skojarzenie jakie miałem po tym jak wjechaliśmy do Patong, to – Władysławowo !!!,
tylko do ośmiościanu 😊 , oczywiście
to dwa różne światy ale kiczowatość ta sama. Bangla Road w ciągu dnia jest
normalną ulicą która

wieczorem
po zamknięciu zamienia się w centrum rozrywki-deptak , gdzie stłoczone bary
go-go, dyskoteki , salony masażu, puby i sklepy z pierdołami, wspomagane przez
naganiaczy

walczą o klientów. Poziom hałasu jest niewyobrażalny, a tłumy
turystów ze wszystkich zakątków świata ‘’płyną’’ w górę i w dół Bangla Road.

Chińczycy,
Japończycy, przybysze z Bliskiego
Wschodu wraz z żonami ( z
ciekowością podglądającymi roznegliżowane tancerki , ale nie wiem czy z
wypiekami ) w hidżabach i grupki
podchmielonych Europejczyków w tym całych rodziny z kilkuletnimi dziećmi, zgodnie ramię w ramię przemieszczają
się i korzystają z uroków życia nocnego
w Patong.

Jeżeli
ktoś chce zaszaleć, to Patong jest największym zagłębiem różnorakich uciech na
całej Phuket, oprócz Bangla Road warto odwiedzić targ Banzaan , spróbować
surfingu

albo obejrzeć tajski box na Patong Boxing Stadium ,

a po całonocnych
eskapadach można złożyć zwłoki na Patong Beach,

miejsca pod dostatkiem 😊

Osobiście
uważam że jeden wieczór w takim miejscu
wystarcza i chyba lepiej zatrzymać się w pobliskich mieścinach a do Patong
zrobić wypad.

Jak
to powiadają: podróże kształcą , ja po wizycie w Patong wzbogaciłem się o wiedzę ze piłeczki do
ping-ponga nie koniecznie muszą służyć wyłącznie do gry w tenisa stołowego 😊

Byłem , widziałem , spadam – pojechałem
mototaxi ( tym razem bez walizy ) na rekonesans do pobliskiego Karon Beach ,
niestety mój driver zrzucił mnie przed miasteczkiem bo była policyjna kontrola
,

a tylko on miał kask , ale za to zrobiłem
sobie spacerek 😊