Blog Image

Podróże małe i duże

O Blogu

Cale nasze życie to jedna wielka podróż z punktu A do punktu B i dla wszystkich te punkty są identyczne, rożni nas tylko droga z A do B, czasem nasze podróże się łączą i podróżujemy z kimś razem, a czasem tylko przecinają.

Podróż, to też: książka, cisza , obraz, trzymanie ukochanej osoby za rękę, to spotkania i rozstania,to płacz, śmiech, radość i smutek.

Piszę o swoich ´´podróżach``,piszę jak umiem, a moje przemyślenia i wynurzenia są subiektywne. W młodości chciałem zostać pisarzem, ale byliśmy ubodzy i nie stać nas było na maszynę do pisania :) i czytając o moich podróżach pamiętajcie .... nieszczęściem ludzkości jest szczelność czaszki ludzkiej.

Nie wiem jak długo i jak często będę pisał. Wiem jedno , ja zraniłem wiele osób i mnie zraniono, popełniłem wiele błędów, niestety czasu nie cofnę , ale wiem że czeka mnie nowa podróż i w dużym stopniu zależy ode mnie jaka ona będzie.

Nie mam konkretnego celu pisząc bloga, to po prostu kolejna podróż, ale jeżeli chociaż jedna osoba poczułaby się lepiej, i zmotywowałoby ją to do pozytywnych zmian i działania,to znaczy że było warto.

Dziękuję za wszystkie komentarze:)

kontakt:

otto@podrozemaleiduze.eu

Pozdrawiam wszystkich znanych mi i nieznanych czytelników.
Have a nice life :)

I oczywiście wszystkie osoby i postacie o których pisze są fikcyjne a jakakolwiek zbieżność z kimkolwiek jest przypadkowa.

Galeria zdjęć

Galleries pictures

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collections

Filmy short clips on Youtube

https://www.youtube.com/playlist?list=PLtI6MRVYbuM-h2VRctZ0pYsq4X6J09mDC


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęćbez zgody autora zabronione.

Distribution and copy of films and photographs without permission prohibited.
All rights reserved.


Przeglądając

takie tam Posted on wt., 16 kwietnia, 2019 22:56

bloga
odkryłem ze zapomniałem wrzucić tekstu o mojej przygodzie z wielorybami.
Długopłetwiec oceaniczny czyli humbak – gatunek ssaka z rodziny płetwowatych,
dorosłe osobniki osiągają zazwyczaj 14–17 metrów długości i 30–45 ton masy.


W
okresie od czerwca do września, kręcą się ze swoimi młodymi w pobliżu Reunion.
Jest to chyba jedno z niewielu zwierząt / ssaków, którego nie zobaczymy w
niewoli. Moim marzeniem ( z listy – do zrobienia przed śmiercią ), było zobaczyć
walenie w ich naturalnym środowisku. Okazało
się ze wcale nie jest to takie proste, to znaczy widziałem z plaży fontanny pary
wodnej wydmuchiwanej przez humbaki, ale wypłynąć na łodzi to cala przeprawa, a
wszystko przez pogodę.

Parę lat temu statek z turystami który wracał do portu został
przewrócony przez fale i zginęło parę osób, teraz są bardzo ostrożni, i tak parę
razy robiłem rezerwację, tylko po to żeby się dowiedzieć ze rejs odwołany. W końcu
się udało uzbrojony w kamerę , aparat , obiektywy zająłem najlepsze miejsce myśląc
sobie skromnie gdzieś w głębi o tym ze uda mi się zrobić zdjęcie płetwala wyskakującego
z wody.

Dosyć szybko przyłączyło się
do nas stado delfinów,

a my podążaliśmy za humbakami, prychały gejzerami pary
wodnej, ale to wszystko, skakać nie chciały,

i tak przez dwie godziny, poddałem
się, mieliśmy już wracać, gdy nagle cielsko wielkości ,,przegubowca’’ rozcinając
taflę oceanu wystrzeliło pionowo do góry by opaść na powierzchnię wody tworząc kipiel,
czuć było moc. To wszystko było jakieś
nierealne, czas wyhamował, cała akcja przebiegła w zwolnionym tempie, zaskakujące
jest jak wysoko potrafią się wybić.

Taka chwila !!! , to na co
czekałem !!! , no i co ? i d… a , zaciął
się aparat , zjeździłem pół świata , zrobiłem tysiące zdjęć a tu … L .

Udało mi się go uruchomić jak
już znikał w gotującym się oceanie.

Nagle ! , długopłetwiec
chyba poczuł moją frustrację, i znowu wyskoczył, i znowu to samo, aparat zastrajkował.

No cóż ja mam Wam powiedzieć
? – złośliwość rzeczy martwych, ale to co zobaczyłem i przeżyłem zostanie ze mną
dopóki ten Niemiec – Alzheimer mi tego nie schowa J.

A tu link do fotek z ,,polowania’’
na wieloryby i ze ślubu Kreolów, na którym przypadkiem się znalazłem.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/289092



W okresie

takie tam Posted on sob., 22 grudnia, 2018 18:34

najciemniejszych zakamarków zimy, najlepszym sposobem na przeczekanie ciemności
jest teleportacja do jaśniejszych chwil.

Takim jasnym punktem był
dla mnie pobyt na Mauritiusie. I chociaż nie jestem zwolennikiem
zorganizowanych wycieczek to pływanie z delfinami było możliwe tylko w takiej formie.
W pakiecie był transport , kąpiel z dzikimi delfinami i grill. Każdy na pewno widział jakiś film czy to przyrodniczy?,
czy to fabularny?, czy z jakiegoś parku rozrywki? , ludzie w cudownej
koegzystencji z ssakami wodnymi , komunikacja i zrozumienie, a delfinki mają takie
buźki jakby się uśmiechały , większość ludzi marzy o takim spotkaniu , tylko
jest jedno małe ale , delfiny w zatoce Tamaryńskiej do której są zwożeni ludzie
z całej wyspy są DZIKIE !!! , a dzikie zwierzę ma to do siebie że jak widzi człowieka to go albo atakuje, albo
sp….a .

To „pływanie” z
delfinami przypominało bardzie pościg albo zabawę w kotka i myszkę, kilkadziesiąt
motorówek gnało w miejsce gdzie się pojawiły , zanim jakakolwiek do nich dopłynęła
to zdążyły zwiać , ludzie wyskakiwali z tych łódek , dziwne ze nikt się nie utopił,
a delfiny chyba dobrze się bawiły pojawiając się co rusz w innym miejscu.

Po którymś skoku z łódki
miałem już dość , ale udało się , ławica kilkudziesięciu delfinów przepłynęła
obok nas , na filmie tego może nie widać ale były naprawdę blisko.

Zresztą możecie ocenić
sami, link do filmu ze spotkania z delfinami poniżej.

Po tej dosyć wyczerpującej
pogoni , zorganizowano nam grilla w okolicy półwyspu Le Morne Brabant, na którego końcu jest góra o
tej samej nazwie i wysokości 556 m n.p.m.


Półwysep był schronieniem
dla zbiegłych niewolników. Kiedy w 1835 roku wysłano tam oddziały wojska, aby obwieścić im
zniesienie niewolnictwa, podobno rzucili się oni do morza, sądząc, że
zorganizowano na nich obławę.

Jedna rzecz na którą zwróciłem uwagę, to że dzieci często pomagają w pracy dorosłym, byłem
pełen podziwu dla naszego małego „Kapitana” który dzielnie przez kilka godzin pomagał
we wszystkim , najpierw stojąc na dziobie

pilotował łódź kanałem między podwodnymi skałami dając znaki
„kierowcy” , później targał klamoty i jedzenie do kuchni na plaży , wszystko po
to żeby turyści się magli najeść, napić i zabawić . Dzieciak miał może 10 lat, ale
biorąc pod uwagę dojrzałość i odpowiedzialność, to miedzy nim a rówieśnikami,
którzy byli tam na wakacjach była swoista przepaść.

I takie to mam wspominania w tym jednym z krótszych dni w roku.

A poniżej link do fotek .

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/289095