zwiedzić większość państw, potrzeba
tygodni a nawet miesięcy. Tajlandia nie jest wyjątkiem i parę tygodni to
stanowczo za mało , szczególnie jak chce się odwiedzać wyspy. Lokalne biura podróży są bardzo pomocne w załatwianiu
biletów , wystarczy powiedzieć dokąd chcemy dotrzeć a dopasują nam optymalne połączenia
, busowo-promowo-lotniczo-kolejowe . Transport jest dosyć sprawnie
zorganizowany w każdym razie rano odbierają z hotelu i zawożą na jakąś stacje
przesiadkową, odbiór jest zawsze punktualny ale do godziny przyjazdu na miejsce
można spokojnie doliczyć parę godzin.

Z
Phi Phi , wiatry poniosły do Railay

która ukryta jest pomiędzy wysokimi klifami i gęstą
dżunglą. Można się na nią tylko dostać jedną z tradycyjnych łódek jakich pełno
jest na tajskich plażach

i do Ao Nang -miasteczka nadmorskiego które jest bazą wypadowa
na okoliczne wyspy.

Info z ostatniej chwili !
Ciechocinek ‘’zaliczony’’ przed

i po smiley

Przemieszczając się z miejsca na miejsca wręcz niemożliwym
jest uniknięcie większych skupisk ludzkich i kontaktu z innymi ludźmi. ‘’Ocierając’’
się o przedstawicieli innych narodowości doszedłem do wniosku że zjawisko tzw. ‘’Januszów’’ i ‘’Grażyn’’ jest
zjawiskiem globalnym nieznającym żadnych granic.


I tak np. niemieckie Januszki
( Hansy) , uwielbiają siedzieć w restauracjach bez koszulek, prezentując ‘’wyrzeźbiony
‘’ piwkiem tors , może po prostu im gorąco dzięki fryzurce ‘’ziober’’ , ‘’ łopata
‘’ cos w stylu futbolisty rodem prosto z
DDR. Chińskie odpowiedniki J. i G. , poruszają się w grupkach od pięciu osobników
w górę i wyróżniają się , odcharkiwaniem , chrząkaniem i pluciem , w
restauracji wszystko co nie potrzebne na talerzu , ląduje obok, takie chińskie tajfuny.
Poniżej dwóch chińskich ‘’Januszkow’’ (
Changi ) – to nie ‘’waleczka’’ ,po prostu głośna dysputa połączona z
przepychanką na temat kto ma uregulować rachunek.

W znanej sieci japońskiej Seven-eleven ( w Tajlandii otwarte 24h na dobę ) , widziałem
dwóch Januszków rosyjskojęzycznych ( Sergieje ) z permanentnym rumieniem
podczas zakupów napitków wysokoprocentowych , ekspedient wydał resztę wysokości
20 bahtów ( ca 2 zł
), na co jeden z jegomości zwrócił mu banknot jak by to był napiwek mówiąc :
naaa ! guljaj !

Ale nikt nie jest doskonały i kto nie był chociaż raz w życiu
‘’Januszkeim’’ albo ‘’Grażynką’’ ? 😊

a poniżej parę fotek z Ao Nang i Railay.

https://zdjecia.podrozemaleiduze.eu/#collection/80