni imperialiści zostali pokonani 😊 .

Jest jeszcze jeden rodzaj
stonki który można zaobserwować w kurortach i innych popularnych miejscach
wypoczynku w okresie sezonowym.

Pierwszy atak w/w ‘’stonki’’ na 3city ma swoje
preludium podczas majówki . Stonka jest okupantem który rządzi się swoimi
zasadami i prawami , znienawidzona przez mieszkańców wyczekiwana przez restauratorów
, hotelarzy i innych biznesmenów którzy na niej zarabiają.

‘’Stonka’’ -dosłownie rozjeżdża
miasto , parkuje gdzie i jak chce, miasto jest dosłownie zaczopowane , niekończący
się sznur samochodów i ludzi którzy są wszędzie , w d… przepisowe 1,5 m na chodniku dla
pieszych , parkujemy i co nam zrobicie !?

Poruszanie się samochodem w
okresie nalotu jest koszmarem, oprócz ‘’stonki’’ dochodzą wszystkie słoiki okupujące
trójmiasto z NO , NOL, NIL, NBA ;NE,NOS itd. , którzy nie nie używają kierunkowskazów poza Świętami Bożego Narodzenia bo to ozdoba choinkowa i wtedy każdy rozklekotany Golf chwali nadejście Pana ,
a linię ciągłą widzą pierwszy raz i myślą
ze należy ją przekroczyć jak największą ilość razy bo wtedy dostaje się w nagrodę
darmowy bilet ( od Budynia )na przejażdżkę ‘’Diabelskim młynem’’

w Gdańsku lub bilecik na występ
Zenka Martyniuka który zabierze na zaczarowaną wyspę w Ergo Arenie.

https://youtu.be/GhgXiRsugQI

Ukryć się przed przyjezdnymi
nie wyjeżdżając graniczy z niemożliwością , są po prostu wszędzie, w sklepach , na plaży
, w barach i restauracjach. Po chodnikach , ścieżkach rowerowych ,promenadach przemieszczają
się ludzkie masy w niekończących się pochodach.

Z tym się nie da wygrać jak ze
stonką ‘’amerykańską’’ , jak gdzieś wyjeżdżamy to często zmienia się też nasze zachowanie , stajemy się głośniejsi i zajmujemy
więcej miejsca i to nie tylko z powodu wypitych trunków , jesteśmy bardziej
wyluzowani na wakacjach i ta pewnego rodzaju anonimowość powoduje ze pozwalamy
sobie na więcej a ‘’lokalsi’’ są po to żeby nam uprzyjemnić pobyt.

Na szczęście wrzesień już za parę
miesięcy smiley, a do tego czasu trzeba sobie jakoś radzić, są dwie podstawowe metody
postepowania : pierwsza to wyjazd na jakieś
bezludzie, druga to – zamieniamy się w ‘’ stonkę’’ i wyjeżdżamy dręczyć innych
, bo to zawsze przyjemniej dręczyć niż być dręczonym, a wszystkie zachowania które
odczuwamy jako negatywne, niepoprawne i ingerujące w nasze życie codzienne, nagle
w ogóle nam nie przeszkadzają – przepoczwarzyliśmy się w stonkę – originalsmiley.

Nie chcąc być gołosłownym i chociaż na trochę odpocząć od Leptinotarsa ,
wyp…!m!!!. ,

kierunek Neapol

Zobaczyć Neapol i umrzeć ….


c.d. wkrótce



Odmeldowanie

takie tam Posted on wt, Kwiecień 17, 2018 17:20:13

Droga i wierna czytelniczko Grażynko !, tak
jak obiecałem i na Twoją prośbę,( … aby czasami zasygnalizować że żyję jeżeli nawet opuściła mnie wena twórcza
) odmeldowuję się i informuje że żyję , dziękuję
Tobie i wszystkim znajomym i przyjaciołom za mile spotkanie.

Dziękuję również Tadeuszowi za wspaniały
prezent w postaci butelki wina

Sześćdziesiąte urodziny już niedługo, to będzie
okazja żeby je zdegustować.smiley

Na zakończenie tego krótkiego wpisu , chciałbym
wszystkim którzy wierzą w miłość przekazać tajemnice miłości smiley



żur cd.

takie tam Posted on nie, Kwiecień 08, 2018 13:47:10

Muszę przyznać że trochę mnie
ci Francuzi zaskoczyli. Francja kojarzyła mi się z wieżą Eiffela,

winem i jedzeniem,
wydawałoby się że są bardzo dumni ze
swojej kuchni i że ją wielbią ponad wszystko, a tu szok, bo zakochani są w
żurku, od rana tylko bon żur, i bon żur, ja też lubię żurek i wiem że jest
dobry, ale bez przesady, i tak od rana?!,

może byli w łódzkim barze mlecznym
‘’APIS’’? o którym wspomina komentator Rys i zauroczeni klimatem uzależnili się
od żuru?

Wybór hotelu w miejscu w
którym nigdy nie byliśmy to zawsze wielka niewiadoma, nawet jeżeli znalezienie
i zabukowanie pokoju jest w dzisiejszych czasach Internetu niezmiernie
uproszczone i wygodne, to i tak zdjęcia
i opinie jedynie przybliżą nam rzeczywistość , do tego jeżeli hotel nie budzi
zastrzeżeń to samo umiejscowienie i okolice mogą nas pozytywnie lub negatywnie
zaskoczyć, ale to również kwintesencja odkrywania i zwiedzania nowych
destynacji.

Szukałem hotelu położonego w miarę blisko od miejsca startu półmaratonu, ale również nie za daleko
od centrum. Zakotwiczyłem w okolicy stacji metra – Port de Montreuil (9-a linia metra) . Hotel leżał przy samej
obwodnicy ( zresztą zakorkowanej o każdej porze dnia ) na granicy pomiędzy 20-ą
dzielnicą a Montreuil.

Nawet jeżeli dzielnice
zdominowane przez mniejszości etniczne nie są czymś wyjątkowym w Europie,

to wędrówka
od stacji metra do hotelu wprowadziła w
stan skonfundowania – gdzie ja k…. jestem ?!!!
, ten natłok mieszkańców pochodzących z dawnych kolonii francuskich, ta mieszanka narodów wywodzących się z serca i
północnej Afryki i specyficzny klimat i koloryt są przytłaczające, odczucia są dodatkowo spotęgowane gdy sobie
uświadomimy ze jesteśmy w Paryżu, jakby nie było stolicy państwa europejskiego.

Za każdym razem jak
wychodziłem albo wracałem do hotelu, zastanawiałem się -co myślą ludzie ?, którzy nie będąc Polakami , po raz pierwszy w życiu
odwiedzając USA znajda się w Jackowie , gdzie przekupki rodem
z bazaru Różyckiego – wykrzykują – pyzy gorące ! , gdzie nawet murzyn pracujący
w McDonaldzie musi(podobno) władać językiem polskim.smiley

Trend typu: czym droższa fura tym bardziej fantazyjne parkowanie, to nie wymysł polski , to zjawisko globalne smiley , ale jak to mawiają – kto bogatemu zabroni ?

Zwiedzanie Paryża to raczej
skomplikowane przedsięwzięcie, po pierwsze tyle tych atrakcji, że nie wiadomo
co wybrać,

zwiedzenie wszystkiego w krótkim czasie graniczy z niemożliwością,
najlepiej to chyba zwiedzać w etapach i przylatywać co jakiś czas. Odległości są
raczej przekleństwem dla tych którzy lubią szybkie tempo zwiedzania, ale za to
miłym urozmaiceniem dla tych którzy lubią spacerować. Wieża Eiffela to olbrzymi atut Paryża,

jak jest pogoda to
wszędzie można sobie zrobić selfie z wieżą w tle.

Ja wybrałem metro, które działa w miarę sprawnie i
nie jest zatłoczone, oczywiście to
moje subiektywne odczucia, możliwe ze tylko miałem szczęście , odniosłem wrażenie
że Francuzi podobnie do Polaków wolą się kisić godzinami w korkach, we własnych samochodach,
niż korzystać z komunikacji. Metro nie robi wrażenia i d… nie urywa,jest raczej zimne i
lepkie,

zarówno perony jak i wąziutkie korytarzyki je łączące mają ściany wyłożone
białymi kafelkami, z łaźni przechodzi się na sale operacyjną .

Oprócz zwiedzania Paryża, w
planach był tez udział w półmaratonie , cos dla ducha i cos dla ciała. To
największa impreza biegowa w jakiej uczestniczyłem, biegałem już w
półmaratonach gdzie maksymalnie biegło kilkuset uczestników, w Paryżu – ca 35
tysięcy, to już nie żarty, było czuć moc !!!

I wszystko by było pięknie
gdyby nie pogoda , temperatura w
okolicach paru stopni , kapuśniaczek i wiaterek , po 10 kilometrach miałem serdecznie
dosyć i zacząłem prowadzić wewnętrzny dialog – przerwać czy nie ? , za i
przeciw , po co to bieganie ? , po co się męczyć ? , pierwszy raz miałem tak
mocne zwątpienie, na 15 km chciałem się poddać, totalnie przemarznięty i zero
woli walki, nie miałem siły, dodatkowo te parę kg które przytyłem !!! smiley teraz poczułem
jakie to ma znaczenie.

Jakieś 3 km przed metą , grupa
ratowników reanimowała gościa, obsługa
odgradzała delikwenta od uczestników, mijając go pomyślałem , temu to
dobrze już nie musi biec.

Już przebiegłem ponad 10
półmaratonów, ale ten był chyba najbardziej wycieńczającym zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym, ale
udało się – Dobiegłem !!! super uczucie,
i te endorfiny, to że się człowiek nie poddał i że się dało radę, z jednej strony totalnie wycieńczony z
drugiej uczucie takiej siły i mocy, wszystko można przezwyciężyć.

Wynik zdecydowanie najgorszy,
ale pod wieloma względami to mój najlepszy bieg.

Kochani – pamiętajcie , jeżeli
ja dałem radę, to Wy też dacie radę ,
wierzę w Was i trzymam kciuki.smiley

a poniżej link do paru fotek z Paryża

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/101



BonŻur

takie tam Posted on nie, Marzec 18, 2018 11:46:56

W Paryżu najlepsze kasztany są na placu …

Zuzanna lubi je tylko jesienią

CDN.



Ostatnio

takie tam Posted on nie, Luty 25, 2018 18:52:59

coraz częściej dobijają się do mnie czytelnicy
i pytają czy to już koniec mojej ‘’skrobaniny’’
? , są ciekawi czy się poddałem.

No
cóż ja mogę Wam powiedzieć, są dwie
opcje do wyboru, podobnie jak z nieodebranym połączeniem, albo się nie chce,
albo się nie ma możliwości 😊 .

Ja
po prostu nie miałem weny i tyle, a teraz nadszedł czas żeby jakoś podsumować przygodę
z Egiptem.

Przypomniały mi się słowa wygłoszone
parę lat temu przez Jarka :

„Plaże Egiptu, Tunezji są dzisiaj zaludnione przez Niemców, Francuzów,
Anglików, po części też Rosjan czy Czechów. Polaków tam niezbyt wielu.”

https://www.youtube.com/watch?v=v_NbOk3NoV4

a tak się ludzie śmiali , a tu
proszę – dobra zmiana, i na egipskich plażach królują przybysze znad Wisły , niektórzy
frustraci niemogący się pogodzić z prawdą, wzmocnieni darmową egipską berbeluchą ( tak jak opisywałem w poprzednim poście)
mówią brzydkie rzeczy na prezesa i wbijają mu ‘’szpilki’’ , to nie ludzie , to
wilki 😊.

To czy duża ilość naszych w
Egipcie jest skutkiem ‘’dobrej zmiany’’ ? ,czy ucieczką przed nią ?, pozostawiam każdemu do osobistej oceny. 😊

Jedna rzecz jest pewna- jak ktoś jedzie za
granicę a jednocześnie nie chce utracić kontaktu z macierzą, to na pewno królestwo
piramid jest dobrym kierunkiem, nawet niektóre wielbłądy mówiły po polsku.

Takim przykładem koneksji z
ojczyzną, była scenka której byłem świadkiem na lotnisku w trakcie powrotu. Cieszy
się oko i dusza że stare tradycje nie zanikają w narodzie, muszę przyznać iż myślałem
że już źle z nami, bo ludzie np. na drodze ustępują sobie
miejsce albo pozwalają włączyć się do ruchu innym współuczestnikom, na szczęście jeszcze jest nadzieja i zwyczaje
rodem z komuny nadal są krzewione i kultywowane.

Autokar nie zdążył się zatrzymać
a mamuśka z dzieciątkiem na ręce ‘’wystrzeliła’’ przez przednie drzwi pojazdu ,
i co sil w nogach pognała do hali odlotów. Była jedną z pierwszych w kolejce,
po chwili omijając wszystkich ‘’staczy’’ dołączył do niej mąż lub ewentualny stwórca
dziecka. Wszystko by było ok , bo wiadomo dziecko ojca mieć musi , ale po
chwili z bagażami zaczęli dokooptowywać inni tatusiowie i mamusie. W sumie tą metodą
na ‘’brzdąca’’ doszlusowało 6 osób, (poniżej fotka tej liczebnej rodzinki)


dzięki tej sprytnej
taktyce zyskali może jakieś 10 min, ale ja to rozumiem, bo przez ten zabieg
dostali się wcześniej do samolotu, no i oczywiście wylądowali wcześniej 🙂 .

Najistotniejsze w tym wszystkim jest to że ‘’ brzdąc
‘’ od małego jest uczony sprytu , da sobie radę w życiu , kto wie ? , może zostanie nawet
politykiem 😊.

a jak ktoś ma ochotę pooglądać żółwie , ośmiornice lub inne skrzydlice to zapraszam

https://youtu.be/O2ndE-r2xiw

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/99



Nadmorskie

takie tam Posted on czw, Luty 01, 2018 23:08:22

miasteczko Port Ghalib, wydaje się z daleka naturalne,
ale jest całkowicie sztucznym tworem który powstał na pustyni w ciągu ostatnich
dekad,

takie egipskie mini Las Vegas bez kasyn ,a ludzie którzy tu pracują
podobnie jak ci z kompleksów hotelowych pochodzą z miast położonych nad Nilem.

Port Ghalib usytuowane
jest nad zatoką tworzącą naturalne schronienie dla wycieczkowców z
przezroczystym dnem wożących turystów którzy chcą na ‘’sucho’’

podziwiać życie
raf koralowych , i dla łodzi wożących tych którzy zwiedzają rafy na ‘’mokro’’.

Każdy zakup czy to towaru
czy usługi jest kwestią negocjacji , a nurkowanie nie jest wyjątkiem. Do wyboru
: nurkowanie z brzegu lub z łodzi oczywiście z pełnym wyżywieniem ( tak
przynajmniej twierdził negocjator z centrum nurkowego). Okazało się ze jeżeli chodzi
o łódź, to wszystko ok , ‘’full wypas’’ , ale jak jechaliśmy nurkować z lądu to
trzeba było się zadowolić batonikiem i buteleczką wody. 😊 , ale i tak na kilkanaście
nurkowań tylko jedno było z lodzi , bo wszystkie
lodzie pływały w to samo miejsce


a pod wodą tabuny turystów, ruch jak na Marszałkowskiej.

Jeżeli chodzi o nurkowanie
z lądu , to wywozili nas do różnych zatoczek gdzie byliśmy przeważnie sami, chociaż
na plaży zawsze towarzyszyły nam beduinki
z dziećmi, sprzedające bransoletki albo kawę.

Instruktor Abu, tzn. ‘’Jarek’’
bo tak się przedstawił, jak się dowiedział ze jesteśmy z Polski ,

od razu spytał czy mamy wódkę
? , opowiadał o swoim uwielbieniu do
alkoholu a w szczególności do wódki , , twierdził ze w jego żyłach płynie wódka
ale nie egipska bo tej się nie da pic, zarzekał się ze przed nurkowaniem nie
pije co było pocieszające😊.

Jak go spytałem, a co na
to wszystko Allah ? , przyznał że z nim rozmawia
i prosi o wybaczenie swoich słabości , ale jest tylko człowiekiem 🙂

a

tu

filmik https://youtu.be/fp84CX0o1a8

a niżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/98



Drogi

takie tam Posted on pt, Styczeń 12, 2018 11:19:21

komentatorze Rysiu , niestety Żuri wybrało zwycięzcę którego personaliów nie mogę udostępnić na
jego/ jej prośbę. Jednakże Żuri docenia Twoje zaangażowanie i to że
odpowiedz była prawie prawidłowa , w związku
z powyższym komentator Rys otrzymuje zdjęcie rybki


o ustach, których nawet polska
Barbie – Anella

mogłaby pozazdrościć.

Wyjazdy
typu all inclusive nie nalezą do tych które preferuje, ale większość odwiedzających
Egipt z nich korzysta , bo zwiedzanie królestwa piramid na własną rękę nie jest
takie proste i wskazane ze względu na bezpieczeństwo.
All Inclusive mają oczywiście
swoje dobre i złe strony , jednak niezależnie od destynacji jedną rzecz mają wspólną, mianowicie tak zwanych rezydentów , których
jedynym zadaniem jest chyba poinformowanie o wycieczkach organizowanych przez
biuro z którym przylecieliśmy ( zazwyczaj są znacznie droższe od ofert lokalnych firm ) i straszenie żeby nie kupować u innych , bo jak by się coś stało to nasz
organizator umywa ręce , poza tym rola rezydentów
sprowadza się raczej do skutecznego ukrywania się, szczególnie jeżeli jest
potrzebna ich pomoc.:)

Jeden z
uczestników organizowanego wypoczynku zaatakowany przez korala

podczas
nurkowania, próbował się skontaktować z
naszą rezydentką, ale bezskutecznie , kobitka wyłączyła telefon i pozamiatane .
Pomoc udało się uzyskać dopiero po kontakcie z ubezpieczycielem w Polsce który sprowadził
lekarza do hotelu.

Na
spotkaniu z rezydentką otrzymaliśmy również bardzo cenną i niezbędną informację o tym ze w Egipcie to mężczyźni plotkują. Słowa
rezydentki potwierdziły się podczas mojej wizyty w toalecie.
Przycisnęła mnie tzw. ‘’dwójka’’ ,
siedziałem sobie i wertowałem zawartość komórki , gdy nagle z kabiny obok dal się słyszeć
tzw . ‘’pierd latrynowy’’, a po ‘’
koncercie’’ z innej kabiny dobiegło pytanie :


Mahmut ???


habalabaalbla

-blahalala

– itd.

Rezydentka
miała rację, faceci w Egipcie to straszni plotkarze, zadziwia tez zdolność do
rozpoznania znajomego w takich okolicznościach przyrody 😊.

Kompleksy hotelowe to
enklawy wybudowane na pustyni, nigdy by nie powstały jeżeli nie byłoby turystów.
Z jednej strony zielone trawniki, palmy , bary i baseny,

z drugiej wystarczy wyjść
poza teren, a dookoła rozciąga się bezkresna
pustka, piach i kamienie, całkowite przeciwieństwo romantycznych wydm pustynnych, wszystko
to jakieś surrealistyczne.

Polacy,
obok Niemców , Czechów i Włochów , stanowią zdecydowanie największą grupę- jakieś
60 do 80%, tak ze dla tych którzy chcą wyjechać za granicę ale czuć atmosferę Władysławowa albo zefirek
Mielna, to Egipt jest dobrym miejscem do spędzenia wakacji .Jedzenie i picie w
cenie wycieczki to dobrodziejstwo i przekleństwo w jednym , bo nawet jeżeli jedzonko
do najsmaczniejszych nie należało i d….
nie urywało , to i tak te śniadanka, obiady,
kolacje i desery zrobiły swoje, przytyłem 4 kg ☹.
Napoje, te alkoholowe i
te bez procentów są w cenie wycieczki, do oporu można pic tylko te lokalne
wynalazki , a za importowane trzeba płacić.

Czy to
lokalna wódka, whisky , czy tequila, wszystko smakuje tak samo , czyli jak
paliwo rakietowe, niestety spróbowałem, czego bardzo żałuję bo musiałem to odchorować
, do tego polowa ośrodka następnego dnia mówiła – ‘’ …. Ale to Twój problem ‘’ ( nie wiem kto
ich tego nauczył ? ) smiley

Wielu
osobom jednak smak ‘’paliwa’’ nie przeszkadzał, raczyli się nim od śniadanka i panowała
tu równość i braterstwo, każdy kraj miał swoich dzielnych reprezentantów.

Mój znajomy
zwykł mawiać – kto wódeczkę pije ten przygody musi mieć.
Przechodziłem przez
hol recepcji w godzinach przedpołudniowych, wtem zrobiło się jakieś poruszenie.
Jegomość z czaszki przypominający Marcinkiewicza, trzymany pod ramię przez o głowę
niższego kolegę zdecydowanym krokiem podążał w kierunku lady recepcji.

Krotki próbował
go powstrzymać – Andrzej, daj spokój , no chodź.

Andrew jednak był zdeterminowany, próbując utrzymać równowagę na swych
sztywnych, chudych nóżkach, pruł do przodu jak taran ciągnąc mniejszego
przyjaciela.

W końcu
dobrnęli do celu , Andrzej surowo zmierzył recepcjonistę swym zamglonym berbeluchą wzrokiem , Ahmed odwdzięczył mu się uśmiechem i uprzejmie zapytał:

– Can I help you Sir ?

Andrzej
się spiął , wyprostował, i wykrzyczał jednym tchem swoją frustrację : Kaczyński
ch…!!!

Na co ,
recepcjonista , z tym samym uprzejmym uśmiechem na ustach zapytał :

– Yes ???

Tego już
było dla Andrzeja za wiele, nie wytrzymał, zrobił w tył-zwrot i odmaszerował
wspierany przez przyjaciela.

Cala
armia ludzi pracuje nad tym aby pobyt był jak najbardziej komfortowy, wychodzi
to czasami trochę lepiej lub gorzej

bo do rzadkości nie należało ze pokój chcą sprzątać
już o siódmej rano, a trawniki zaczynają kosić jeszcze wcześniej, oczywiście 4 czy 5 gwiazdek w Egipcie to min. o
jedną mniej w Europie.

Tak jak
pisałem wcześniej, głównym celem przyjazdu było Morze Czerwone i rafa koralowa,
nie trzeba nawet opuszczać hotelu żeby odkryć całkiem inny piękny świat.

Zresztą
zobaczcie sami ,link poniżej

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/95


a tu parę fotek z samego hotelu

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/97



Poprawna

takie tam Posted on pt, Styczeń 05, 2018 19:28:29

odpowiedz to pięciu 🙂 , tylu Egipcjan jest potrzebnych do wkręcenia jednej żarówki , bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi przesłane , mailem , smsowo itd.

W związku z duza ilością poprawnych odpowiedzi , zbierze się żuri i wybierze zwycięzcę

przewidziano dwie nagrody

muszelkę


albo / lub

zdjęcie żółwia smiley



Kierunek

takie tam Posted on czw, Styczeń 04, 2018 18:08:18

Marsa Alam – Egipt.

Każda
podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Samolot wylatywał o 10ej z Warszawy ,
jedyne połączenie które pasowało to pociąg wyjeżdżający o 23ej z Sopotu ,a dojeżdżający
do Warszawy o 3.30, niestety dopiero po kupnie biletu okazało się ze wylot samolotu
został opóźniony o parę godzin , po
prostu super !!!. Pociąg który miał być o 23ej przyjechał prawie godzinę
spóźniony do tego napchany ludźmi tak ze bardziej przypominał konserwę z
sardynkami , rodzinki z milusińskimi i ich bagaże z kiełbachami
i prezentami , do tego nasi sąsiedzi za wschodniej granicy pracujący w Polsce, większość
bez rezerwacji miejsc.

Dotarcie
do przedziału graniczyło z niemożliwością, korytarz zaczopowany, w końcu jak się
udało przepchać do przedziału czekał kolejny szok, nie ma mojego miejsca o
numerze 67 , jest 66 i 69. ale 67 i 68
brak , nie ma , wyparowały. ☹

Dobry człowiek
doradził – niech pan idzie do pierwszego przedziału tam siedzą konduktorzy , to
może pomogą , znowu przedzieranie prze ludzi z ich bagażami. Konduktorzy pomogą
?!!! , haha ,

Dziękuję
za taką pomoc – okazało się że w wagonie miały być przedziały ośmioosobowe a są
sześcioosobowe i brakuje dwóch miejsc w każdym
przedziale , rada konduktora – niech pan pójdzie do następnego wagonu i jak 67
miejsce będzie wolne to sobie pan usiądzie ,
-a jak nie będzie ? ,
-to pan idzie do następnego
,
-no i… ? ,
-no i nic ! , a co ja mam zrobić
? dali taki wagon i już ! , może pan napisać odwołanie !

Cała ta sytuacja jak z filmu Bareji , komuna wróciła
i to w praktyce , haha.

I tak
sobie postałem wciśnięty miedzy młodych Białorusinów pracujących w Polsce i opijających
powrót do macierzy i gościa z bagażem wielkości małego kontenera do tego wypchanym
po brzegi prezentami i wonnymi przetworami, a całość razem z gościem zmierzała
w kierunku Przemyśla.

Po 10
godzinach od przyjazdu do Warszawy , wymięty ,zmacerowany i niewyspany udało się
dostać do samolotu.

Pięciogodzinny
lot również nie należał do udanych , bo przewoźnik nawet nie zaprosił na wodę
do picia i wszystko było odpłatne , ale to może najmniejszy problem bo stewardesa
poproszona o przyniesienie czegoś do picia zakomunikowała że nie do niej się trzeba
zwracać tylko do koleżanki , bo ona tylko sprząta ?!!! no k…
m… czy oni powariowali ???

Lądowanie
było z przytupem i mało podwozie nie odleciało ale oklaski były , na zewnątrz lepkie
gorące powietrze , wilgotność 97% . Na lotnisku czekało jeszcze małe
zamieszanie z wizami egipskimi, ale po niespełna 24 godzinach od wyjścia z domu
w końcu dotarliśmy do hotelu 😊 .

Ale nawet
jeżeli podróż by trwała 48 godzin to dla takich spotkań i widoków , to było warto
😊

A na
koniec zagadka, ilu Egipcjan jest potrzebnych do wkręcenia żarówki ?

Za prawidłowe
odpowiedzi czekają nagrody 😊



Wszystkim

takie tam Posted on wt, Styczeń 02, 2018 20:37:10

tu zaglądającym , wszystkiego naj…. w przyszłym roku i żeby nie był gorszy od poprzedniego smiley



I

takie tam Posted on pon, Grudzień 25, 2017 20:37:09

znów Święta.
Podróż zajęła 24 godziny ale w końcu można ponurkować .
A dlaczego trwało to tak długo i dokąd tym razem , to w następnym odcinku.

I wszystkim życzę zdrowych i spokojnych Świąt.



Dwejra

Malta Posted on nie, Grudzień 17, 2017 11:34:56

leży na zachodnim brzegu Gozo, to
jedno z miejsc które obowiązkowo trzeba ‘’zaliczyć’’, przynajmniej sądząc po ilości
autobusów z turystami blokującymi dojazd.
W telefonie lub aparacie każdego odwiedzającego
znajdzie się fotka jeziorka o
krystalicznie czystej wodzie które jest połączone tunelem z otwartym morzem,

kolejną atrakcją jest Blue Hole w którym można się wykąpać lub ponurkować,


wszystko w okolicznościach
kilkudziesięciometrowych klifów.

Do
niedawna można było tez ‘’trzasnąć’’ sobie fotkę na tle Azure Window , dotychczas przynajmniej, obecne w każdym
katalogu reklamującym Maltę,

Nic nie trwa wiecznie, oczywiście zawsze
znajdą się jakieś wyjątki, ale większość rzeczy czy to stworzonych ręką
człowieka czy matki natury , zjawisk , stanów emocjonalnych itp., ma jakiś
początek i koniec , a lazurowe okno czyli most skalny na wyspie Gozo , jeden z
najbardziej rozpoznawalnych i obfotografowanych symboli Malty jest tego
przykładem

8go marca 2017 roku podczas sztormu ,
‘’okienko’’ się rozpadło na kawałki i zostało całkowicie pochłonięte przez
morze , nie ma, zniknęło , ludzie
przylecieli z aparatami porobić sobie fotki i selfie a tu d..a, nima, to se ne
vrati.

I trochę to przykre bo to jak w życiu,
cos jest a później tego nie ma – przemija, znika bezpowrotnie , na zawsze,
nieodwracalnie, i nic się nie da zrobić.smiley

Podróżowanie i zwiedzanie Malty zostało zakończone
czymś niezwykłym , a mianowicie nocnym nurkowaniem w zatoce Marsalforn.

Nurkowanie w nocy posiada zupełnie inny charakter
niż nurkowanie dzienne. Nocą, widzimy tylko to, co oświetlamy latarką, obszar
widzenia zawęża się i dostrzegamy dużo więcej szczegółów, zresztą możecie
zobaczyć sami poniżej krótki filmik

https://youtu.be/_mAlwK8r8rY

To było moje pierwsze nurkowanie po
zachodzie słońca, ale mimo posmaku niepokoju i tajemniczości okazało się nie
takim strasznym, odczucia i przemyślenia z pogranicza metafizyki, szczególnie
po wyłączeniu latarki.

Wystarczy tylko trochę odwrócić się od pozostałych
uczestników i jesteśmy pochłonięci przez ciemności , brak jakiegokolwiek punktu
odniesienia, nie wiadomo gdzie góra gdzie dół ?, myśl że jest się gdzieś tysiące kilometrów od domu kilkanaście
metrów pod wodą i widzimy tylko ciemność powoduje że zaczyna ogarniać taka przytłaczająca samotność,
to idealne warunki w których stwierdzenie – że rodzimy się, żyjemy i umieramy sami jest w pełni
prawdziwe, chociaż świadomość tego nie musi być kojarzona z negatywnym
spojrzeniem na świat ,bo są ludzie dzięki, którym nigdy nie będziemy czuć się samotni, jeżeli
czuję się wsparcie, bliskość drugiego człowieka, to wydaje mi się, że nigdy nie
jest się osamotnionym, bo każdy z nas jest podobny i potrafi zrozumieć
drugiego, jeżeli tylko chce!

I tymi przemyśleniami kończę wędrówkę po
Malcie, warto tu przyjechać, na weekend albo na dłużej , Malta ma bardzo bogatą
ofertę mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów , jest łatwa w zwiedzaniu ,wszędzie
można dotrzeć korzystając z komunikacji miejskiej, angielski to drugi język Maltańczyków.

Jest to również chyba jedno z bardziej
bezpiecznych miejsc, nikt nie nagabuje , nie zaczepia, nie widziałem ani
jednego żebraka czy bezdomnego.

A tu parę fotek na zakończenie.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/93



z

takie tam Posted on sob, Grudzień 09, 2017 14:03:19

ostatniej chwili , wlasnie się dowiedziałem ( sugestia mojego serdecznego przyjaciela 🙂 ze chyba jestem spokrewniony z Karolem XVI Gustawem Bernadotte , ze jestem spokrewniony z Jacques-Yves Cousteau de Bardon to wiedziałem , ale z królem Szwecji ???

Pytałem mamę czy coś jej wiadomo na ten temat , ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi , tylko tajemniczy uśmiech smiley .



Już

takie tam Posted on czw, Grudzień 07, 2017 14:40:42

kiedyś się rozpisywałem o tym jak nie wiele potrzeba aby nasz życie już nigdy
nie było takie same i czasami decydują sekundy …

Komuś nie chciało się włączyć migacza , komuś się spieszyło i wyprzedzał
mimo ograniczenia prędkości , skutek – Volvo
i Bmw przeleciały przez pas zieleni , chodnik , po drodze ścinając latarnię i zatrzymały się na ogrodzeniu
.

6 grudnia godz 9.10 Sopot , , na cale szczęście nikt nie szedł akurat chodnikiem
bo w najlepszym razie wylądowałby w szpitalu, w najgorszym w Święta najbliżsi odwiedzaliby go na cmentarzu.

Kolega komentator poprosił o propozycję na
ucztę wzrokowo-przestrzenną blisko swojego miejsca zamieszkania, tak aby nie musiał
daleko jechać , to chyba zaspokoi twoje oczekiwania 😊

Prooooooooszę



Jeżeli

Malta Posted on sob, Grudzień 02, 2017 12:23:26

ktoś lubi bezkresne piaszczyste plaże
po których można spacerować godzinami to na pewno nie znajdzie ich na Malcie, plaże są tu raczej skalistymi zatoczkami z
niewielka ilością piachu , często, żeby dostać się do wody trzeba schodzić po
drabince. Jedna z większych plaż na Gozo leży w zatoce Ramla ,

, d… nie urywa
ale przynajmniej można się czuć bezpiecznie w towarzystwie Maryjki z dzieciątkiem Jezus
, a im ciekawiej popatrzeć na plażowiczów niż tkwić przy jakimś zakurzonym rozdrożu gdzie diabeł
mówi dobranoc 😊

a jak ktoś ma ‘’owsiki’’ , to zawsze może pójść zwiedzić
pobliską pieczarę albo zabytki.

Gozo jest stworzona do aktywnego urlopowania
, zaskakuje różnorodnością i bogatą ofertą uczt wzrokowo-przestrzennych na stosunkowo małej powierzchni, od cichych
zatoczek po pełne dramatyzmu klify a wszystko w objęciach morza o barwach od ciemno-grantowego
po turkusowe.
Na Gozo jest tez wiele zabytków a w szczególności w Victorii z
centralnie położonym Citadel, małego
ufortyfikowanego miasteczka z cytadelą , które
warto zwiedzić zarówno w ciągu dnia jak i po zachodzie słońca.

Xlendi – to miasteczko położone na
końcu mini-fiordu , dzięki jego umiejscowieniu można być świadkiem najbardziej efektownych i
romantycznych zachodów słońca.

Fani nurkowania tez nie będą zawiedzeni
zatoką Xlendi , jest ona połączona
podwodnym tunelem z otwartym morzem.

A tu krótka relacja z nurkowania

https://youtu.be/Otny_t1NOB4

i parę fotek z zatoki Xlendi , Ramly i
Citadeli.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/92



Wybór

Malta Posted on czw, Listopad 23, 2017 16:03:03

padł na Malsarfon , super hotel ,


do tego mieścina położona nad samym morzem

z niezliczoną liczbą ośrodków
nurkowych. To był główny cel tej wyprawy -nurkowanie , pierwsze z brzegu wybrane
centrum nurkowe prowadzili Niemcy ,i miła niespodzianka bo pracuje tu małżeństwo
Polaków mieszkających już parę lat na Gozo .

Miejsce nurkowania to zatoczka w której kręcono
sceny do filmu

– ‘’By the Sea’’ z Angeliną
i Bradem w roli głównej , oczywiście zanim się okazało że jest pijakiem, moczymordą i alkoholikiem , a jak wiadomo każdy pijak to złodziej
😊

Do zatoczki dojeżdża się malowniczą i wąską
dróżką.


Gozo jest równie interesujące i oryginalne nad powierzchnią jak i pod, a
zwiedzanie podwodnej groty podniosło poziom adrenaliny i urozmaiciło nurkowanie.

Z resztą zobaczcie sami


https://youtu.be/ZztEqwvYhZM

a tu parę fotek z Marsalforn i Victorii

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/91



Archipelag

Malta Posted on sob, Listopad 18, 2017 15:35:57

maltański jest dosyć wygodny
do zwiedzania, powierzchnia wysepek ma trochę ponad 300 km2 i wszędzie można dotrzeć
komunikacją publiczną, wystarczy wsiąść w ‘’Otokara’’ i jazda.

Ale oczywiście zawsze jest jakieś ‘’ale’’ , – to punktualność. O tym że autobusy regularnej
komunikacji jeżdżą sobie jak chcą, a rozkład jazdy nie ma pokrycia w rzeczywistości
czytałem w Internecie , potwierdziła to też Polka pracująca na Malcie. Autobus który
kursuje do Cirkewwy skąd odchodzą promy na Gozo, spóźnił się niecałą godzinkę 😊.

Ale na szczęście upału nie było bo padał
deszczyk i oczekiwanie minęło w przyjemnej wilgotnej atmosferze. ‘’Otokar’’
chyba był już stary bo z trudem wjeżdżał pod górkę, ale za to był czas żeby pooglądać
widoczki.

Z Cirkewwy do portu w Mgarr to jakieś półgodzinki promem.

Internet to cudowne narzędzie które pozwala
zaplanować podróże w każdym szczególe, daje tez niesamowitą wolność wyboru i
dopasowania marszruty do każdego potrzeb, oczekiwań i portfela, ale rezerwując miejsca
noclegu to jest trochę jak powiedział Forrest Gump a właściwie jego mama : ,… życie
jest jak pudełko czekoladek , nigdy nie wiesz na co trafisz ‘’

Takim zaskoczeniem był B&B w
Mgarr. Wnętrza oryginalnie urządzone ,
kuchnia,

ogród, i wszystko by było cudownie gdyby nie smród z kanalizacji w
sypialni , do tego ubikacja i prysznic nie miały drzwi, były tylko oddzielone ścianką
od pokoju – wspomnienia z pokazów typu –
,,dźwięk i zapach´´ , na długo zapiszą się w pamięci. Odory chyba nie przeszkadzały
kotkowi,

który przyszedł w odwiedziny bo wleciał do pokoju i ciężko było go wygonić,
są gusta i guściki

Gozo ma kilkanaście kilometrów długości
i parę kilometrów szerokości, tak ze
scenariuszem w ręku to wydaje mi się że to wymarzone miejsce do zwiedzania dla rowerzystów
preferujących jazdę terenową, nie przepadam za pedałowaniem, dlatego pozostał samochód
albo skuter.

W poszukiwaniu wypożyczalni i okazji zjeżdżona
cała wyspa, pól dnia turlania się ‘’Otokarami’’ najpierw do Victorii z Victorii
do Marsalfon , tylko po to żeby się okazało że najlepsza oferta jest w Mgarr 😊

Port w Mgarr w dzień

I w nocy.

a poniżej reszta fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/90



Przeczytałem

takie tam Posted on pon, Listopad 13, 2017 23:17:01

komentarze na temat wina,
i
skojarzyły mi się z rysunkiem nadesłanym przez koleżankę smiley


a tu piosenka ze specjalną dedykacją dla kolegi komentatora – konesera buraka ,
wierzę w Ciebie , dasz radę , trzymam kciuki smiley

https://www.youtube.com/watch?v=7rsqYcU_vdc



Tanie

Malta Posted on pon, Listopad 13, 2017 00:33:47

linie są naprawdę błogosławieństwem dla zwiedzaczy, podróżników i ludzi którym ciężko
usiedzieć na miejscu , praktycznie za cenę biletu kolejowego z Gdańska do
Warszawy i w porównywalnym czasie podróży, możemy przyziemić na Malcie w najbardziej na
południe położonej stolica Europy która jest usytuowana bardziej na południe niż
takie miasta północnej Afryki jak Tunis czy Algier. Jest to tez najbardziej nasłonecznione
miejsce w Europie wg statystyk. Temperatura o tej porze roku wymarzona do
zwiedzania, do tego nie ma tabunów turystów, a ceny posezonowe, krótko mówiąc
pogoda letnia a ceny niższe niż nad naszym morzem w sezonie.

Jak
już nam się znudzi zwiedzanie zabytkowej Valletty , to możemy się wybrać do
Blue Lagoon położonej miedzy wyspami
Comino i Cominotto. I chociaż nie lubię

wycieczek w ‘’kupie’’ czy innych tego
rodzaju organizowanych ekskursji, to podróż statkiem z Valletty wydaje się optymalna
i warto popłynąć , można oczywiście dotrzeć tam komunikacją miejską i przeprawić
się promem, ale za stosunkowo małe pieniądze płyniemy z Valletty wzdłuż malowniczego
wybrzeża Malty,

po drodze zabierając ludzi z turystycznej stolicy Malty – Bugibby

i portowego miasteczka Mgarr na wyspie
Gozo.

W cenie wycieczki jest tez piwo, i
winko z kartonika do oporu, dodatkowo gorący
posiłek po zacumowaniu przy Błękitnej lagunie.

Powiem
Wam że w okolicznościach tak pięknej przyrody to nawet burak z kartonika
smakuje jakoś wykwintnie 😊, niektórzy
koneserzy buraka to nawet nie trudzili się schodzeniem z wycieczkowca na wyspę.

Ta niewielka zatoczka ma niespotykanie
czystą wody, o charakterystycznym lazurowym kolorze,

który jest uwydatniony dzięki
śnieżnobiałemu piaskowi pokrywającemu dno pomiędzy wysepkami. Pomimo niedużej
głębokości (pomiędzy wyspami dorosła osoba może przejść nie zanurzając głowy)
woda jest stosunkowo chłodna, a to za sprawą zimnych prądów jakie się tworzą w
tej okolicy. Dookoła laguny znajduje się kilkanaście skalistych plaż ze
skrawkami z piaskiem, każda wielkości znaczka pocztowego, do tego na każdej jest
minimum po 30 leżaków, które tubylcy wynajmują turystom.

Mimo że całość szpecą budy na kołach
poustawiane na skałach

dookoła zatoki, to naprawdę warto wybrać się tu na wycieczkę,
kolor wody jest niepowtarzalny i nie odda go żadna fotka, obowiązkowo należy też zanurkować , woda jest tak krystalicznie czysta że ma się
wrażenie jak by się było w stanie nieważkości.

A poniżej fotograficzna relacja z rejsu do Camino i Błękitnej
laguny.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/87



Malta

Malta Posted on pt, Listopad 10, 2017 21:18:39

grzechu
warta, szczególnie że odzyskała niepodległość w roku moich narodzin , a przemieszczać
się można po niej moimi autobusami 😊

I znów
potwierdziło się porzekadło samego Jossifa Wissarionowicza – ‘’dowieriat no provierat’’ ,najlepiej samemu wyrobić sobie zdanie i sprawdzić
czy opinie innych będą się pokrywały z naszymi .

Znajoma
wiele lat temu mówiła mi ze Malta to nieciekawe miejsce, nie ma co tam robić i
nie ma sensu tam jechać , po prostu skały
i sterta kamieni. Trudno się z tym nie zgodzić , Malta kamieniem stoi , skały są
wszędzie , a piaskowiec to podstawowy budulec, ale to właśnie jest jej urokiem i fundamentem bogatej historii, to tez jej oryginalność i niepowtarzalność
i na pewno warto tu przyjechać.

Pierwsze większe budowle na Malcie zaczęto
budować około 3600 r. p.n.e. Są one najstarszymi stojącymi budowlami w Europie
i na świecie, są starsze niż piramidy
w Egipcie. Strategiczne położenie wyspy między Europą i Afryką , geologia i
ukształtowanie tworzące naturalne porty przyczyniły się do rozwoju Malty i miały
wpływ na kształtowanie jej historii ze przechodzeniem
z rąk do rąk, język maltański spokrewniony
z arabskim jest tego najlepszym przykładem,
bo oprócz arabskiego łatwo wychwycić influencje włoskiego i angielskiego.

Valletta
– stolica Malty ‘’wciśnięta’’ pomiędzy dwie
zatoki, jest skarbnicą zabytków, a pasjonaci pieszych wędrówek po muzeach, kościołach,
historycznych miejscach które są ubarwione ‘’widoczkami’’ na pewno nie będą zawiedzeni. Dosyć charakterystycznymi elementami architektury
są drewniane balkony w różnych kolorach i które kojarzą mi się trochę z drewnianymi werandami kamienic
sopockich.

Zresztą
oceńcie sami , zapraszam na zwiedzanie Valletty i Sliemy

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/86



Ten

takie tam Posted on pt, Listopad 03, 2017 07:16:47

bieg miał być pod wieloma względami wyjątkowy, przede wszystkim od dłuższego
czasu przygotowywałem się do pobicia (może nie bariery dźwięku) własnego
rekordu i ‘’zejścia ‘’ poniżej dwóch
godzin w półmaratonie.

Niestety
aby tradycji stało się zadość to można sobie planować i zamierzać , a i tak rzeczywistość kopie nas w krocze i
sprowadza na ziemię , tym razem to był ‘’Grzesiu’’ a oficjalnie orkan –
Grzegorz , cały bieg to wielka katorga , temperatura trochę powyżej zera , do tego deszcz i grad i ‘’Grzesiu napierający z przodu i tylko z
przodu , żeby tak chociaż trochę popchnął od tylu , ale co to, to nie 😊.

Początek
był niewinny, temperatura i pogoda idealne do biegania, warunki sprzyjające , ale później rozpętało się piekło

i wiele
razy miałem ochotę przerwać bieg , ‘’
Grzegorz’’ biczował i chłostał lodowatymi podmuchami , samo oddychanie
sprawiało ból , brakowało tchu, a wspinaczka na każde wzniesienie to wysiłek wręcz niewyobrażalny.

Można
to porównać z walką dwóch żywiołów, nocy i dnia, dobrego ze złem,

to co mnie wspierało,
dodawało sil, prowadziło do przodu i pozwoliło pokonać ‘’Grzegorza’’ i dobiec do mety to piosenka o ..

zresztą
posłuchajcie sami

https://www.youtube.com/watch?v=YOQNMsGDe0I

Alleluja
, siać, siać i do przodu 😊



I po

takie tam Posted on sob, Październik 21, 2017 21:32:11

…………



Właściwie

takie tam Posted on nie, Październik 15, 2017 13:25:36

to miał być
półmaraton jak każdy inny, przebiec 21095,5 m z punktu A do punktu A. To drugi z kolei bieg
w Aleksandrowie Kujawskim organizowany przez lokalne władze pod nazwą – Bieg przemytnika , mój 10 półmaraton , uczestniczyłem
w poprzednim i trasa w lesie przypadła mi do gustu dlatego zdecydowałem ze
znowu tu przyjadę

Rożnica tego biegu od pozostałych w których uczestniczyłem polegała na tym że większość uczestników to Mikołaje, brakowało im tylko
worków z prezentami.

Mikołaje i Mikołajki okazali się żołnierzami armii amerykańskiej
, młodzież którą tu wysłano z za Oceanu do
obrony naszych granic, demokracji i zachodniego stylu życia, to mieszanka
etniczna z całego świata, młodzi przyjaźni ludzie , kobiety i mężczyźni a właściwie
dziewczęta i chłopcy – przeciętna
wieku jakieś 19 lat i bardziej przypominali skautów niż żołnierzy ( moje uczestnictwo znaczenie podwyższyło przeciętną
wieku ) , i mimo dużej różnicy wiekowej to wcale nie muszę się wstydzić swojego
wyniku.

To wszystko wydaje się
jakieś nierealne, jeszcze niedawno uczono mnie w szkole że to nasi wrogowie a
teraz biegamy sobie razem po polskich lasach, a nasi dawni ‘’przyjaciele’’ stali
się wrogami – proza życia 😊.

Organizatorzy trochę niechlujnie
oznaczyli trasę i zamiast 21 przebiegliśmy jakieś 25 km , z drugiej strony za tę samą cenę mogliśmy sobie dłużej pobiegać 😊

Z Mikołajami, a właściwie ze Św. Mikołajem kojarzy mi się postać
jednego z bardziej okrutnych szwedzkich seryjnych zabójców. Den blodiga
Jultomten
( Krwawy Św. Mikołaj)

jak
go ochrzciły media, grasował na ternie północnej
Szwecji i Finlandii na przełomie lat 60 i 70. Umieszczał min. ogłoszenia w lokalnej prasie oferując swoje
usługi jako – ‘’Mikołaj do wynajęcia’’, w ten sposób udawało mu się w Wigilię ‘’przenikać’’
do domów nic niepodejrzewających Skandynawów
i unicestwiać cale rodziny. Działając w przebraniu i przemieszczając się miedzy
państwami pozostawał długo nieuchwytny, do tego całą sprawę próbowano zatuszować aby nie wywołać
paniki i nie odstraszać rodzin z dziećmi od odwiedzania Rovaniemi.

Mieszkając w Umeå pracowałem
w domu opieki, tam poznałem Gudrun , jej cała rodzina została zaszlachtowana
przez –Den Blodiga Jultomten, opowiedziała
mi wszystko ze szczegółami, i jak jej się udało przeżyć masakrę.

Svante Svantesson pochodził
z normalnego domu, żadna patologia, wychowywany przez kochających rodziców, niczego
mu nie brakowało, do tego wybitnie
uzdolniony i nieprzeciętnie inteligentny,
cieszący się powodzeniem u kobiet i uznaniem wśród przyjaciół. Możliwe ze północny
klimat i związki kazirodcze które jeszcze do nie dawna były czymś powszechnym wśród
społeczności z której się wywodził nie były neutralne jeżeli chodzi o wpływ na
jego psychikę, ale zapalnikiem który uruchomił jego mordercze żądze była
zdrada partnerki, mścił się na kobietach w okrutny sposób, ale o tym to już innym razem bo to dłuższa opowieść
o podróży do najbardziej mrocznych zakamarków ludzkiego umysłu.

God Jul



Centrum

takie tam Posted on pon, Październik 09, 2017 08:49:05

Handlowe
Jantar nie mogło trafić lepiej z wyborem daty na organizację pierwszego
półmaratonu w Słupsku,

ostatni dzień września a pogoda letnia z lekką nutą jesiennej
rześkości, wynik poprawiłem o parę minut , do zejścia poniżej dwóch godzin
zabrakło zaledwie 35-u sekund , chciałbym też zdementować złośliwe komentarze kolegów że mój
rekordowy czas zawdzięczam uczestnictwu
w biegu prezydenta Słupska ,
prezydent Biedroń nie brał udziału w tym sportowym wydarzeniu 😊

Po biegu był posiłek
na parkingu przed CH Jantar ,

wracając do samochodu
doznałem szoku, środek dnia a Jantar wypełniony po brzegi tabunami odwiedzających,
z czego większość to rodziny z dziećmi (
i nie byli to dopingujący biegaczy ).

Czasami mam wrażenie że czym ładniejsza
pogoda to tym więcej ludzi w tych świątyniach
komercji. I w sumie jakieś to smutne, bo mogłoby się wydawać że po tylu
latach odkąd rozpoczęła się ekspansja galerii handlowych w polskich miastach, naród
powinien się już oswoić i nasycić, a kreatywność i zdrowy rozsądek zwyciężyć jeżeli chodzi o formy spędzania wolnego czasu.

No cóż ja mogę Wam powiedzieć,
słuszną ma linię nasza władza chcąc przeforsować zakaz handlu w niedzielę, przynamniej
ludzie się trochę pogimnastykują w kościołku i poćwiczą rzut na tacę.

A’propos rzutu , przypomina mi się jak z kolegą ze szkolnej ławy,
po ‘’zaliczeniu’’ Komunii zapisaliśmy się na religię. Nasza parafia im. św. Jana Kantego w Warszawie
umiejscowiona była ( i jest w dalszym ciągu ) na ul. Krasińskiego

vis-à-vis
kultowej i nie istniejącej już kawiarni ’’ Różanka’’.

W mieszance oparów z
albańskiego koniaczku Skënderbeu i dymu z Klubowych , Sportów , Giewontów i Carmenów, grą
na pianinie dorabiał sobie nasz nauczyciel muzyki -Szatkowski, zwany ‘’Szatkiem’’,
a lokalny wiracha, Mietek Sosna wpadał z siekierą i rozluźniał atmosferę. I to właśnie w ‘’ Rózi’’ konsekwentnie wydawaliśmy pieniądze
otrzymane od rodziców ,a których przeznaczeniem była parafialna skarbona. W ‘’Rózi’’ sprzedawali włoskie lody z automatu,
pani wydawała je przez okienko a my nie potrafiliśmy
ich sobie odmówić, lekcje religii spędzaliśmy na pobliskich huśtawkach.

Sielankę przerwał list z parafii informujący o mojej obecności
na lekcjach religii, a właściwie o jej braku, Mama stwierdziła tylko ze jestem diabłem.

Negatywnym skutkiem donosu było wyschnięcie
źródełka z gotówką, pozytywnym- zakończyła się moja‘’ edukacja’’ religijna.

Wszystkim życzę pięknej pogody a wolny
czas spędzajcie jak tylko chcecie , no i oczywiście wierzę w Was , dacie radę i trzymam kciuki 😊

PS

A
tu specjalnie przygotowana mieszanka dla przyjaciół ze Szwecji, Niemiec,
Norwegii i USA, tęskniących za Polską.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/85



Dostałem

Tajlandia Posted on śr, Wrzesień 27, 2017 13:41:10

parę zapytań dotyczących kuchni
tajskiej :… jaka ona jest ? a czy jakiś przepis mam ? i takie tam blablabla i pierdu, pierdu. Po
pierwsze, to mi smakowała , to kuchnia w której czuć wyraźne wpływy kuchni
chińskiej i indyjskiej , czyli egzotyka i ‘’pikanteria’’ 😊 , ale także
odrębność i oryginalność poprzez używanie charakterystycznych składników jak
mleczko kokosowe, trawa cytrynowa, liście limonki czy świeży imbir.

coś , czym raczyłem codziennie podniebienie i żołądek to tajski
klasyk – zupa ostro – kwaśna Tom Yum
Kung

To proste danie które łatwo i szybko można przygotować.

Kupujemy w Biedronce lub Żabce :

Mleczko kokosowe, pastę tom yum, łodygę świeżej
kolendry , cukier brązowy, sos rybny, sos z limonki, imbir , łodygę trawy cytrynowej, pomidora , szalotkę , cebulę
, krewetki, ( albo jak ktoś nie przepada
za owocami morza to kurczaka lub kunę ), świeżą papryczkę chili, liście limonki
kaffir, imbir galangal, grzyby słomkowe i imbir tumerik.

Wszystko mieszamy, zalewamy wodą i
gotujemy, gotujemy, gotujemy.. no i gotowe , można podawać z ryżem lub
makaronem.

Smacznego !

Ci którzy nie przepadają za gotowaniem mogą
się wybrać do tajskiej restauracji, ja znam jedną w Sopocie na ‘’monciaku’’, a dokładnie w
górnej części tego słynnego dreptaka, vis-à-vis kiosku Ruchu, tak lekko na skos
, byłem tam ponad dwa lata temu i gotowali dobrze.

Jeżeli chodzi o kulinaria i potrawy, to
jedno z najbardziej traumatycznych doznań zawsze będę łączył z ‘’Norrlandspölsa
‘’ , o tym ekskluzywnym daniu kuchni szwedzkiej raczej nikt z Was nie słyszał i
nie kosztował, i raczej nie skosztuje.

Ale po kolei , jako młody prawie 30-letni
student uniwersytetu w Uppsali, w przerwie międzysemestralnej zatrudniłem się w
rzeźni , jako siła niewykwalifikowana otrzymywałem różnorakie odpowiedzialne
zadania. Jednym z nich było zmielenie podrobów – nerek, wątróbek i serduszek
krowich które są podstawowymi składnikami Norrlandspölsa.

W
każdym z wózków z nierdzewnej stali było po kilkadziesiąt kilogramów podrobów ,
zwiozłem je windą do podziemi i wjechałem do wilgotnego i zimnego pomieszczenia
w którym był młynek do mielenia mięsa,

dokładna
kopia młynka który mieliśmy w domu jak byłem dzieckiem, tylko że w skali 100:1.
Był przeolbrzymi, miał ponad dwa metry wysokości z zamontowaną windą i
uchwytami do mocowania wózków. Podłoga pokryta bordowymi płytkami była śliska
od środka dezynfekcyjnego drażniącego nozdrza, sceneria jak z filmu ‘’Hostel’’.

Z pierwszym wózkiem z nereczkami nie miałem
problemu, niestety wózek z sercami źle zaczepiłem i zamiast w kielichu młynka,
serduszka podskakując i odbijając się od ścian ‘’rozbiegły’’ się po podłodze. Panika!!! Co robić ?!! , wywalą na
zbity pysk i jeszcze odszkodowanie będę musiał zapłacić !

Serca wołowe kolorem i kształtem przypominają
piłki do rugby,

długo się nie namyślając zamieniłem się w Gortata, latałem za
tymi serduchami i tylko się modliłem żeby mnie nikt nie nakrył , udało się, i po
chwili wszystkie wylądowały w ‘’koszu’’ gotowe
do zmielenia.

Jeszcze wiele tygodni po tym jednoosobowym ‘’meczu’’
żyłem w stresie , codziennie czytałem Västerbottens Kuriren i Västerbottens
Folkblad
w nadzieji że nie znajdę notatki o jakiejś tajemniczej
epidemii wśród koneserów Norrlands Pölsa.

Nikomu chyba nic się nie stało, co najwyżej
jakiś wielbiciel ‘’NP.’’ dostał sraczki , chociaż środek dezynfekcyjny powinien
zabić bakterie , w każdym razie sprawa już się przedawniła 😊



Tak jak prawie

Tajlandia Posted on nie, Wrzesień 17, 2017 01:30:59

wszystko ma swój początek i koniec , jak każde spotkanie przeobraża
się w rozstanie , tak i nadszedł czas pożegnania
z Tajlandią. Natura, kuchnia, klimat,
kultura – to rzeczy dla których warto tu
przyjechać, każdy znajdzie coś dla siebie, od pułapek turystycznych i skupisk
ludzkich z ‘’reprezentantami’’ z wszystkich zakątków świata po miejsca
odosobnienia i samotnie , od luksusowych hoteli po hostele, Tajlandię można odkrywać
w pojedynkę jak i przebierać w ofertach zorganizowanych wycieczek, a
powiedzenie ze :’’.. Tajlandia to była tania ‘’nie jest do końca aktualne (
przynajmniej poza sezonem 😊) , hotele trzy- i cztero-gwiazdkowe
w cenie od 50 do 100 zł za dobę do tego czasami ze śniadaniem -da się wytrzymać.
Pora deszczowa czy monsunowa ?, hmmm- no cóż ja mogę wam powiedzieć ? , oby każde
lato było takie w Polsce 😊 , czasami się zachmurzyło i pokropiło
, taki prawdziwy deszcz padał właściwie tylko raz, jak ostatniego dnia przed
wylotem przemieszczałem się z Ao Nang do Bang Tao .

Na chwilę wpadniemy do Polski ,
to chyba jeden z brzydszych medali jaki wybiegałem ,

ale bieg ‘’Kamiennych Weselników’’
w Somoninie był najciekawszym jeżeli chodzi o trasę , Szwajcaria Kaszubska, pagórki
, lasy , jeziora , nawet lekki deszczyk nie przeszkadzał , po co do jakiejś Tajlandii
latać ???

Hotel w Bang Tao , Cassia Phuket
zrobił na mnie wrażenie , pomijam ciekawe usytuowanie nad laguną,

budynek jest
tak skonstruowany że wewnątrz czuć orzeźwiający
powiew bez żadnego wspomagania urządzeń wentylacyjnych i klimatyzacyjnych.

Nie wiem czy to wymysł Tajski, czy
wywodzi się z innego państwa, ale praktycznie wszędzie można było zanurzyć nogi
w akwarium i pozwolić małym rybkom aby je poobgryzały , taki dodatek do biznesu,
biuro podroży, fryzjer czy salon masażu.
Zamoczyłem tylko jedną nogę bo druga się jeszcze nie zagoiła po wypadku ( zniżki
nie dostałem 😊) , rybki nieśmiało zaczęły oblepiać
kończynę , początkowe łaskotanie przerodziło się w coraz to bardziej
zdecydowane szczypanie , wcinały moja nogę na żywca , chociaż może nie na żywca,
w każdym razie martwy i rozmiękczony naskórek z nogi chyba im smakował.

Uczucia miałem mieszane po tym ‘’zabiegu’’
, każdy powinien spróbować na własnej skórze, jakiegoś widocznego efektu nie było
, ale do moich podeszew to raczej rekin albo ryba piła bardziej by pasowały😊.

Tak siedząc i karmiąc rybki
swoim kulasem, kontemplowałem nad tym : co by się stało jak by to zobaczyli działacze
Greenpeace ? . , nie wiem oczywiście ile w tym jest prawdy, ale znajomy mi opowiadał
historię jak sobie zasnął na plaży i obudził się jak grupka ‘’zielonych’’ wtaczała
go do wody, w związku z tym ze jest słusznej postury podobno pomylili go z jakimś
chronionym ssakiem morskim.

Greenpeace się nie pojawił i się
nie dowiedziałem co by było gdyby było 😊

Czas wracać do rzeczywistości ,
bohaterowie są zmęczeni.

No i parę fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/82

P.S.

Po poście
w którym pisałem o internacjonalizacji ‘’Januszków’’ i ‘’Grażynek’’ , dostałem parę
wiadomości : …..mój teść to Janusz, i to na prawdę bardzo fajny facet , …. moja
ciotka ma na imię Grażyna i to mądra kobieta.

Mogę
powiedzieć tylko tyle – ja tego nie wymyśliłem !

Poniższy
tekst powinien trochę przybliżyć ‘’J. i
G.’’

Kim
są „Janusze”, „Seby” i „Grażyny”?

Jak czytamy
na stronie internetowej PWN, „Janusz, Grażyna i Sebastian, to imiona,
które w ostatnich latach skupiły na sobie liczne stereotypy. Janusz to
mężczyzna w średnim wieku, otyły, z wąsami, którego ulubioną rozrywką jest
oglądanie telewizji i picie piwa. Grażyna to nie grzesząca inteligencją,
lubująca się w zakupach i plotkach życiowa partnerka Janusza. Ich syn Sebastian
kiedyś byłby nazwany dresem, a dziś jest po prostu Sebą lub Sebixem. Ogolony na
łyso lub z bardzo krótkimi włosami jest osiedlowym cwaniakiem, który czasem
zagra w piłkę. Rodzina taka skupia na sobie główne negatywne cechy Polaków,
które sami zauważamy i których najbardziej się wstydzimy”.
Pojawia się też porównanie do telewizyjnej
rodziny Kiepskich.

Internetowy
słownik slangu i mowy potocznej (miejski.pl) przedstawia kilka definicji
określenia „Janusz”, które najczęściej odnoszą się do osoby słabo
znającej się na danej dziedzinie czy zagadnieniu. Janusz odznacza się
prymitywnym zachowaniem, najczęściej „wyobrażany jest jako mężczyzna w
średnim wieku, z wąsem, ubranym w biały podkoszulek, czarną, skórzaną kurtkę
oraz koniecznie białe skarpetki i sandały, trzymający reklamówkę z dyskontu –
jednakże każdy tym Januszem może być; ukazuje małomiasteczkowość, ignorancję
oraz święte przekonanie, że „ja wiem lepiej”.

Eksperci PWN
dodają, że definicja taka „pasuje częściowo i do „cebuli”.
Janusz to także „ignorant” w szerszym znaczeniu, np. „janusze
biznesu”. Nie wiemy, dlaczego akurat to imię zyskało takie znaczenie
wtórne”.

RadioZET.pl/PWN/Miejski.pl/SA



Po ostatniej

Tajlandia Posted on czw, Wrzesień 07, 2017 00:59:23

‘’ wrzutce’’ otrzymałem wiele zapytań : …
czy wróciłem do Tajlandii po zdobyciu poniższego ‘’medalionu’’ ?

Tak , wróciłem , było to konieczne abym mógł dokończyć
relację , co niniejszym czynię.

Ao Nang gdzie zakotwiczyłem , jest dobrą bazą wypadową na
pobliskie wyspy,


do zwiedzania prowincji Krabi z jej wieloma plażami , czy świątyni
buddyjskiej – Tiger
Cave Temple (Wat Tham Suea).

Ośmielony moim wcześniejszym doświadczeniem
w użytkowaniu tajskich dróg wynająłem skuter i wybrałem się na zwiedzanie
okolic , powoli tez zacząłem panować nad skręcaniem w prawo ,najważniejsze to obserwować
co robią inni i jak najczęściej trąbić, wolność i niezależność jaką daje jazda skuterem
wygrała nad lękami.

Może nie odkryłem Ameryki, ale
jest pewna zależność miedzy przychylnością, uczciwością, chęcią pomocy i ogólnie
pozytywnego nastawienia a odległością od centrów turystycznych , czym dalej tym
ludzie mniej nachalni i szczerze przyjaźni bez korelacji z grubością portfela,
ale podobnie jest wszędzie na świecie.

W każdym razie slogan : ‘’Tajlandia
– kraj uśmiechniętych ludzi’’ , jest jak
najbardziej aktualny a na prowincji na pewno nie przereklamowany.

Czym dalej od Ao Nang tym bardziej
wyludnione plaże , które w czasie odpływu zawstydziły by pasy startowe , każdy może
znaleźć swoją samotnię żeby zastanowić się nad sensem życia lub zresetować.

Wycieczka byłaby udana gdyby
nie mały wypadek któremu uległem. Podjeżdżając do parkingu coś mi się poplątało
i zamiast wyhamować dodałem gazu, mój ‘’rumak wystrzelił , ja wylądowałem na
drodze, a skuter wbił się w tylne koło innego skuterka aktywując lawinę, w
wyniku której, kilkanaście skuterów przewróciło się jak kostki domina. Większych
zniszczeń nie było , nie licząc mojej łydki która została obdarta ze skóry, ale i tak miałem szczęście, w każdym
razie odkryłem jak ważne jest mieć ze sobą środek dezynfekcyjny , rany w tym ciepłym
i wilgotnym klimacie goja się bardzo wolno.

No cóż w d.. nóź ( albo łydkę) , jak to mawiają 😊 , już teraz zawsze będę miał środek
dezynfekcyjny na takich wyprawach.

Na razie noga mi nie odpadła, chociaż
nigdy nie wiadomo, może będę kolejnym bohaterem programu Discovery – ‘’Obcy w moim ciele’’. 😊

A tu parę fotek.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/81



Żeby

Tajlandia Posted on śr, Sierpień 30, 2017 16:07:04

zwiedzić większość państw, potrzeba
tygodni a nawet miesięcy. Tajlandia nie jest wyjątkiem i parę tygodni to
stanowczo za mało , szczególnie jak chce się odwiedzać wyspy. Lokalne biura podróży są bardzo pomocne w załatwianiu
biletów , wystarczy powiedzieć dokąd chcemy dotrzeć a dopasują nam optymalne połączenia
, busowo-promowo-lotniczo-kolejowe . Transport jest dosyć sprawnie
zorganizowany w każdym razie rano odbierają z hotelu i zawożą na jakąś stacje
przesiadkową, odbiór jest zawsze punktualny ale do godziny przyjazdu na miejsce
można spokojnie doliczyć parę godzin.

Z
Phi Phi , wiatry poniosły do Railay

która ukryta jest pomiędzy wysokimi klifami i gęstą
dżunglą. Można się na nią tylko dostać jedną z tradycyjnych łódek jakich pełno
jest na tajskich plażach

i do Ao Nang -miasteczka nadmorskiego które jest bazą wypadowa
na okoliczne wyspy.

Info z ostatniej chwili !
Ciechocinek ‘’zaliczony’’ przed

i po smiley

Przemieszczając się z miejsca na miejsca wręcz niemożliwym
jest uniknięcie większych skupisk ludzkich i kontaktu z innymi ludźmi. ‘’Ocierając’’
się o przedstawicieli innych narodowości doszedłem do wniosku że zjawisko tzw. ‘’Januszów’’ i ‘’Grażyn’’ jest
zjawiskiem globalnym nieznającym żadnych granic.


I tak np. niemieckie Januszki
( Hansy) , uwielbiają siedzieć w restauracjach bez koszulek, prezentując ‘’wyrzeźbiony
‘’ piwkiem tors , może po prostu im gorąco dzięki fryzurce ‘’ziober’’ , ‘’ łopata
‘’ cos w stylu futbolisty rodem prosto z
DDR. Chińskie odpowiedniki J. i G. , poruszają się w grupkach od pięciu osobników
w górę i wyróżniają się , odcharkiwaniem , chrząkaniem i pluciem , w
restauracji wszystko co nie potrzebne na talerzu , ląduje obok, takie chińskie tajfuny.
Poniżej dwóch chińskich ‘’Januszkow’’ (
Changi ) – to nie ‘’waleczka’’ ,po prostu głośna dysputa połączona z
przepychanką na temat kto ma uregulować rachunek.

W znanej sieci japońskiej Seven-eleven ( w Tajlandii otwarte 24h na dobę ) , widziałem
dwóch Januszków rosyjskojęzycznych ( Sergieje ) z permanentnym rumieniem
podczas zakupów napitków wysokoprocentowych , ekspedient wydał resztę wysokości
20 bahtów ( ca 2 zł
), na co jeden z jegomości zwrócił mu banknot jak by to był napiwek mówiąc :
naaa ! guljaj !

Ale nikt nie jest doskonały i kto nie był chociaż raz w życiu
‘’Januszkeim’’ albo ‘’Grażynką’’ ? 😊

a poniżej parę fotek z Ao Nang i Railay.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/80



Podróżując

Tajlandia Posted on pt, Sierpień 25, 2017 16:33:04

czy odkrywając nowe zakątki zawsze jest jakieś
miejsce o którym wszyscy mówią, i które ‘’koniecznie’’ trzeba zobaczyć, jestem raczej
sceptyczny do takich propozycji , bo przerażają mnie tłumy pielgrzymów które
degradują cały blask i czar.

Zdecydowałem
się jednak odwiedzić Phi Phi , i nie wiem czy to zdjęcia ? , ustne przekazy ?
czy nazwa ? pomogła mi w decyzji, w każdym razie nie żałuję decyzji. Dwie
godziny statkiem

z Phuket Town i jest się w ‘’Raju’’ 😊 ,
no może nie w Raju ale w przedsionku, chociaż już sam nie wiem, bo jak wygląda
Raj ? ,

w każdym razie miejsce cudowne, dwie wysepki
pokryte zielenią lasów rozdzierają błękit morza, łączy je wąski przesmyk z
plażami po obu stronach które w ochronnym ‘’objęciu’’ trzymają wzniesienia otaczających wysp i nawet jeżeli morze szaleje
dookoła wysepek to w zatokach się tego nie odczuwa.

Jedna
część tego cudu natury jest mało dostępna i dzika , druga ma mnóstwo zatoczek z
przyklejonymi do plaż kompleksami bungalowów
i hoteli.

Goście
przybyli z lądu przedostają się do swoich miejsc pobytu lokalnymi taksówkami.

Zdziwiły
mnie hordy farangi (jak określają lokalsi jasnoskórych przybyszów)

i mimo
niskiego sezonu co chwila podpływały promy wypełnione turystami, nie wyobrażam sobie
jak tutaj wygląda w sezonie.

Phi
Phi warto nanieść na mapę miejsc godnych
polecenia.

Zresztą
możecie ocenić sami.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/79



Tajlandia

Tajlandia Posted on nie, Sierpień 20, 2017 19:26:20

to nie tylko bardzo fascynujące i egzotyczne miejsce nad , ale również pod wodą
, możliwość nurkowania było jednym z powodów dla których wybrałem królestwo Syjamu.
Oferta zwiedzania podwodnej Tajlandii jest
naprawdę bogata, a oferentów jeszcze więcej.

All4Diving
– z którymi nurkowałem spełnili moje oczekiwania , oprócz tego że mają ośrodek szkoleniowy z basenem, własną łódź
,

to naprawdę byli super zorganizowani, a wszyscy pracownicy profesjonalni i
pomocni. W ciągu paru dni nurkowaliśmy wiele razy wokół 4 różnych wysp ,

każde nurkowanie
było niepowtarzalne ze względu na faunę
, ukształtowanie terenu czy prądy, ale to które chyba najbardziej utkwiło mi w pamięci
to nurkowanie w grocie.

Rano
odbierali z hotelu i zawozili na molo w Chalong, skąd odchodzą chyba wszystkie wycieczkowce
i łodzie z nurkami. Na łodzi :śniadanie
, obiad , świeże owoce i napoje, niestety niektórzy bardziej wrażliwi nie
posilili się za bardzo bo częściej wymiotowali 😊

A
tu relacje z tego jak takie ‘’wypady’’ wyglądały nad

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/77

I

pod
wodą

https://youtu.be/llDsT3oKWWs



Phra Puttamingmongkol Akenakkiri Buddha

Tajlandia Posted on śr, Sierpień 16, 2017 13:37:41

albo Big Buddha siedzi na wierzchołku góry Nakkared Hills 370 m n.p.m. Miejsce
, rozmiary ( 45 m) i biały birmański marmur po którym prześlizgują się promienie
słońca sprawiają że jest doskonale
widoczny czy to z Kata czy z zatoki Chalong,

wygląda jakby lewitował nad wierzchołkami
drzew dżungli którą pokryte jest cale wzniesienie. Posąg i klasztor są miejscem
kultu religijnego, pielgrzymek wyznawców buddyzmu, jak i jedną z większych atrakcji
turystycznych na Phuket. Cieszę się że zdecydowałem
się na jazdę skuterem, bo sama jazda jest już przeżyciem, droga wspina się i wije w dżungli na sam szczyt , wilgotne powietrze jest nasycone
zapachami i odgłosami otaczającego lasu, wiele ciekawych miejsc, punktów widokowych
, knajpek i dwie wypożyczalnie słoni dla chętnych.

Na górze panorama 360 stopni z widokiem
na Phuket , zatokę Chalong i Może Andamańskie.

Jest to nowa budowla w trakcie wykańczania,
ale nie ma żadnych opłat, można cos kupić w sklepikach i część kwoty jest przekazywana
na dofinansowanie prac budowlanych albo zostawić
datek.

Nie wiem czy to za sprawą miejsca,

ale
wszystkie zwierzęta które tam ‘’ mieszkają’’ żyją w zgodzie, cale mnóstwo kotów
, psów i kogutów które pilnują parkingu , maszerują, leżą, i śpią, korzystają ze wspólnej przestrzeni nie zwracając na siebie uwagi.

Oczywiście są wyjątki, to lokalna ‘’ grupirowka ‘’
małpiastych, którą strażnik trzyma na dystans strzelając z procy.

Hm, może małpy nie mogą się dogadać z
resztą ,…. bo im bliżej do ludzi ??? 😊

a tu
foty

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/76



W końcu

Tajlandia Posted on nie, Sierpień 13, 2017 15:05:20

podjąłem decyzję – wynajmuję skuter !
Decyzja naprawdę była trudna i musiałem do
niej dojrzeć , z jednej strony wszystkie
mrożące krew w żyłach relacje i opowieści znajomych i blogerów o wypadkach, o policji
która zawsze trzyma stronę miejscowych a
nie ‘’farangi’’ i to bez względu na to kto
zawinił, ruch lewostronny i fantazja połączona ze spontanicznością i
improwizacją użytkowników dróg 😊.

Do
tego wszystkiego sam byłem świadkiem jak Tajka potrąciła turystę, handlarze z
pobliskich straganów rzucili się na pomoc Tajce przy okazji wykrzykując pretensje
do zszokowanego gościa który poobijany w podartym ubraniu siedział na ulicy i
nie mógł wstać, nikt z miejscowych nie zainteresował się facetem na ulicy, został
totalnie zignorowany, gdyby nie inni turyści i rodzina to by tak chyba siedział
do dzisiaj, no normalnie powiało Bareją : …. co tak obywatelu na kamieniu siedzicie ,
wilka chcecie dostać ? . Wniosek – w razie wypadku na obiektywizm miejscowych świadków
nie ma co liczyć.

Z
drugiej strony wolność , możliwość dotarcia wszędzie, najlepsza i najbardziej
naturalna forma zwiedzania, wolność i niezależność a nie ciągle negocjacje z kierowcami
tuk-tuków , taksówek i tym podobnych wraz z ryzykiem ‘’wysadzenia’’ w nieumówionym
miejscu.

Wypożyczalnie
są dosłownie wszędzie , ale najprościej jest zapytać w recepcji hotelu, albo
sami wynajmują albo zadzwonią i wypożyczalnia dostarczy skuter do hotelu , można
negocjować ceny wynajmu jak i wartość pojazdu która jest zawyżana ( skuter nie
jest ubezpieczony ) a kwotę wpisaną do umowy musimy zwrócić w razie kradzieży.
Jeszcze tylko oględziny , fotki uszkodzeń , kaski , sprawdzenie znaczka po wewnętrznej
stronie siedziska, zostawiamy paszport ( chociaż mi się udało zostawić kopię paszportu
) i możemy jechać. Nikt nie pyta o prawo jazdy,
ale oczywiście najlepiej mieć wyrobione międzynarodowe, można tez wyrobić
na miejscu ale to dodatkowy koszt no i strata paru godzin. Brak prawka podczas
kontroli to dobry powód dla policji żeby nam wlepić ‘’mandat’’. Międzynarodowe
prawko albo wyrobione na miejscu może się okazać bardzo przydatne w razie
wypadku, bo ubezpieczyciel może nie chcieć pokryć kosztów ewentualnego leczenia.

Chociaż
mam prawko już parę lat, to ruch lewostronny trochę mnie przerósł, dlatego doszedłem
do wniosku ze najlepszym rozwiązaniem aby zmniejszyć ryzyko kolizji i stresu, będzie
skręcanie wyłącznie w lewo przez co trasa podróży się wydłużyła i mogłem więcej
zwiedzić 😊

I
tak podczas mojej dziewiczej jazdy postanowiłem pozwiedzać okolice Karon i Kata
Beach.

I
miedzy innymi , udało mi się odwiedzić ‘’wypożyczalnię’’
słoni

Dotarłem
na punkt widokowy – Karon , gdzie można sobie trzasnąć fotkę z ptaszkiem za małą
opłatą

a dzięki
temu że skręcałem wyłącznie w lewo trafiłem
na zawody motocyklowe 😊

Dostałem
pytanie od czytelnika : czy ten kask to
ochrona na wszelki wypadek, jakby słoń usiadł mi na głowę ? Tak 😊

Kontrole
drogowe są dosyć częste i z moich obserwacji wynika: policji chodzi wyłącznie o
‘’bezpieczeństwo farangi’’ , bo wśród zastopowanych przeważają obcokrajowcy.
Taka rozmowa z policjantami przypomina trochę rozmowę z niektórymi rodzimymi stróżami
prawa : .. apteczka ?, gaśnica ? , trójkąt ? kamizelka odblaskowa ? hmm…..a zdjęcie babci ?

Najważniejsze
to zachować spokój, w żadnym wypadku nie protestować !, bo akurat obok na
skuterku przejeżdża wielodzietna rodzina z małymi dziećmi i niemowlakiem i nikt
nie ma kasku, a my jechaliśmy bez kasku tylko dlatego bo cierpimy na
klaustrofobię , zasada jest prosta – dajcie człowieka a paragraf się zawsze
znajdzie.

Mamy
dwie opcje : albo oplata na miejscu bez
pokwitowania , albo wyższa oplata na
komisariacie ale za to z pokwitowaniem ( i stratą paru godzin ). Ja nikogo nie
namawiam do łamania prawa , trzeba się po prostu zastanowić co jest dla nas ważniejsze : spokój ? czy racja ? 😊

A tu
relacja fotograficzna z całej wycieczki.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/75



Karon

Tajlandia Posted on pt, Sierpień 11, 2017 09:04:58

w porównaniu
z Patong to super spokojne i ciche miejsce , parokilometrowa plaża,

wzdłuż niej
droga która łączy Karon Beach z Patong,i
z Kata, za nią rząd hoteli , restauracji , sklepów , taki przyczółek dla rodzin z dziećmi, po
23ej ulice pustoszeją.

Hotele
mają dobry standard , a ceny są przystępne i nie ma problemu ze znalezieniem
miejsca bo sezon dopiero rozpoczyna się jesienią, obsługa pomocna i skora do
negocjacji cen.

Dobry
punkt żeby się zrelaksować przed następną eskapadą albo jako baza wypadowa do eksploracji
pobliskich atrakcji.

Po południu
większość restauracji na specjalnie przygotowanych stoiskach pokrytych lodem,
eksponuje świeże owoce morza i ryby , wystarczy tylko wybrać to na co mamy ochotę
a przyrządzą tak jak będziemy tego sobie życzyli.

Na
Phuket ma się wrażenie że to jakieś terytoria zamorskie Rosji i Chin, są to najliczniej
reprezentowani turyści na wyspie. Po prostu Phuket został anektowany bez
jednego strzału 😊, w tajskiej kablówce

parę rosyjskich i chińskich kanałów
telewizyjnych, we wszystkich restauracjach jest menu po rosyjsku , chińsku i
angielsku, to samo dotyczy sklepów , bazarów , czy zwykłych informacji
administracyjnych , oprócz tajskiego na pewno będzie info przynajmniej po
rosyjsku , czasami łatwiej było mi się dogadać z Tajami po rosyjsku niż po
angielsku , nawet do baru ‘’ Otto’’ zapraszają w języku rosyjskim 😊

no to czas żeby skosztować kulinarnych atrakcji

a tu parę fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/74



Pierwsze

Tajlandia Posted on śr, Sierpień 09, 2017 01:13:17

skojarzenie jakie miałem po tym jak wjechaliśmy do Patong, to – Władysławowo !!!,
tylko do ośmiościanu 😊 , oczywiście
to dwa różne światy ale kiczowatość ta sama. Bangla Road w ciągu dnia jest
normalną ulicą która

wieczorem
po zamknięciu zamienia się w centrum rozrywki-deptak , gdzie stłoczone bary
go-go, dyskoteki , salony masażu, puby i sklepy z pierdołami, wspomagane przez
naganiaczy

walczą o klientów. Poziom hałasu jest niewyobrażalny, a tłumy
turystów ze wszystkich zakątków świata ‘’płyną’’ w górę i w dół Bangla Road.

Chińczycy,
Japończycy, przybysze z Bliskiego
Wschodu wraz z żonami ( z
ciekowością podglądającymi roznegliżowane tancerki , ale nie wiem czy z
wypiekami ) w hidżabach i grupki
podchmielonych Europejczyków w tym całych rodziny z kilkuletnimi dziećmi, zgodnie ramię w ramię przemieszczają
się i korzystają z uroków życia nocnego
w Patong.

Jeżeli
ktoś chce zaszaleć, to Patong jest największym zagłębiem różnorakich uciech na
całej Phuket, oprócz Bangla Road warto odwiedzić targ Banzaan , spróbować
surfingu

albo obejrzeć tajski box na Patong Boxing Stadium ,

a po całonocnych
eskapadach można złożyć zwłoki na Patong Beach,

miejsca pod dostatkiem 😊

Osobiście
uważam że jeden wieczór w takim miejscu
wystarcza i chyba lepiej zatrzymać się w pobliskich mieścinach a do Patong
zrobić wypad.

Jak
to powiadają: podróże kształcą , ja po wizycie w Patong wzbogaciłem się o wiedzę ze piłeczki do
ping-ponga nie koniecznie muszą służyć wyłącznie do gry w tenisa stołowego 😊

Byłem , widziałem , spadam – pojechałem
mototaxi ( tym razem bez walizy ) na rekonesans do pobliskiego Karon Beach ,
niestety mój driver zrzucił mnie przed miasteczkiem bo była policyjna kontrola
,

a tylko on miał kask , ale za to zrobiłem
sobie spacerek 😊



Jedną

Tajlandia Posted on nie, Sierpień 06, 2017 19:13:34

z pierwszych rzeczy która daje się we
znaki natychmiastowo , to ruch lewostronny, a proces przestawienia się trochę jednak
trwa, dodając styl prowadzenia i
przestrzeganie przepisów , a właściwie brak
ich przestrzegania to mamy tragedię gotową-
po pierwsze należy pamiętać ! : pasy nie są dla pieszych, nie wiem po co one są
?, i dla kogo ? ale na pewno nie dla pieszych, pasy są skutecznie ukrywane przez kierowców , najchętniej
na nich parkują , albo stają tuż przed i
zaraz za , tak żeby wypłoszony pieszy mógł
się skutecznie ukryć między samochodami , jak staniemy przy przejściu to na pewno nikt się
nie zatrzyma , no chyba ze jakiś pomylony
obcokrajowiec , tak jak ja to zrobiłem i o mało nie doprowadziłem do katastrofy
w ruchu lądowym , Tajowie hamowali z piskiem opon , wyzywając i klnąc, po tym
zdarzeniu już nie przepuszczałem pieszych tylko trąbiłem , w Tajlandii nawet
psy się zatrzymują i patrzą wielokrotnie w prawo i w lewo

zanim pokuśtykają przez ulicę , migacze i światła są dla ozdoby ,
włączony migacz wcale nie sygnalizuje ze ktoś chce skręcić czy zmienić pas, wyłączone
światła w nocy i jazda pod prąd ( i tu mam na myśli miejscowych , a nie jakiegoś
zagubionego obcokrajowca, tak jak mi się to zdarzyło i jeszcze się dziwiłem dlaczego
wszyscy pod prąd jadą 😊 ) też
nie należą do rzadkości.

Jedynym
sposobem żeby nie popsuć sobie pobytu to nie walczyć z tym, tylko zaakceptować (
tak po prostu jest i taki urok tego miejsca ) no i mieć oczy ‘’ dookoła głowy ‘’
😊

Coś
, co jest wszechobecne w Tajlandii, a właściwie
ktoś , to Bhumibol Adulyadej, król Rama IX


którego Imię ceremonialne to : „Jego
Wspaniałość, Wielki Pan, Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc, Syn Mahidola, Potomek
Boga Wisznu, Wielki Król Syjamu, Jego Królewskość, Wspaniała Ochrona” – Phrabat Somdej Phra Paramindra
Maha Bhumibol Adulyadej Mahitaladhibet Ramadhibodi Chakrinarubodindara
Sayamindaradhiraj Boromanatbophit
. ( źródło Wikipedia )

Bhumibol
jest na każdym banknocie i monecie, niezależnie od nominału,

tak
samo każdy państwowy budynek , szkoła , policja itd. , przyozdobione są zdjęciem i małym ołtarzykiem zmarłego prawie
rok temu króla , oficjalnie ogłoszona roczna żałoba zakończy się pochówkiem Bhumibola jesienią tego roku.

. że
są globalne marki czy produkty , takie jak Coca-cola czy McDonalds i wszędzie je można kupić to już nikogo
nie dziwi , ale globalne zjawiska ??? Tajlandia ma swojego wróża Macieja ??? !!!

i
tez na pewno przewiduje ze dzisiaj w
nocy będzie ciemno 😊,
byle nie gadał głupot tak jak pewna wróżbitka którą oglądał w Polsce znajomy. wróżbitka
przewidziała dzwoniącej kobitce ze będzie chodzić , na co ona : …. ale ja nie
mam nóg ! , hm , a może chodziło o to ze dostanie protezy
?

Na środek
transportu do Patong , (chyba
najbardziej znanego z nocnych atrakcji miasteczka na wyspie) wybrałem mototaxi
, może to nie było najmądrzejsze, szczególnie ze względu na walizkę którą mój ‘’driver’’ wcisnął między siebie a
kierownicę, co skutecznie utrudniało mu
skręcanie. Oczywiście dla mnie kasku już nie było, ale za to co za jazda ! i jakie przeżycie 😊

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/73



Tak

Tajlandia Posted on czw, Sierpień 03, 2017 06:01:02

po prostu wyszło nie było żadnych przygotowań , czy przemyślanych decyzji ,
bilet kupiony w dniu wylotu no i padło na Tajlandię , ze szczątkową wiedzą i bez rezerwacji hoteli to lekkie wariactwo ,
ale czasami tak trzeba, , bo by człowiek eksplodował 😊

Moja
znajomość Tajlandii ogranicza się raczej do przekazów i informacji które są
pospolite i raczej subiektywne, a obraz natury, to widoczki z Jamesa Bonda – ‘’Człowieka
ze złotym pistoletem’’.

Phuket-
bo akurat niska cena i czas przelotu
najkrótszy, raptem kilkanaście godzin z jedną przesiadką w Moskwie, zakładamy i spodziewamy się jednego a życie nam to
rewiduje i prostuje, i zamiast przesiadki na Szeremietewie ( Aeoroflot gdzieś zgubił
samolot) zaliczyłem ‘’sitibrejka’’ w
Hong-Kongu , co było milą niespodzianką 😊.

W
Tajlandii przywitała ściana wilgotnego gorąca co tylko utrudniło orientację i pogłębiło
desperację w poszukiwaniu środku transportu, wszyscy chętnie zawiozą tym czym
tam dysponują : taxi ,

motorowerem, tuk-tukiem , taczką ,

ale dowiedzieć się gdzie
stoi regularny autobus to już nie są tacy chętni do rozmowy, jak
przyjedzie się do nowego miejsca a nic nie jest zorganizowane i nie ma się
nikogo lokalnego za przewodnika , to proste rzeczy stają się bardzo zawile i
skomplikowane , taki zwykły transport z lotniska do hotelu to wielka przygoda (
lub gehenna ) i podróż w jednym.

Po
zlokalizowaniu regularnego mikrobusa, który odchodził tylko z krajowego
lotniska, nastąpił szybki załadunek bagażu przez człowieczka wielkości mojej
walizki, niestety dla mnie nie było miejsca wśród innych pasażerów i zostałem wciśnięty pomiędzy bagażowego (który
pełnił również funkcję kierowcy), a bileterkę
i tak pomknęliśmy w kierunku Phuket Town ,

możemy zaczynać 🙂

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/72



Dla

takie tam Posted on pon, Lipiec 24, 2017 09:05:20

zainteresowanych, to Okonek leży w województwie wielkopolskim, gdzieś pomiędzy Wałczem,
Człuchowem a Szczecinkiem, a po niemiecku Okonek nazywają – Raztebuhr in Pommern. Kraków to bratnie miasto Okonka, hm chociaż może
nie tak do końca ale, Pod Baranami
też w Okonku mają, z tą różnicą że bez piwnicy.

Jak pisałem wcześniej organizatorem zawodów był
MLKS Włókniarz Okonek , tzn. Międzyzakładowy Ludowy Klub Sportowy. Cały bieg to 4 okrążenia
wokół Okonka po 5 km , miejscowi mieszkańcy byli raczej nastawieni przychylnie
, mimo że impreza sparaliżowała cale
miasteczko. Nie obyło się oczywiście bez małych incydentów , jak mijaliśmy jedno
z domostw, na schodkach siedziała grupka zapalonych ‘’ kibiców ‘’ dopingująca
siebie ‘’pifkiem’’ a nas okrzykami : …. eeee, k…a ! biegacze ! ,
nastąpiła szybka riposta od współbiegacza :…. eeeee k….a ! dostaliście 500+ , a teraz mordy drzecie ! ,
no i takie to były urozmaicenia.

Całą trasę przebiegłem w trochę ponad dwie godziny i zająłem chwalebne
8e miejsce w kategorii M 50-54. ,

no i cóż ze ostatnie ? to nie moja wina że tylko ośmiu nas było w mojej kategorii.
Dlatego zabolał mnie komentarz do mojego ostatniego postu od ‘’ znajomej’’ , to jakieś kalumnie i pomówienia że miedzy
innymi przyczyną mojego słabego wyniku miało
być to – że pozbawiłem dziecka batonika ?!! , o różne rzeczy mnie oskarżano , o to ze
jestem alkoholikiem , narkomanem , gejem ??? , ale żeby dziecku zjeść Prince
Polo ???!!! Ja ???!!! – powiem tylko
jedno : ze Ci którzy wbijają takie
szpilki , to nie ludzie to wilki
😊

Oczywiście że zjadłem, ale to
tylko z poczucia troski , słodycze wpływają niekorzystnie na cerę, a szczególnie u młodzieży i mogą pryszcze wyskakiwać.

Chyba mimo wszystko nastał czas żeby zmienić klimat , jak mnie tu tak atakują
😊

Wy….m !

A tu specjalnie ‘’orzełek’’ dla koleżanki która obchodzi rocznicę 3ej dekady
poza Polską

No i pamietajcie wierze w Was , dacie rade , trzymam kciuki smiley



Okonek !!!

takie tam Posted on pt, Lipiec 21, 2017 14:07:53

Gdzie
kurka wódka leży Okonek ???!!! , tak
wiele osób reagowało jak mówiłem ze wybieram się do Okonka , może to nie najważniejsze
gdzie leży , ale że zdobyty 😊

W swojej
grupie wiekowej zająłem ostatnie miejsce , na 138 startujących z całej Polski dobiegłem
na 128 miejscu , ciekawostka jest to że 1e miejsce zajął młodzianin z mojej grupy
wiekowej wyprzedzając mnie o jakieś 50 min , hm czyli muszę jeszcze trochę potrenować.
Start i meta mieściły się między , remizą strażacką a MLKS Włókniarz Okonek. Korzystając z
uprzejmości osoby towarzyszącej mam możliwość udostępnienia zdjęć z fascynujących
przygotowań


A byłbym zapomniał , w podróży do Okonka mijałem wiele ptasich siedlisk
, a tu fotka specjalnie dla wielbicielki ptaszków , bo tak ostatnio mnie prosiła o to żebym
znowu coś o nich wrzucił 😊

to zdjęcie takiego naszego polskiego , Narodowego !!! orzełka

ok , muszę na razie przerwać opis tej wspanialej przygody , gdyż ADM do mnie dzwoni



Miałem

takie tam Posted on nie, Lipiec 02, 2017 20:24:56

mieszane uczucia idąc na koncert Guns & Roses , bo jednak minęło 30 lat od
ich ‘’narodzin’’ , zawsze ich chciałem zobaczyć na żywo, ale albo ja nie mogłem
albo oni mieli jakieś problemy , i tak przeleciały trzy dekady a panowie po 20
latach przerwy występują znowu w prawie kompletnym składzie bo Izzy w dalszym
ciągu bawi się w chowanego.

Arena
powoli się wypełniała w trakcie występów ‘’rozgrzewaczy’’ , a ja nie czułem żadnych kompleksów wiekowych
bo mimo że było wielu młodych ludzi , to
znakomitą większość stanowiła młodzież w
moim wieku, czyli pań i panów już po pierwszym rozwodzie

i w trakcie albo przed
drugim, ale przybyli tłumnie w nadziei ze Axl zabierze ich do Paradise City , haha.

Wokalista
mnie najbardziej zaskoczył bo wyglądem przypominał
skrzyżowanie Baba-Jagi z Jokerem z
Batmana.

Początek był dosyć słaby ale z
każdym utworem spektakl nabierał tempa, tak jakby panowie a szczególnie Axl
łyknął viagrę , śpiewał coraz lepiej i biegał w tych swoich sztybletach coraz
szybciej a widoczny brzuszek wcale mu w tym nie przeszkadzał , myślałem ze się
w końcu wywali i pogubi licówki,

ale dojrzewał z każdym kolejnym numerem, i tak
przez 3 godziny, a Slash po prostu rewelacyjny.

Warto
było przemóc strach przed tym tłumem bo dla mnie to o wiele trudniejsze niż bungy
czy skok na spadochronie, ale najbardziej się cieszę z tego że Slash i Axl mogli mnie zobaczyć bo więcej
okazji może już nie będą mieli 😊 ,
teoretycznie to ich powinno nie być, a nie Georgea Michaela , Whitney Huston ,
Princea , Michaela Jacksona , Wodeckiego i wielu innych.

Tak
często odkładamy pewne rzeczy wynajdując powody dla których czegoś mamy nie
zrobić , aż w końcu jest za późno i wszystko bezpowrotnie i nieodwracalnie wymyka
nam się z rąk.
Tu parę fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/70

I kompilacja
z koncertu

https://youtu.be/5IY_mc-EgHM



Twarz

takie tam Posted on czw, Czerwiec 15, 2017 11:43:02

ludzka to wyjątkowe narzędzie komunikacyjne , dzięki
ruchowi kilkudziesięciu mięśni twarzy, wyrażamy myśli, emocje, przeżycia, nastroje, a także postawy wobec innych ludzi
oraz bieżące komentarze do toczącej się komunikacji.

Twarz to najdelikatniejsza i najbardziej podatna na
zmiany część naszego ciała. Często mówi się, że twarz nigdy nie kłamie. A to
dlatego, że zdradza nasze myśli i uczucia, czy chcemy tego, czy nie. Zwykle
wiernie oddaje takie stany jak smutek czy zadowolenie,

znudzenie lub
zaciekawienie, choroba bądź zdrowie.

Podstawowe grupy
emocji które jesteśmy w stanie wyrazić to

·
strach, cierpienie,

·
szczęście, miłość, radość,

·
zdziwienie,

·
gniew, wściekłość, zdecydowanie,

·
niesmak, wstręt, pogarda,
lekceważenie,

·
smutek,

Twarz sama w sobie już
jest takim bilbordem naszej inteligencji i głupoty, charyzmy i kompleksów,
uczciwości i jej braku – wszystko to można wyczytać, przyglądając się twarzy
drugiego człowieka.

Na
podstawie badań związków
pomiędzy budową ciała, a charakterem można stworzyć konkretne portrety osób,
jak np. przywódcy, samobójcy, czy
też przestępcy. Zgodnie z teoriami typowy okrutnik, to człowiek, który
ma wysokie i płaskie czoło, głęboko
osadzone oczy, wąskie usta i niewielki
podbródek.

Jednym
z najczęściej badanych fragmentów twarzy jest czoło, które najlepiej świadczy o inteligencji człowieka i jego
zdolnościach. Politycy doskonale z
tego sobie zdają sprawę, dlatego by dodać sobie „optycznie”
inteligencji, zaczesują włosy do góry.

Hm,
ale idąc tym tropem można by dojść do wniosku że ludzie z niekończącym się czołem
to super inteligenci ??? 😊

Twarz
i jej mimika jest takim niewerbalnym komunikatorem , są oczywiście inne formy
komunikacji np. bezpośrednia :

Ostatnio
w znanym polskim kurorcie spotkałem koleżankę :

-słuchaj
! co ty wypisujesz ? ciągle te ptaki i ptaki !, co zaglądam na bloga to piszesz
o ptaszkach , to jest k.. nudne , napisz w końcu coś nowego

Z
komunikacji za pomocą mediów skorzystał np. . kolega ‘’Rys’’ :

“Czekam i
czekam a tu ciagle tylko „111”. A myslalem ze po „Ptakach”
ukaza sie „Sssaki-112”, a potem „Plazy-113” no i na koncu
„Gady-114”. Jakbys pisal o gadach to prosze o kontakt bo mam pare
propozycji ktore pasowalyby do tytulu.PozdroRYS”

Rozumiem
kolega starszy to jeszcze pamięta te czasy – podrzućcie mi temat a człowieka to
ja sam wam znajdę smiley

Smsów
tez było parę – co Ty k… ciągle o tych ptakach ??!!!

Nie
rozumiem jakaś nienawiść w narodzie jest …. do ptaszków 😊

I
tak sobie myślę że dobrze są takie reakcje , bo jak ktoś powiedział , nieważne co
będą mówili , ważne żeby mówili 😊

Najważniejsze
ze jest komunikacja , jest komunikacja – jest nadzieja , bo jak jej nie ma to
klamka zapadła , pociąg odjechał , cisza.

A
tu parę przykładów komunikacji niewerbalnej.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/69

A byłbym
zapomniał, medalik z Nocnego Biegu Świętojańskiego.


a tu krótka relacja

https://youtu.be/t4xC3HN1rOM

I pamietajcie, wierze w Was , dacie rade , trzymam kciuki smiley



”Ptaki”

takie tam Posted on sob, Maj 27, 2017 20:18:52

Hitchcocka to przy tym to pestka , to jest prawdziwy atak , a przy okazji wydal się sekret ‘’ Utylizatora’’ 😊

… szybki ,szybszy , najszybszy

…. a ta znowu na ” fejsie ”


… i po co ja przyjechałam z tym nudziarzem ?


… are you talking to me ?

a tu jeszcze parę fotek z życia stonki i trójmastowych

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/67



Wystarczyło

takie tam Posted on pon, Maj 22, 2017 22:34:41

parę dni ciepła, aby szarość
i ołowiany odcień codzienności który już od dłuższego czasu przygniatał swoją obecnością , po
prostu ‘‘ wyparowały ’’ ,a zastąpiły je
eksplozja kolorów i aktywność w świecie ludzi i przyrodzie.

Przestrzeń miejska zapełniła się ludzikami
którzy chcą odrobić czas spędzony na ‘’kiszeniu’’ w domostwach.

Kręcioły ….

Wspinacze ….

Pływacy …

Tancerze …

Każdy te ciepłe i słoneczne chwile zaplanował
na swój sposób , jedni w swoim towarzystwie rozmyślając o podrasowaniu balkonika i sensie życia

wietrząc …. się w pojedynkę

Lub w towarzystwie

No i oby ten zastrzyk słonecznych
witamin i endorfin trwał jak najdłużej czego i Wam i sobie życzę 😊

a poniżej relacja

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/66



Marzec ,

takie tam Posted on wt, Maj 09, 2017 20:17:21

no jeszcze kwiecień , ale żeby w maju !?
takie widoki ?, 10-go maja ?, i to ma być ta dobra zmiana ?, ja się pytam ?smiley

Pogoda nie rozpieszcza, pamiętam jak już w maju rozpoczynałem sezon kąpieli
w morzu , a teraz nawet jak słońce wyjdzie na chwilę, to jest zimno, no i jak
to jest z tym globalnym ociepleniem ???

Podobno nie ma zlej
pogody, tylko są ‘’złe ubrania’’ , ale jak mógłbym wybrać, to wole
dobrą pogodę i ‘’ złe ubrania’’.

Człowiek to taka
istota które nigdy nie jest zadowolona , a to za ciepło, a to za zimno , a to
za mokro albo za sucho , wieje albo duszno bo nie wieje 😊 ., ale nie tylko ludzie mają dość tych zawirowań pogodowych

Udało mi się wstrzelić
w lukę pomiędzy niepogodami i trochę poobserwować w Parku Oliwskim jak natura z opóźnieniem budzi
się do życia


a tu ciąg dalszy obserwacji 🙂

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/65



Małe

takie tam Posted on czw, Maj 04, 2017 17:13:11

a cieszy , właśnie
się dowiedziałem ze poniższe zdjęcie które zrobiłem w Barcelonie zostało wybrane
przez redakcje serwisu Podroze.pl

http://podroze.se.pl/wasze-wyprawy/konkursy/zdjecie_tygodnia/#-2

na zdjęcie tygodnia

i nie wiem czy tylko dlatego że nikt więcej nie nadesłał
😊

, ale’’ wiśnia
jest wiśnia’’, a wyróżnienie jest wyróżnienie 😊

Chciałbym również zdementować, że : medal w
Budapeszcie

tylko pożyczyłem do zdjęcia ( jak niektóre jednostki
twierdzą) ,
własnonożnie go wybiegałem !!!

a tu dowód , o proszę

https://www.youtube.com/watch?v=4ZvEmkqJzUo



Pamięć

takie tam Posted on nie, Kwiecień 30, 2017 14:16:58

mamy krótszą lub dłuższą, lepszą lub gorszą , jesteśmy pamiętliwi albo zapamiętani
.

Często słyszy się zwrot – nie ma cię na Fb to nie ‘’istniejesz’’ , to znaczy że jak nie było Fb
to nie istnieliśmy ???

Mam wrażenie że nasze istnienie jest ściśle połączone z pamięcią
, po pierwsze z naszą pamięcią , to co zostało zapisane w umyśle w ciągu życia
, to czego się nauczyliśmy, nasze przeżycia , doświadczenia , to wszystko z nas
uchodzi z ulatnianiem się pamięci , wszystko wymazane ,zostaje tylko pusta
skorupka i fragment naszego istnienia znika na zawsze.

Nasze istnienie definiuje również pamięć innych o nas, i
to długo po tym jak ‘’skorupka’’ zmieni się
w popiół.

Wczoraj zmarła piąta ofiara zamachu w Sztokholmie :

Marie Kide , 66 lat , nauczycielka , polityk partii
zielonych.

Wcześniej w zamachu zginęli

Ebba Åkerlund , 11 lat , wracała ze szkoły, w centrum przesiadała
się z autobusu do metra.

Lena Wahlberg , 69 lat , przewodnicząca lokalnego oddziału
Amnesty w Ljungskile, zajmowała się miedzy innymi sprawą amnestią dla uchodźców.

Chris Bevington , 41-letni Brytyjczyk od pięciu lat pracujący
w Szwecji dla Spotify.

Mailys Dereymaeker , 31-letnia turystka z Belgii, mieszkała sama z synem i pracowała jako
psycholog z azylantami.

Prawie dokładnie 24 godziny przed tym jak ciężarówka wjechała
w witrynę Åhlensa na Drottninggatn, byłem w tym miejscu.

Po tym całym zdarzeniu odezwało się do mnie parę osób i pytało
czy wszystko ok ?

Tak
sobie o tym myślałem, ludzie składają sobie życzenia na urodziny, imieniny, i
dla wielu jest to fundamentalny proceder , tak samo obrażają się śmiertelnie jak
ktoś zapomni im złożyć życzenia, oczywiście jest to miłe że ktoś
o nas pamięta, taka reminiscencja o naszym istnieniu( bo ktoś w telefonie ustawił
sobie przypomnienie 😊)) .

To oczywiście
duże uproszczenie, ale pamięć w takiej sytuacji jest o wiele bardziej wartościowa
i szczera niż jak ktoś pamięta co roku o naszych urodzinach czy imieninach, na pewno o wiele więcej warta niż 1000 lajków lub znajomych na Fb.



Lądowanie

Barcelona Posted on nie, Kwiecień 23, 2017 21:10:57

w Polsce może nie było twarde ale za to zimne , El Prat pożegnał
temperaturą ponad dwudziestostopniową ,
a Gdańsk przywitał temperaturą poniżej zera.

Wrażenia czy odczucia jakie nas łączą z rożnymi miejscami , czasami się pokrywają z
odczuciami innych osób, czasami zachwycamy się czym innym , tak samo jak niektórzy
zostaną okradzeni w jakimś mieście to automatycznie stają się uprzedzeni, Barcelona
jest takim miejscem które większość ludzi oczarowuje i przyciąga , z tymi z którymi rozmawiałem odwiedziło Barcelonę
więcej niż jeden raz i chętnie tam wraca.

Miasto ma jakiś specyficzny klimat , architektura, położenie
, uliczki po których można chodzić godzinami , na zwiedzenie wszystkiego nie
wystarczy nawet tydzień.

To co na mnie zrobiło wrażenie , to przede wszystkim
atmosfera Barcelony i ludzie , nawet nie
znając hiszpańskiego poczułem się jak w domu.
Te wszystkie restauracyjki, tapasy , kawiarnie w których zawsze są
ludzie , ludzie otwarci, przyjaźni i bez
uprzedzeń, ludzie z którymi łatwo nawiązać kontakt.

Jest to oczywiście moja subiektywna opinia turysty który spędził
w Barcelonie tylko tydzień czasu. Poznałem wiele osób które wyjechały z Polski do
Barcelony, i tak jak ludzie wyjeżdżający do innych państw najczęściej tęsknią
za Polską i mówią o powrocie , to jeżeli chodzi o stolicę Katalonii czy Hiszpanię
to ludzie się tu dobrze aklimatyzują i nawet jak odwiedzają Polskę to chętnie wracają
do swojego drugiego domu.

Ja na pewno chciałbym jeszcze odwiedzić Barcelonę.

a tu parę fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/63



Następny »