Blog Image

Podróże małe i duże

O Blogu

Cale nasze życie to jedna wielka podróż z punktu A do punktu B i dla wszystkich te punkty są identyczne, rożni nas tylko droga z A do B, czasem nasze podróże się łączą i podróżujemy z kimś razem, a czasem tylko przecinają.

Podróż, to też: książka, cisza , obraz, trzymanie ukochanej osoby za rękę, to spotkania i rozstania,to płacz, śmiech, radość i smutek.

Piszę o swoich ´´podróżach``,piszę jak umiem, a moje przemyślenia i wynurzenia są subiektywne. W młodości chciałem zostać pisarzem, ale byliśmy ubodzy i nie stać nas było na maszynę do pisania :) i czytając o moich podróżach pamiętajcie .... nieszczęściem ludzkości jest szczelność czaszki ludzkiej.

Nie wiem jak długo i jak często będę pisał. Wiem jedno , ja zraniłem wiele osób i mnie zraniono, popełniłem wiele błędów, niestety czasu nie cofnę , ale wiem że czeka mnie nowa podróż i w dużym stopniu zależy ode mnie jaka ona będzie.

Nie mam konkretnego celu pisząc bloga, to po prostu kolejna podróż, ale jeżeli chociaż jedna osoba poczułaby się lepiej, i zmotywowałoby ją to do pozytywnych zmian i działania,to znaczy że było warto.

Dziękuję za wszystkie komentarze:)

kontakt:

otto@podrozemaleiduze.eu

Pozdrawiam wszystkich znanych mi i nieznanych czytelników.
Have a nice life :)

I oczywiście wszystkie osoby i postacie o których pisze są fikcyjne a jakakolwiek zbieżność z kimkolwiek jest przypadkowa.

Galeria zdjęć

Galleries pictures

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collections

Filmy short clips on Youtube

https://www.youtube.com/playlist?list=PLtI6MRVYbuM-h2VRctZ0pYsq4X6J09mDC


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęćbez zgody autora zabronione.

Distribution and copy of films and photographs without permission prohibited.
All rights reserved.


Szperając

Uncategorised Posted on niedz., 07 lutego, 2021 16:00

w biblioteczce filmowej odkryłem mam krótką relację z drogi powrotnej z Mahajangi do Antananrywy. Po cyklonie główna i jedyna droga łącząca te miasta była nieprzejezdna, dopiero po paru dniach otworzono ruch dla osobówek.

Okazało się ze w połowie drogi ulewne deszcze spłukały mostek, ciężarówki utworzyły wielokilometrowe kolejki, jak przejeżdżaliśmy to ekipa akurat stawiali zastępczy mostek.

A tak to wyglądało.



Nic nowego…

Uncategorised Posted on sob., 09 stycznia, 2021 21:54

rok temu zaczęła się ta pandemia, rok temu bylem w drodze na Madagaskar .

Minął rok, a tu d.. a, przeżyłem Covida , ale mi odwołali wyjazdy, samoloty itd. dobrze że chociaż Voucher dostałem, może gdzieś sobie polecę ???, …

No ale od czego jest taaaa, jak jej tam reminiscencja ?:)))

Znalazłem filmik z jazdy ze stolicy Madagaskaru na lotnisko 🙂

to coś bardzo wyjątkowego, nasz kierowca który obwoził nas po Madagaskarze zamówił nam taxi,

takim czymś w życiu nie jechałem, samochód , hmmm jeżeli to można nazwać samochodem żył swoim życiem, może tego nie widać na filmie, ale to była koszmarna jazda, ale jak to w życiu, nigdy nie będzie jak sobie zaplanowałeś/a.

W każdym razie zapraszam na przejażdżkę :)))



Owsiak

Uncategorised Posted on sob., 26 grudnia, 2020 21:21

W tym roku zbieranie na WOŚP z wiadomych względów będzie utrudnione, postanowiłem przeznaczyć medal na aukcję, otrzymałem go za udział w maratonie Lizbońskim, miało to miejsce 14 października 2018 roku, przebiegnięcie ponad 42 km zajęło mi 5 godzin i 45 minut. Tych którzy wrzucają złocisze co rok wolontariuszom zapraszam do licytacji.

Link do strony na której odbywa się aukcja poniżej.

https://allegro.pl/oferta/medal-maraton-2018-lizbona-10056608683?fbclid=IwAR1P7SgnKH1HF6fLw4m31tGuLSgDxsIdmzXcJMWKuvxTMdLTdcGLkWM92J0



To lato,

Uncategorised Posted on czw, 20 sierpnia, 2020 14:47

a właściwie ten rok jest niepodobny do żadnych innych, wszystkie plany trzeba rewidować na bieżąco i dostosowywać się do sytuacji z ! , ewentualnie bez maseczki. Szwecja na razie walczy z zarazą bez maseczki, jak widziałem dzielnych Polaków w maseczkach walczących z wirusami,to naprawdę zacząłem się zastanawiać jaki jest sens ich noszenia, bo przed czym ? , i kogo ? chroni maseczka noszona na brodzie lub szyi ?, wiele razy bylem świadkiem jak ludzie wciskali swoje czerepy w szpary pomiędzy ladę a płytę z plexi, czy to w sklepie czy w barze , ta przestrzeń jest tylko po to żeby wydać towar, posiłek, napój, widać było strach i przerażenie na twarzach biednych ekspedientów kiedy ludziska wciskali swoje rubaszne i przaśne łby w szczeliny, i z maskami na szyi zionęli jak bazyle aerozolem z otworu gębowego w kierunku straumatyzowanego człowieczka chroniącego się za płytą z plexiglasu.

W każdym razie zaraza jest i tak szybko nie zniknie, i cieszę się że zdążyłem pojechać na Madagaskar i Reunion,

bo wszystkie wyprawy zaplanowane na drugą połowę roku na razie w ”zamrażarce”.

W oczekiwaniu na lepsze czasy znalazłem jeszcze nie publikowany materiał z ostatniej wyprawy.

Reunion to wyspa pochodzenia wulkanicznego tworzona od kilkudziesięciu milionów lat przez dwa wulkany Piton des Neiges ( już nie aktywny ) i Piton de la Fournaise ktory w dalszym ciągu zmienia architekturę wyspy . W środku wyspy utworzyły się trzy kotliny ( Cirque de Cilaos, Cirque de Salazie i Cirque de Mafate )

chronione łańcuchami górskim osiągającymi wysokość 3000 m.

Dwa lata temu aby zdobyć szczyt Piton des Neiges 3071 m. wjechałem do kotliny de Cilaos. W tym roku odwiedziłem kotlinę de Salazie.

Lokalsi

W kotlinach mieszka wielu ludzi którzy ich praktycznie nie opuszczają, to potomkowie niewolników i potomkowie ich oprawców, kotliny były naturalnym miejscem schronienia dla zbiegłych niewolników których Francuzi zwozili na wyspę do pracy na plantacjach cukrowych, są tez chińscy potomkowie robotników sprowadzonych na wyspę i tradycyjnie jak p. Tzong prowadzą sklepy.

Wodospad kilku sióstr.

Kwiatek z Salazie.

Otto w Salazie.

Chyba będę musiał znowu odwiedzić Reunion bo została mi jeszcze jedna, najbardziej tajemnicza kotlina – De Mafate, do niej nie można dojechać czy wjechać bo po prostu nie ma dróg, można jedynie do niej dotrzeć pieszo, transport towarów odbywa się drogą powietrzną.

Za nim przedstawię relację z kotliny de Mafate, możecie odwiedzić de Salazie , link do zdjęć poniżej

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/5c4e41e4-510a-4773-ac2f-15c34cd34b07

A ponizej krotka relacja z drogi do kotliny de Salazie.



Saint Gilles les Bains

Uncategorised Posted on sob., 11 lipca, 2020 15:07

to moje ulubione miejsce na Reunion, nie jest za duże ani za małe, ma kameralną plażę,

można się spokojnie kąpać, siatka chroni przed nieproszonymi głodnymi gośćmi, a jak za mała to można pojechać na Ermitage, to największa plaza na Reunion chroniona rafą koralową, położona jest zaledwie parę kilometrów od Saint-Gilles.

W SG jest mały port z którego wypływają stateczki z turystami spragnionymi emocji jakie dostarcza ”polowanie” na wieloryby i delfiny.

Jest wiele firm oferujących wypady dla nurków lub łowienie ryb, a jak ktoś woli spędzanie czasu na luzie, to może ”zarzucić” kotwicę w jednej z wielu tawern.

SG mam po prostu klimat i atmosferę, każdy chybaby znalazł coś dla siebie.

Mieścina spodobała mi się już podczas poprzedniego pobytu na Reunion,

tak samo jak dwa lata temu zatrzymałem się u p. Pierra w jego kolorowym hoteliku de la Plage.

Jedną z wielu ”atrakcji” Saint Gilles jest madame Tzong

i jej sklepik który w pewnym sensie jest lokalnym wariantem GS-ów Samopomocy Chłopskiej.

Gminne Spółdzielnie pamiętam z obozów i koloni, często była to główna atrakcja wypoczynku za miastem, z takich wakacji przywoziło się do domu nie tylko wszy ale również mnóstwo badziewia zakupionego w GS-ach. Te wiejskie sklepiki miały wszystko, od sznurka do snopowiązałki, przez chemię gospodarczą, żywność, elektrosprzęty, lokalne wynalazki, po badziewne śpioszki dla maluszków. Wpadaliśmy do takich sklepików i zaopatrywaliśmy się w przeterminowane słodycze, herbatniki no i oczywiście oranżadę w proszku.

Obowiązkowe były zakupy tabaki, piłeczek kauczukowych i wszystkich innych rzeczy których nie było w kioskach Ruch-u.

Takie GS-y prowadzone przez Chińczyków wyglądają na całej wyspie identycznie, można w nich kupić wszystko, w każdym jest jakaś madame albo monsieur którzy podobnie jak ich sklepy mają dobrze ponad 100 lat, sklepy prowadzą razem z dziećmi, wnukami i prawnukami.

Te chińskie GS-y są również mniej lub bardziej legalnymi wyszynkami, sklepik Madame Tzong nie jest tutaj wyjątkiem, to miejsce socjalizacji i integracji, lokalsi już od samego rana wpadają na piwo które spokojnie można spożyć na miejscu ”zagryzając” papieroskiem, można tez wypić 40-kę rumu jak to czyni wielu tatusiów podczas gdy ich pociechy szczebioczą w wózeczkach.

Z p. Tzong wiąże się również pewne zdarzenie które miało miejsce. Jednego dnia umówiłem się na nurkowanie w lokalnym klubie, mieliśmy wyruszyć o 9-ej, wstałem wcześniej i pomyślałem ze pojadę na plażę porobić fotki, w trakcie sesji doznałem bolesnego ”skrętu” w jelitach, poczułem się znowu jak na Madagaskarze, tam takie skręty były codziennością, należało mieć papier przy sobie, bo nie wiadomo kiedy nastąpi atak.

Od powrotu na Reunion minęło już parę dni i powoli się wszystko normowało, dlatego tym bardziej bylem zaskoczony atakiem który tak samo szybko znikł jak się pojawił, a tam, to tylko gazy pomyślałem, dopiero jak usiadłem za kierownica okazało się jak bardzo się myliłem. Jeżeli ktoś z was jeździł na rowerze z gaciami z gąbką to wie o czym mówię, normalnie jak bym miał pieluchę, do tego ten aromat.

No i panika za chwile nurkowanie a ja obs…y, pojechałem do lokalnego sracza, no i du…a, brak papieru i wody, uratowała mnie pani Tzong kupiłem papier i gacie.

Nurkowałem w wielu miejscach, Morze Śródziemne, Karaiby, Morze Czerwone, Morze Andamańskie, i każde nurkowanie to nowa przygoda, nurkowanie w Oceanie Indyjskim to kolejna, bezdyskusyjnie Egipt i morze Czerwone to najlepsze miejsce w jakich nurkowałem, ale zobaczyć kilkanaście płaszczek ” śpiących na dnie” to przebija wszystko 🙂

zreszą zobaczcie sami

A ponizej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/809b5a3f-f044-4b2c-b423-1463c7e26e9e



La Paix

Uncategorised Posted on śr., 17 czerwca, 2020 18:58

to jedno z tych miejsc których nie udało mi się odkryć podczas poprzedniego pobytu na Reunion. La Paix – to również jeden z wielu wodospadów na wyspie. Droga do samego wodospadu prowadzi nad ” basenem” który zasila wodospad,

potem stroma ścieżka w dół i jesteśmy nad ”basenem” do którego wpada La Paix, obok głównego wodospadu jest jeszcze jeden o wiele mniejszy, można pod niego wejść 🙂

Po przeprawie prze dżunglę orzeźwiająca kąpiel , zresztą zobaczcie sami filmik poniżej

Woda wpada do zbiornika z kilkunastu metrów , bardzo trudno dopłynąć pod sam wodospad bo prąd jest dosyć silny.

Poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/e6424407-2c9a-4020-bec4-a892a55e6d25



Zabezpieczony: Tylko dla wtajemniczonych 3

Uncategorised Posted on sob., 13 czerwca, 2020 15:31

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:



Zabezpieczony: Tylko dla wtajemniczonych 2

Uncategorised Posted on sob., 06 czerwca, 2020 15:57

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:



Jak

Uncategorised Posted on śr., 03 czerwca, 2020 15:04

ten czas za….a, ani się człowiek obejrzał a minęła 1/3 roku od mojego powrotu z Afryki, zapomniałem ze w drodze powrotnej z Madagaskaru zatrzymałem się na mojej ukochanej wyspie -Reunion, odwiedziłem wiele nowych miejsc których nie zdążyłem zobaczyć podczas poprzedniego pobytu.

Podczas erupcji wulkanu Piton de la Fournaise, w 2004 roku lawa dotarła do oceanu przy okazji zalewając odcinek drogi biegnącej wokół wyspy, a tak wygląda zastygła ”rzeka” kilkanaście lat później.

Na miejscu starej położono nową drogę.

Moim marzeniem było zobaczyć ”żywy” wulkan, poprzednim razem jak bylem na Reunion spędziłem tam parę tygodni, a wulkan nic , ani pierdnął , martwy.

Tym razem miałem o wiele więcej szczęścia, pewnego dnia zadzwonił kolega i powiedział ze po mnie zaraz przyjedzie bo wulkan się ”obudził” , nie był to jakiś spektakularny wybuch, do tego policja trzymała ciekawskich na dystans, łatwo jest zatruć się gazami, w każdym razie erupcję widziałem i słyszałem :), a poniżej krotki filmik ze spotkania z ”żywym ” wulkanem.

Mam nadzieję ze to nie była moja ostatnia wizyta na tej przeuroczej wyspie.

Poniżej link do fotek które zrobiłem w 2018 roku wędrując po wulkanie.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/289067




Zabezpieczony: Tylko dla wtajemniczonych 1

Uncategorised Posted on sob., 16 maja, 2020 18:45

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:



Droga.

Uncategorised Posted on sob., 09 maja, 2020 15:37

Na koniec tej, przygody, wędrówki, chciałbym Wam przybliżyć jak się podróżuje po Madagaskarze. Mimo wielu prób nie dało się wynająć samochodu, chcesz wynająć ?, to tylko z kierowcą, nie ma innej opcji, jest to trochę dziwne bo kierowca staje się uczestnikiem całej wyprawy , ale okazuje się, że z czasem jest niezbędny.

Drogi którymi podróżowaliśmy były głównymi drogami, ale i tak mieliśmy wiele niespodzianek. I tak sobie myślę, jak podróżował Maurycy Beniowski ? – ” król ” Madagaskaru , który już tu zagościł w 1776 roku, a jak podróżował Arkady Fiedler?, który na Madaskarze poślubił dwie kobiety?

„Podróż moja na Madagaskar obfitowała w liczne i głębokie wzruszenia osobiste: całym sercem pokochałem daleką wyspę, jej ludność, krajobrazy i zwierzęta do tego stopnia, że troski, nadzieje i pragnienia Howasów czy Betsimisaraków stały się poniekąd także moimi.”

– źródło National Gegraphic

Droga jest kręta 🙂

Jakiekolwiek próby wynajęcia samochodu spełzły na niczym, można wynająć samochód ale z kierowcą, i teraz rozumiem dla czego , jest bardzo niebezpiecznie, niby droga wygląda normalnie, a za chwile tragedia !!!

Może się jakieś drzewko zsunąć :))

Nagle dziury, ale tu mam na myśli takie w których schowa się cały samochód nie są wyjątkiem.

W Mahajagandze tez mieliśmy małą przygodę, urwało nam się koło !!!, jedziemy sobie na szczęście dosyć wolno, i nagle huk a obok samochodu turla się koło, udało nam się odnaleźć wszystkie śruby, bylem pełen podziwu dla Stevea naszego kierowcy, facet miał tak z metr 50 sięgał mi do ramienia, sam zamontował koło, a to nie są male rzeczy w takim Nissanie Patrol.

Mieliśmy parę przypadków, raz wpadliśmy w poślizg na plamie oleju. Innym razem, jeden z tych busików transportujących ludzi i kozy mało się na nas nie przewrócił.

a tu poniżej macie relację z tych przygód

A poniżej zdjęcia które Wam przybliżą Madagaskar 🙂 rozszerzona sesja zdjęciowa poniżej.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/91d56d86-090e-4121-b036-af1a5ec6ca64



Ankarafantsika

Uncategorised Posted on pon., 27 kwietnia, 2020 11:24

National Park – to esencja Madagaskaru , udało mi się tu spędzić dwa dnia, w końcu zaspokoiłem trochę pożądanie egzotyki, przygody.

Pobyt i zwiedzanie Parku pozwoliły sobie wyobrazić jak kiedyś wyglądał Madagaskar. Bogactwo flory i fauny przytłaczało, to co sfotografowałem to tylko mała część.

Zrobiliśmy przejażdżkę po największym jeziorze parku w którym jest mnóstwo krokodyli,

nasz przewodnik Ndrema , mówił ze pracuje od 20 lat w parku i średnio 1 człowiek rocznie traci życie zjedzony przez krokodyla.

Baobab obejmuje 8 gatunkow , 6 z nich to endemity Madagaskaru, te za nami mają 500 lat.

Gąsienica albo stonoga nie wiem co to jest, w każdym razie w momencie zagrożenia zwija się w kulkę.

Niestety nawet w parku który niby jet chroniony były ślady wyniszczającej aktywności ludzi, wieśniacy potrzebują trawy dla swoich krów i wypalając lasy, przeobrażają się one w takie poletka, na których wyrastają nie grzyby a kopce termitów.

Później po ulewnych deszczach dochodzi do erozji ,

a to koncowy efekt, bardzo pięknie to wygląda, ale te kaniony maja po kilkadziesiąt metrów głębokości i wszystko to spłynęło do kanału Mozambickiego.

poniżej zapraszam na krotką relację filmową z parku.

a tu jest link do zdjęć .

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/27eade1e-4886-46b7-8289-d639297b3829



No

Uncategorised Posted on wt., 14 kwietnia, 2020 13:23

i dopadła mnie ta franca , prawie 10 dni w gorączce do 40 stopni , do tego zapalenie płuc i najmniejszy wysiłek to jakby oddychać przez słomkę, do tego żadnej pomocy od szwedzkiej służby zdrowia , kontakt z lekarzem tylko przez telefon , jak mówię że mam gorączkę od tygodnia i jem Aspirynę i Alvedon taki lek bez recepty na zbicie gorączki, to mój lekarz powiedział że bardzo dobrze , bo jak jest gorączka tzn ze organizm się broni , żadnych antybiotyków czy rady żeby się zgłosić na pogotowie , dobrze że siostra miała jakieś medykamenty z Japonii i po 4 tabletkach gorączka wyparowała.

Kolega mówi że teraz mogę zarobić na sprzedawaniu osocza ?, dobra rada wuju, do tego mogę dodać że oprócz możliwości sprzedaży osocza są inne pozytywne ”niuanse” covid -19, mianowicie dostaje się koronę nie będąc królem czy królową, no i spadek wagi bez diety czy treningu 🙂

Wracając na Madagaskar, pierwszy hotel w Mahajanga nie był taki zły ale przygnębiający, wszędzie kraty.

Ciekawe czy ktoś by się domyślił co to jest ???:)

, zwróciłem uwagę obsłudze hotelu że brakuje telewizora, ale tylko po to żeby mnie nie obciążyli kosztami za jego brak, bo we wszystkich pokojach były a u mnie tylko uchwyt do telewizora :).

W trakcie popołudniowej sjesty wpadł gościu i wyjaśnił że będzie montował telewizor , próbowałem mu wytłumaczyć że nie chce , ale on się uparł i koniec , przyniósł nowy uchwyt do telewizora i zaczął borować, trzy razy próbował się wwiercić , w końcu skończyły mu się kolki i przepadł.

Pogoda nie rozpieszczała na początku i żeby nie popaść w depresję,

przeprowadziliśmy się do hotelu gdzie jako tako wszystko funkcjonowało, taka oaza normalności w tym kotle Mahajangi.

Mahajanga to miasto portowe ,ma około 170 tys mieszkańców leży nad ujściem rzeki Betsibooka

(o której wcześniej pisałem  )która u ujścia osiąga szerokość kilkunastu km.

Ma dwie promenady,

które wieczorem ożywają , dużo tu takich mini barów i restauracyjek.

Tak wygląda podstawowy zestaw obowiązkowy , czyli extra mini szaszłyczki , maniok i mini sałatka , no i oczywiście ryz.

W wielu miejscach są ślady dawnych ‘’okupantów’’ w postaci, budynków postkolonialnych, ale wszystko to jest zniszczone i się rozpada.

Najtańszym środkiem transportu zarówno dla ludzi jak i towarów są wszechobecne ryksze, nawet się dogadałem z chłopakami ze mogę czasami wziąć jakąś zmianę jak bym się nie mógł wydostać z miasta.

Cos co jest wszechobecne na Madagaskarze, to węgiel drzewny, to podstawowe źródło energii niezbędnej do przygotowania posiłku, co chwila są punkty sprzedaży, właściwie nie wiem z czego oni go wypalają bo drzewa są rzadkością.

Tak jak każde szanujące się miasto, również Mahajanga ma pomniki, jeden to najszerszy Baobab który już widzieliście wcześniej,

A inny bardzo ciekawy pomnik to AN-2, dwupłatowiec radzieckiej produkcji , na pewno jesteście ciekawi dlaczego akurat ten samolot został wyróżniony ?

Otóż jest to pierwszy samolot wolnego Madagaskaru, wg kierowcy pełni tez funkcję  miejsca schadzek starych europejskich gejów z młodymi lokalnymi chłopaczkami.

Poniżej przykład frywolności lokalnych służb drogowych , miały być pasy no to są , może w trochę złym miejscu ale liczba przejść się zgadza w każdym razie, Unia dala kasę na drogę przy promenadzie i pasy maja być.

No i to by było na tyle tym razem,

 poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/5f9b774f-135d-4776-a692-954199bf3c8c

Kochani, trzymajcie się i nie dajcie się tej podstępnej francy.



Jak

Uncategorised Posted on pt., 20 marca, 2020 21:43

już nadmieniłem wcześniej, organizacją party na plaży zajął się nasz przewodnik z Cirque Rouge. Na zdjęciu po lewej 🙂

Oczekiwania nie były zbyt wysokie , szczególnie że padało już od paru dni, a jak byliśmy ostatni raz na plaży to parasol i kurtka przeciwdeszczowa były jak najbardziej wskazane. W końcu jednak przestało lać, słońce się pokazało i wszystko nabrało kolorów.

Jedzonko było skromne ale w pięknych okolicznościach przyrody Madagaskaru i plaży nad kanałem Mozambickim smakowało przewybornie.

Jeżeli chodzi o pożywienie to dosyć szybko można odczuć jak jesteśmy rozpieszczeni, tutaj wielu ludzi pracuje dosłownie za miskę ryżu, nigdy nikt nie zostawia resztek, pamiętam jak nie dojadłem zupy, kierowca się spytał czy na pewno nie będę kontynuował ?, po czym bez żadnego zażenowania dokończył. Obiady przeważnie jedliśmy razem z ”driverem”, bylem pełen podziwu dla jego możliwości, bo zjadał dwa razy więcej niż ja, tu chyba jest tak że jak jest możliwość jedzenia to się je, dopiero w takich sytuacjach można sobie uświadomić ile jedzenia marnujemy w Europie . Podczas całego pobytu na naszej niedoszłej kolonii nie widziałem grubych Malagaszy, co tam grubych ? , nawet otyłych nie zauważyłem. Doszedłem do wniosku że nie tylko bylem najstarszy na tej wyspie, nie tylko najwyższy, ale również najgrubszy :))).

Wszechobecne pieski wyglądają jakby je wypuszczono z jakiegoś obozu dla zwierząt.

Party okazało się również świetną okazją do socjalizacji z lokalną młodzieżą,

i interakcją społeczną , taka to zdobycz po połowach, to narybek rekina ” Młota”, to niezbyt wielka zdobycz dla całej rodziny.

Wiele kobiet, zarówno na Reunion jak i Madagaskarze chodzi z taką papką (maseczką ) na twarzy , podobno ta tradycja wywodzi się z Komorów , ale nie wiem czy to jest w celach upiększających czy jakichś kulturowych, może ktoś z czytelników ma jakaś propozycję lub sugestię ?

Nie widziałem żeby lokalne kobiety czy dziewczyny się garbiły, bylem pełen podziwu do stylu ich poruszania ,zawsze chodzą wyprostowane i z godnością, chyba wiem dlaczego ?, od małego noszą coś na głowie ale to moja subiektywna opinia 🙂

a poniżej link do relacji fotograficznej z imprezki na plaży 🙂

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/2b82eb1a-b34e-49ce-b914-2b3aaf171b38



Cirque Rouge

Uncategorised Posted on czw, 12 marca, 2020 18:31

to jedna z atrakcji Mahajangi. Cyklon się trochę uspokoił, deszcz osłabł, postanowiliśmy odwiedzić CR, ale jak to bywa na Madagaskarze dojazd był utrudniony, nie ma żadnych znaków, drogowskazów czy czegokolwiek co by zdradziło jak dojechać do CR, i bez kogoś kto nie zna drogi dotarcie do celu jest zadaniem prawie niewykonalnym bo dodatkowo GPS ma tez swoje nastroje na Czerwonej Wyspie. W pewnym momencie pomyślałem ze kierowca się pogubił, bo droga przypominała bardziej trasę Paryż – Dakar.

Przed CR jest plaża która podobno w sezonie cieszy się powodzeniem wśród bardziej zamożnych Malagaszy.

W okolicy jest wiele pensjonatów i hoteli , przypominających bardziej twierdze lub więzienia , otoczone wysokimi murami których grzbiety obsypane są tłuczonym szkłem i zwieńczone zwojami drutu kolczastego.

Dojazdu na teren CR strzegł szlaban w postaci solidnego konaru, dołączyło do nas dwóch ( raczej samozwańczych przewodników) których musieliśmy opłacić, jeden z nich Steven okazał się bardzo symptomatyczny i nawet później zorganizował nam grilla na plaży, ale o tym w następnych odcinkach :). Było w każdym razie wesoło.

Cirque Rouge to bardzo egzotyczne i niespotykane miejsce, wszystko by było pięknie gdyby nie fakt ze powstało pośrednio w skutek dewastacyjnej działalności człowieka, wycinka i wypalanie puszczy i lasów doprowadziło do erozji, wraz ze zniknięciem puszczy zniknęły tez zwierzęta, coś co jest bardzo ładne dla oka w gruncie rzeczy jest smutnym pomnikiem działalności ludzi. Nasz przewodnik Steven jak opowiadał o tym miejscu sam był zły na swoich rodziców i pradziadów, bo pamiętał czasy jak jeszcze był las pełen zwierząt i to całkiem niedawno.

Poniżej link do fotek z CR

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/e425d6a7-d0ff-423f-8c46-e63330fd4fe1



Wyjazd

Uncategorised Posted on sob., 29 lutego, 2020 19:19

z Parku okazał się dobrą decyzją, najbliższe parę dni lało praktycznie bez przerwy, mieliśmy szczęście że  nam się udało wydostać, dosłownie przestało padać na parę godzin i przeprawiliśmy się w ostatnim momencie. Po tym jak ruszyliśmy śladem autobusów, czekała nas jeszcze jedna niespodzianka, niestety nie udało mi się tego nagrać. Lewa strona była zblokowana przez ciężarówki, a w poprzek naszej leżała gałąź sporych rozmiarów a przy jej obu końcach stały sobie uśmiechnięte nygusy.

Kierowca się zatrzymał jakieś 50 m od przeszkody, nagle zostaliśmy otoczeni prze zgraję kilkudziesięciu nygusów, pojawili się nie wiadomo skąd, wszyscy cos krzyczeli do kierowcy, w końcu Steve wyciągnął banknot i wręczył nygusowi trzymającemu kasę – 10 000 Ariarów ( równowartość 10 złotych) a nygusy od gałęzi z uśmiechem usunęły przeszkodę i mogliśmy kontynuować.

Widać ze chłopaki nie były na szkoleniu u największego polskiego nygusa Dr. K. , on na drodze z Konina do Poznania ustawił trzy punkty poboru opłat.???

No i… zaczęło padać , z każdym kilometrem coraz więcej, centralne ulice Mahajangi zamieniły się w rwące rzeki,

byłem pełen podziwu dla tuk- tuków i ich kierowców, w niektórych miejscach wody było powyżej pół metra, jechaliśmy za karawaną ‘’żółtków’’, jak dojechały do skrzyżowania wszystkie naraz straciły przyczepność i odpłynęły porwane boczną rzeką, wyglądało to komicznie, niektóre zatrzymały się na fasadach domu inne odpłynęły jak ‘’Kawiarenki’’ Jarockiej i chyba wylądowały w delcie Betsibkoka.

Ulewa i cyklon spowodowały ze nasz pobyt w Mahajandze się wydłużył, po prostu spłukało mosty, trzeba było sobie jakoś zorganizować czas na miejscu. W mieście jest prywatny park , gdzie przyjmują zwierzęta które w jakiś sposób ucierpiały i potrzebują opieki,

jeżeli dojdą do zdrowia i są w stanie dać sobie radę na wolności to je wypuszczają. Dlatego Reniala Eco Park jest dosyć wyjątkowy, bo część zwierząt jest w klatkach, a część porusza się swobodnie po parku, czasami znikają na parę dni ale zawsze wracają bo czują się tam bezpieczne.

Na terenie parku jest tez wiele różnych drzew, największy to Baobab który stoi majestatycznie nad skarpą, dopiero z bliska można zobaczyć ze w jego cieniu stoi młody mężczyzna, jak się okazało, i to jest chyba najsmutniejsze ze ten człowiek to ochroniarz Baobaba. – No comments.

Poniżej krótka relacja z Parku Reniala.

A tu link  do fotek.     

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/213f2b6a-53e1-4c3d-8310-9c2894447cc9



Republika

Uncategorised Posted on sob., 22 lutego, 2020 21:21

Madagaskaru ma ca 25 milionów mieszkańców i powierzchnię prawie dwa razy większą od Polski 587 041 km2.

Planowanie takiej wyprawy jest dosyć złożone, bo ciężko cokolwiek zaplanować? , szczególnie jak się jest tu po raz pierwszy, jesteśmy przyzwyczajeni do płacenia kartą, bankomatów i Internetu, to oczywiście jest na Madagaskarze ale ???, czasami nie ma prądu albo Internetu , płacenie kartą tylko w dużych miasta i to sporadycznie, na stacjach można płacić kartą  ale nie za paliwo ???! , najlepiej zapomnieć o oczywistych oczywistościach do których jesteśmy przyzwyczajeni, przygotować wszystko wcześnie nie odkładać na później, bo nie wiadomo kiedy się dotrze do jakiegoś cywilizowanego miejsca, czasami przejechanie 100 km zajmuje godzinę, czasami parę godzin, a czasami w ogóle można nie dojechać, na szczęście kierowca okazał się również bankomatem. ?

Park Ankarafantsika leży jakieś 450 km od stolicy, sam wyjazd z tego kitla zajął dwie godziny, chmurzyło się i siąpił deszczyk, to była zapowiedz tego co miało nastąpić.

Droga ogólnie dobra ale z niespodziankami, nagle pojawiała się  wyrwa o długości i głębokości paru metrów sięgającą do polowy jezdni.

Pierwszy postój na posiłek po jakichś 100 km,

zamówiłem zupkę,

na cale szczęście poszedłem do ubikacji po konsumpcji, bo bym chyba zupki nie przełknął, zobaczyłem kuchnię od kuchni.

a miedzy kuchnia a kibelkami baraszkowały dzieciaczki …

Hmm , no cóż ja mogę Wam powiedzieć ???:) , teraz nie dziwota ze moje życie na Madagaskarze to życie na ‘’petardzie’’. J

Od Antany do Parku nie było żadnych lasów L , czasami jakieś samotne drzewka lub parę , w dolinach uprawy ryżu.

Na wsiach przeważały szałasy, a Zebu to podstawa jako zwierzę używane do zaprzęgu. Ponad 400 km jazdy i tylko ogołocone powierzchnie, najpierw prze okupantów, a teraz miejscowi dokończyli wypalając lasy po to żeby moc wypasać Zebu. Podobno są jakieś programy które maja na celu stworzenie takich korytarzy zieleni, żeby ocalić resztki flory i fauny, ale podczas całej drogi tylko raz widziałem ludzi którzy rzeczywiście sadzili drzewka.

Jak po paru godzinach dotarliśmy do mostu na rzece Betsiboka, krople deszczu już miał rozmiary dorodnych winogron. Rzeka ma ponad 500 km długości źródła w okolicach stolicy a z kanałem Mozambickim łączy się rozległą delta nad która jest położone miasto Mahajanga.

Most sprawiał wrażenie rachitycznego oparty na wysmukłych podporach wysoko nad grzmiącą, kotłującą się rzeką. Czerwone zabarwienie to jeszcze jeden skutek dewastacyjnej działalności człowiek która doprowadza do erozji gleby i wypłukiwanie olbrzymich ilości sedymentu.

A tu krótka relacja z przeprawy przez Betsiboka, zarówno w drodze do Mahajangi jak i w drodze powrotnej.

Na wieczór dotarliśmy do Parku , Ankarafantsika przywitała nas ścianą deszczu, postanowiliśmy się zatrzymać i zobaczyć co przyniesie następny dzień.

A to jeden ze stałych gości pomieszczeń, te jaszczurki zawsze są w pokojach niezależnie od standardu.?

Poranek przywitał ulewą, krótka narada i po informacji ze ma jeszcze padać przez kilka dni, szybka decyzja ze Park odwiedzimy w drodze powrotnej.

Wyjazd z parku trwał krótko, wolny tylko lewy pas, prawy blokują ciężarówki, w końcu tez prawa strona zablokowana, okazało się ze ulewa zmyla drogę, dwie ciężarówki obok się zagrzebały się po osie,  do tego busik które próbował je ominąć tez się zakopał.

Jakimś cudem wydobyli busa i odblokowali jedyny możliwy przejazd , ale jakbyśmy nie mieli terenówki i napędu na cztery koła to chyba trzeba by było zamieszkać w szałasiku.?

a tak to wyglądało w praktyce…

a poniżej link do fotek.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/477e1771-08e2-4cfe-9652-5a11c7a2f733

Ciąg dalszy wkrótce. ?



Minął

Uncategorised Posted on śr., 19 lutego, 2020 13:50

już prawie tydzień od powrotu z wyprawy, powoli dochodzę do siebie i stolec również 🙂 , brałem tabletki przed wyjazdem na Madagaskar i jak mi poradzono zjadłem lokalny jogurt, szczerze mówiąc nie wiem czy to coś pomogło bo nagłe, wybuchowe i niezapowiedziane wycieczki do kibelka były regułą a stolec zarówno kolorem jak konsystencją przypominał wody kanału Mozambickiego, w którym zresztą się kąpałem? , ale o tym innym razem.

Szok kulturowy przy zderzeniu z Madagaskarem był przeolbrzymi, chociaż nie wiem czy większego wstrząsu nie przeżyłem po powrocie do rzeczywistości. Naładowany tymi wszystkimi doznaniami i ogólnie pozytywnym i przyjaznym nastawieniem uśmiechniętych Malgaszy, po zejściu do ,,Hadesu’’, jazda metrem wydawała mi się czymś upiornym. Wagon pełen, białych, czarnych, żółtych , Szwedów Polaków, Rosjan, Afrykanów itd. i… kompletna cisza, tylko te wykrzywione i wk…. ryjki, wpatrzone w ‘’ srajfony’’ albo w ścianę byle uniknąć kontaktu wzrokowego. Wagon widmo pełen martwych ludzi, jedyny uśmiechnięty osobnik to jakiś ‘’Mużaj’’  z reklamy.

Jak opowiedziałem znajomej o swoich odczuciach, to zwróciła mi uwagę że to nie prawda, Szwedzi również się uśmiechają, i rzeczywiście muszę jej przyznać rację, też o tym słyszałem i to nie są sporadyczne przypadki, czasami nawet wielu w jednym miejscu się ”uśmiecha” w…. kostnicy. ?

Ja w każdym razie jestem naładowany pozytywnie i mam nadzieję że tak będzie do czasu następnego wypadu, nawet złośliwy komentarz kolegi :,,… żebym się tak nie cieszył i że mi ten uśmieszek zniknie za niedługo z twarzy, nordyckie powietrze wyssie ze mnie calą radość, zostaną tylko zapadnięte policzki i ‘’kwaśna kapucha’’ , nie zrobił na mnie wrażenia.

W ogólnym rozrachunku to była najlepsza a właściwie najbardziej wartościową wyprawa jaką dotychczas zrobiłem, w pewnym sensie odmieniła moje spojrzenie na życie. Dubaje , Paryże , all inclusive , to wszystko wydaje się teraz bezsensowne, jeżeli nie byleś na Madagaskarze to w d…e byleś i g…o widziałeś ?

Mimo wielu różnych problemów, czasami nawet nieprzyjemnych sytuacji to już tęsknię za Madagaskarem, po prostu pokochałem ten kraj i tych ludzi 🙂

Przygoda rozpoczęła się w stolicy Madagaskaru – Antananarywie. Najpierw 24-godzinna podróż ze Sztokholmu przez Paryż do St. Denis na Reunion , a potem niecałe 2 godziny samolocikiem z Reunion na Madagaskar.

Nazwa miasta Antananarywa oznacza „Miasto Tysiąca”. Tak jak większość miast ma przynajmniej trzy różne nazwy, często ciężko się porozumieć bo oficjalna nazwa różni się diametralnie od tej której używają Malgasze, potocznie stolica jest nazywana Tana.

Położona na wzgórzach wokół pól ryżowych.

Ciężko się ją zwiedza bo jest zatłoczona i zakorkowana, a pasy zostały namalowane dla zabawy, trzeba się przemoc i nauczyć sprawnie przebiegać przez ulicę. Korki i tłok to zmora większości dużych miast , to co wyróżnia Tanę, to stężenie spalin, nie da się oddychać, po godzinnym spacerze moje 3-letnie niepalenie papierosów szlag trafił tyle się nawdychałem ciężkich metali.

Głównym powodem postoju w Tanie było spotkanie z kierowcą i ustalenie szczegółów wyprawy, są wypożyczalnie samochodów , ale samochodu bez kierowcy nie da się wynająć,  wydaje się to trochę dziwne szczególnie przy dłuższej podróży, ale teraz ze scenariuszem w kieszeni mogę stwierdzić ze taki kierowca jest bezcenny, jazda samemu nie będąc lokalnym graniczy z samobójstwem, poza bezpieczeństwem kierowca znajdzie odpowiednie miejsce postoju lub hotel, Internet działa tylko w większych miastach i to tez różnie, tak ze wyszukiwanie noclegów przez Internet to bardziej teoria.

Ustaliliśmy ze Stevem ze pojedziemy na północ , pierwszy cel to miasto portowe Mahajanga na północnym-zachodzie,  po drodze zahaczymy o park narodowy Ankarafantsika.

Jeszcze szybka wizyta w salonie fryzjerskim ciut większym od kartonu po telewizorze radzieckim Rubin.

Z taką fryzą można ruszać na podbój ‘’czerwonej wyspy’’ albo ósmego kontynentu jak również nazywają Madagaskar.

A poniżej link do fotek.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/b0d7a541-1e30-4751-967b-7a39dd75e269



Madagaskar

Uncategorised Posted on sob., 01 lutego, 2020 18:20

Kochani !!! , wybaczcie że nic nie napisałem dotychczas ( nawet telefonicznie dostałem zapytania dlaczego nic się nie odzywam ) , nie mam budżetu jak Martynka , nikt mi niczego nie ustawia i nie załatwia, sam walczę o wszystko, ( dziękuję sponsorom za te dwa złote w styczniu), podróż śladami Beniowskiego nie jest łatwa uwierzcie mi 🙂

Kochani obiecuje ze będę relacjonował jak tylko będę mógł, ale są problemy z Internetem , tzn, ” Interneta nie tu”

przesyłam zdjęcie z Mahajangi

to najszerszy Baobab ( podobno )

a tu link do filmiku z jednej z przepraw

i przygoda z Cyklonem

,,, no i wierzę w Was!!! itd. 🙂



Miało być

Uncategorised Posted on niedz., 12 stycznia, 2020 21:41

o literaturze, i o podróżach w świecie książek które ostatnio odbyłem,

ale co sie odwlecze to nie… itd.

Czekaja nowe wyzwania , szczepionki przeciwko , krztuścowi , żółtaczce , febrze, tężcowi zaaplikowane , przeciwko cholerze i innym rozwolnieniom wypite.

Tabletki przeciwko malarii zakupione

dezaktywuje się , wy… , nie ma mnie , jak się odezwę, to się odezwę a na razie lecę Paaa..!!!! Wierze w Was ! itd:)))



Historia

Uncategorised Posted on niedz., 22 grudnia, 2019 17:17

jednej fotografii. W poprzednim wpisie opowiadałem o problemach jakie napotkałem próbując znaleźć kompetentnego krawca w Sopocie. Wybawieniem okazał się zakład p. Grzegorza przy zbiegu Alei Niepodległości i 23-go Marca.

Jeden z czytelników rozpoznał w tym lokalu miejsce w którym toczyło się bogate życie towarzyskie w czasach słusznie minionych, mieścił się tu gierkowski ” PUB” zwany w tamtych czasach pijalnią piwa, było to również ”Allegro” tamtych czasów, tu wg. czytelnika można było z łatwością dokonać zakupu rurki miedzianej lub kleju ,,Butapren” .

Zaciekawiony historią tego lokalu , za radą czytelnika ”rozpuściłem wici” w Internecie , na odezwę nie trzeba było długo czekać , poniżej wybrane komentarze.

No cóż ja mogę Wam powiedzieć ? Piękna romantyczna historia , przechodzimy kolo takich obiektów codziennie nie zdając sobie sprawy jaka bogata jest ich przeszłość.

U ”Adama” czy ” U milicjanta” było ważnym węzłem scalającym lokalną społeczność, mężczyźni mieli miejsce spotkań , zarazem była to ”giełda” towarowa, i panowie mogli przynieść małżonkom rurkę miedzianą albo Butapren !!!, a były to towary deficytowe. Dzieciaki nie ślęczały nad ”srajfonami ” tylko biegały tatusiom po piwo , taszcząc je w bańkach na mleko , miały ruch, a nie jak dzisiaj. Kobiety które dbały o wygląd zaopatrywały się w piwko i ”użyźniały” piórka witaminą B , nie jakąś chemią !!!.

Starzy bywalcy z górnej polki , mieli półkę z własnymi kuflami, a wybrancy mogli się raczyć piwem ze ”śliwek”.

I komu to przeszkadzało ja się pytam ? 🙂



Kurtka

Uncategorised Posted on pt., 13 grudnia, 2019 23:16

Ostatnio odbyłem podróż zarówno bardzo krótką jak i odległą bo cofnąłem się w czasie parę dekad, a wszystko to za sprawa mojej można powiedzieć antycznej kurtki.

Każdy ma jakąś rzecz, może to być cześć garderoby, maskotka, pluszak , jasiek itd , z którymi nam się jest z różnych powodów bardzo trudno rozstać. Trzymamy takie zabytki latami, i nie mamy serca się ich pozbyć, wyrzucenie takiego ”artefaktu” można porównać do zdrady najlepszego przyjaciela, dlatego nie zważamy uwagi na to że nasza ukochana rzecz może nie jest modna, podniszczona, siła przywiązania jest zbyt wielka.

Kurtkę która jest bohaterem niniejszej historii nabyłem ponad 20 lat temu w sklepie u ”Turka” w malowniczym Helsingborgu, położonym nad cieśniną po której przeciwnej stronie jest miasteczko Helsingör z uwiecznionym przez Szekspira zamkiem Hamleta.

W tamtych odległych czasach mieszkałem w Höganäs , nadmorskiej mieścinie położonej 20 km na zachód od Helsingborga.

W ciągu ostatniego 20 lecia reanimowałem swoją  kurtałkę wielokrotnie , była poddawna wielokrotnym ”przeszczepom’’ zarówno podszewki, kieszeni, jak i guzików , były tez zabiegi upiększające jak ”lifting’’ i ‘’botox’’.

Nadszedł czas kolejnej ”hospitalizacji’’ podczas której należało dokonać transplantacji guzików i kieszeni.

Na miejsce zabiegu wybrałem punkt mieszczący się przy Podjeździe w Sopocie.

Jeszcze nie skończyłem prezentacji wszystkich dolegliwości ”pacjentki’’ , a pani której każda komórka ciała była przesiąknięta nikotyną, stwierdziła stanowczo swoim porysowanym głosem że nic nie jest w stanie pomóc bo nie ma guzików itd.  , na pożegnanie wyskrzeczała żebym poszedł do pasmanterii przy Alei Niepodległości.

Jak otwierałem drzwi do pasmanterii tknęło mnie złe przeczucie, te masywne wrota pamiętały strajki stoczniowców z lat 70-tych , ważyły chyba z pól tony, siła bezwładności była olbrzymia, po wprowadzeniu w ruch próba ich zatrzymania groziła wyrwaniem ramienia, brakowało jeszcze ciężkich kotar które w czasach gierkowskich były zawieszane za drzwiami w celu zmniejszenia utraty ciepła, niestety przekraczając kurtynę było się narażonym na zderzenie z osoba zmierzającą w przeciwnym kierunku.

Pani krawcowa ukrywała się w rogu sklepu, i gdyby sprzedawczyni nie wskazała jej palcem to bym jej nie zauważył , była skutecznie zakamuflowana, doskonale zlewała się z tłem, odniosłem wrażenie jakby nie chciała żeby ją ktoś znalazł i prawie jej się to udało. Słuchała mnie z coraz większym strachem i przeżarzeniem, ledwo słyszalnym głosem poinformowała mnie że nie ma materiału do ’’ przeszczepu’’ kieszeni ,wytłumaczyłem jej że pacjentce to wszystko jedno jakiego materiału użyje bo i tak go nie będzie widać ?, na co pani stwierdziła  że i tak nie ma niezbędnego  sprzętu specjalistycznego  w postaci odpowiedniej maszyny do szycia

Poleciła mi salon krawiecki również przy Niepodległości vis-à-vis Biedronki usytuowanej na wylocie w kierunku  Gdyni. 

Ta wędrówka od ”przychodni” do ”przychodni ”  robiła się coraz ciekawsza ? , myślałem że zwątpię jak ”pielęgniarka” już na wstępie zaczęła biadolić, i z wyrazem bólu i zrezygnowania tłumaczyła że zabieg nie ma sensu i że raczej to tu nic nie da się zrobić , załamany zacząłem planować ostatnie pożegnanie i pochówek.

Nagle pojawił się młody energiczny”lekarz” ozdobiony tatuażami na szyi i przedramionach, odsunął zdecydowanie ”pigułę” i przejął inicjatywę :

  • ”transplantacja” kieszonek  !
  • ”przeszczep” guzików  !

 Koszt 70 złotych , ”pacjentka” do odbioru  o godzinie 17-ej w poniedziałek !!!, zapytałem nieśmiało czy jest możliwość wcześniejszego odbioru , bo na 17-ą  mam już inne plany  ???,  hmm, ok zrobimy co w naszej mocy , proszę przyjść o 14-ej usłyszałem..

Szok !!! , czyli można ???!!! , nie wymagałem cudów , tu nie chodziło o naprawę satelity czy lotniskowca tylko o przyszycie paru guzików i wszyciu dwóch kieszeni.

Ta ”podróż” była  przygnębiająca, panie prowadzące własne biznesy były całkowicie bez inicjatywy, bezradne , sprawiały wrażenie osób które już się poddały, tylko czekały na swoje 500+ , tylko dla nich to trochę za późno, takim pozytywnym akcentem tej przygody był ten młody człowiek który nie czeka aż mu ktoś da, sam przejmuje inicjatywę i działa.

Polecam gorąco , tylko rozmawiajcie z wytatuowanym kolesiem. !:)

A teraz coś z innej ”mańki” , przeglądam swoje stare wpisy , trochę porządkuję i natrafiłem na taki filmik z Tajlandii , kolega mi opowiadał że się tam wybiera i myślę ze jest to coś co warto spróbować, są oczywiście salony masażu ale żaden film mi się nie zachował 🙂



Droga

Uncategorised Posted on pt., 20 września, 2019 01:14

powrotna dla urozmaicenia wiodła przez Raciążek, to właściwie takie przedmieścia Ciechocinka , W latach 1317 -1870  Raciążek posiadał prawa miejskie. Można tu zwiedzić ruiny zamku biskupów kujawskich, , wzniesionego po 1330 roku na miejscu starszego, drewnianego.

Miejsce traktatów dyplomatycznych króla Władysława Jagiełły  z Krzyżakami w 1404 roku i po bitwie grunwaldzkiej w 1410 roku.

W pierwszej połowie XVIII wieku zamek przebudowany na rezydencję pałacową. Po sekularyzacji dóbr opuszczony popadł w ruinę i uległ rozbiórce w pierwszej połowie XIX wieku.


Do dziś zachowały się fragmenty murów czworobocznego budynku gotyckiego na fundamentach z głazów oraz fragmenty murów obronnych, wieży i części murów piwnicznych budynku zamkowego. Zamek położony na stromym cyplu dawnej skarpy wiślanej.

W Raciążku możemy również podziwiać współczesne ruiny.

I Renesansowy kościół Wszystkich Świętych i św. Hieronima, o tradycjach gotyckich, z 1597 roku z fundacji biskupa kujawskiego Hieronima Rozrażewskiego.

Raciążek położony jest na wysokiej krawędzi pradoliny Wisły – około 80 m n.p.m.  Ostatni etap drogi do Ciechocinka to zjazd serpentyną w dol po zboczach krawędzi.

Po ponad sześciu godzinach i sześćdziesięciu kilometrach przybywamy na metę, powrót do realnego świata, w pewnym momencie będąc po drugiej stronie Wisły, myślałem o tym ze się nie wydostanę z tej ‘’Nibylandii’’ i będę musiał krążyć między cmentarzem ewangelickim , ruinami zamku i kościoła, szukając ukrytej drogi.

Jeszcze nigdy piwo mi tak nie smakowało jak po tej wyprawie, tak zakończyliśmy tę podróż z moim druhem i przewodnikiem, dzięki któremu ten wypad doszedł do skutku i mogłem poznać te nie znane dla większości turystów zakątki.

No cóż ja mogę Wam powiedzieć ?  :   probably the best beer in the world !!!

a poniżej link do fotek

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/c838c26c-26ed-4e10-95e6-92c3bc795eac



Prom

Uncategorised Posted on pt., 13 września, 2019 13:25

przybija do miejsca które jest jakby zapowiedzią wkroczenia w inną rzeczywistość , Nieszawa była takim preludium. Przystań leży w szczerym polu , droga do Starych Rybitw prowadzi pośród  łanów kłaniających się zbóż ,

a później przez gęsty las. W Starych Rybitwach straszą  ruiny opustoszałego kościółka. Jakiś napotkany jegomość twierdził ze to kościół Ewangelicki , z kolei w Internecie znalazłem info ze to Rzymskokatolicki, ‘’kakaja raznica’’ , ruiny tu ruiny.

Następny etap to Bobrowniki, do których prowadzi droga wzdłuż Wisły.

W miasteczku nad brzegiem rzeki są ruiny zamku. Tak najprawdopodobniej kiedyś wyglądał otoczony fosą,

a dzisiaj tak , i komu to przeszkadzało ? 

Zamek w Bobrownikach powstał prawdopodobnie ok. połowy XIV w. Jego fundatorem był książę dobrzyński Władysław Garbacz. Był siedzibą książęcą, starostów książęcych, wójtów krzyżackich i starostów królewskich. Zachowane krzyżackie inwentarze mówią o istnieniu w pobliżu zamku związanego z nim folwarku.

W 1377 zamek otrzymał od króla Ludwika Węgierskiego Władysław Opolczyk, ten sprzedał warownię w 1392 roku zakonowi krzyżackiemu. W 1405 Władysław Jagiełło  wykupił ziemie dobrzyńską  razem z Bobrownikami z rąk Krzyżaków, jednak już cztery lata później po ataku na warownię i zburzeniu części murów przez artylerię krzyżacką przeszedł 28 sierpnia w ręce zakonne, po czym prawdopodobnie latem 1410 r. powrócił pod polskie władanie. Jego nadgraniczne położenie ponownie stało się przyczyną wielu inwestycji w modernizację obiektu; mimo tego obiekt, będący siedzibą starostów, nie odegrał już żadnej roli militarnej. W czasie wojny trzynastoletniej i walk z Zakonem w latach 1519–1521 urządzono w nim więzienie dla pojmanych rycerzy krzyżackich. Przesunięcie granicy państwowej ostatecznie pozbawiło budowlę strategicznej roli.

W czasie wojny 1655–1660 zamek wraz z archiwum grodzkim został spalony przez Szwedów, mimo to na początku XVIII był on jeszcze w niewielkim stopniu użytkowany. W drugiej połowie XVIII w. obiekt był już bardzo zniszczony.  ( źródło Wikipedia ).

I serce się raduje na takie widoki , chociaż młodzież dba o ruiny i pogłębia wiedzę o historii ziemi dobrzyńskiej.

Z Bobrownik droga prowadzi  przez Nowy Bóg Pomóż do Stary Bóg Pomóż,

a dalej to już koniec świata i nawet Bóg nie pomoże, trzeba zawracać.

A poniżej link do fotorelacji

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/acab6add-5e35-498d-9578-5239db474b64



Nieszawa

Uncategorised Posted on niedz., 08 września, 2019 10:38

robi raczej przygnębiające wrażenie , takie opustoszałe wymarłe miasto o którym p Bóg ,

obecnie rządząca zorganizowana drużyna przestępcza, jak i wszystkie poprzednie drużyny zapominały, tu chyba nawet 1 EUR z dotacji nie dotarło , ciężko znaleźć budynek bez sypiącego się tynku.

Gdyby ten młody cyklista nie zatrzymał się na pogawędkę,

to ta pani z nikim by nie zamieniła słowa przez cały dzień, tak tu pusto, tu nie ma nawet ,,Biedronki’’ żeby sobie uciąć pogawędkę z kasjerką.

Przepraszam, skłamałem, są dwie nieruchomości o których p. Bóg nie zapomniał,  ale to jego własność  – kościół św. Jadwigi o którym już wcześniej wspominałem, jak i  kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego wraz z klasztorem franciszkanów który został  zbudowany w latach 1611-1635. Dzięki fundacji ,,Krzywdów i Bieńków’’ został odremontowany.

Teraz karmelitanki Płaskostope nim zarządzają. Za 30 zl można przenocować w odrestaurowanej celi klasztornej z prysznicem. To wspaniale miejsce żeby się wyłączyć i wyalienować od świata zewnętrznego, cisza spokój kontemplacja i wspaniale posiłki przygotowywane przez siostrzyczki.

Pierwsza wzmianka o Nieszawie pochodzi z 1230 r. Ostatecznie Nieszawę przeniesiono w 1460 ok. 30 km w górę Wisły do miejsca gdzie się znajduje obecnie. Tak więc miejscowość w ciągu nieco ponad 200 lat zmieniła swe położenie dwa razy, przesuwając się blisko 40 km w górę Wisły. Nowe położenie okazało się korzystne, w ciągu XV i XVI w. nastąpił rozwój Nieszawy jako ośrodka handlu zbożem, któremu kres położyły najazdy szwedzkie w drugiej połowie XVII w. W 1793 miasto znalazło się w granicach zaboru pruskiego, od 1807 do 1815 w Księstwie Warszawskim, następnie w Królestwie Polskim (zabór rosyjski). Wiosną 1945 do Wisły wrzucono 38 Niemców – mężczyzn, kobiet i dzieci. Dorosłych wcześniej zabito. W 2004 odsłonięto pomnik z napisem „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. ( źródło  Wikipedia).

To miasto ma potencjał , tylko potrzebuje zastrzyku energii i wizjonerstwa , mam nadzieje ze się otrząśnie z letargu.

Następny etap wycieczki to przeprawa promem przez Wisłę do Starych Rybitw,

prom kursuje co godzinę, miły przerywnik w rowerowaniu, chociaż jak zobaczyłem tę kolekcję butelek i  puszek po piwie,  i kotwicę  w postaci kamyka obwiązanego drutem , to trochę zwątpiłem.:)

A co zwiedziłem i zobaczyłem po drugiej stronie , to już w następnym odcinku .

A tu link do fotek z Nieszawy  

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/6325d510-a2d1-46a0-a74f-be62879ee99a